prl cooltura
       
Czwartek, 14.11.2019 Emila, Laury, Rogera
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Tomahawk od Cooltury dla mistrza!
Tomahawk od Cooltury dla mistrza!

JERZY KRAŚNICKI
ostatnia aktualizacja: 2008/10/11 09:00

Poniedziałkowe popołudnie w Peterborough. Na parkingu z każdą chwilą przybywa busów, z których wyładowywane są Jawy i GM-y. Wśród kibiców, którzy z wolna zapełniają trybuny i tłoczą się wokół parku maszyn wyróżnia się zwłaszcza para w średnim wieku.

On ma na sobie czarną bluzę z przyciągającym uwagę wizerunkiem Indianina na jednośladzie, zaś ona na głowie czapeczkę klubu z Poznania, którego symbolem jest skorpion. Okazuje się, że Emma i Mark dotarli na stadion prosto z lotniska w Luton, gdzie przylecieli z Polski, podobnie jak ich ulubieniec. ADAM SKÓRNICKI – bo o nim mowa – zjawił się w parku maszyn jako ostatni z bohaterów wieczoru.

I nie jest to w żadnym wypadku przejaw fanaberii, o jaką można by posądzić mistrza. Kto by się na to zdobył, byłby autorem gigantycznej gafy. To najzwyczajniej rezultat potwornego wprost zmęczenia. Pokrótce. Jeszcze w piątek był najskuteczniejszym zawodnikiem w toruńskim finale krajowego championatu par klubowych. W sobotę po liczącej tysiąc kilometrów podróży na torze w słoweńskim Krsko zdobył kilka skalpów najlepszych zawodników globu, w tym samego Jasona Crumpa, oraz główne trofeum turnieju – Superpokal. W niedzielę zaś przyłożył rękę do triumfu poznańskich „Skorpionów” nad gdańskim „Wybrzeżem”. Trudno się zatem dziwić, że gdy wreszcie dotarł na East of England Showground, nie tryskał energią. Do Peterborough przyjechał wprost z Luton, gdzie udało mu się złapać kilka godzin snu w gościnnym domu swojego przyjaciela, Marcina Szpaka.

W pośpiechu, ale udało się wręczyć mistrzowi upominki od naszej redakcji: indiański tomahawk dla największego wojownika tegorocznego finału indywidualnych mistrzostw Polski, obraz indiańskiego wodza za doskonałe starty w barwach klubu z Poole oraz statuetkę Indianina – do kompletu. Zaskoczony mistrz od razu znalazł dla nich najlepszą lokalizację – w jego biurze w Polsce.
Po ostatnim wyścigu zasiedliśmy przy stoliku w barze tuż obok głównej trybuny i wreszcie zrelaksowany Adam (przed nim dzień wolny od startów!) odpowiedział na kilka pytań specjalnie dla Cooltury.

Rozmowa była dla mnie ciekawym doświadczeniem. Po pierwsze, z uwagi na nietuzinkową wśród żużlowców osobowość Adama. Po drugie, przyszło mi po raz pierwszy przeprowadzać wywiad z mistrzem Polski na ziemi angielskiej. Wreszcie po trzecie, uświadomiłem sobie, iż sporo wody upłynęło w Wiśle i Tamizie od chwili, gdy miałem sposobność „przepytać” krajowego championa – było to w roku 1985, kiedy to legendarny już Zenon Plech sięgnął po swój piąty mistrzowski laur.

Pozwolisz, że zacznę od pytania, które chciałem ci zadać można rzec od zawsze: skąd w twoim image elementy rodem z Dzikiego Zachodu, a konkretnie z rezerwatu?
Moje indiańskie fascynacje datują się od lat młodzieńczych. Chyba wszystko przez to, że w dzieciństwie mieszkałem i wychowywałem się obok lasu. W tamtych czasach westerny w telewizji to była atrakcja, a ja oglądając je jakoś nigdy nie utożsamiałem się z kowbojami, tylko właśnie z ich ofiarami, czyli czerwonoskórymi. Może też właśnie dlatego, że Indianie bardziej żyli w zgodzie z naturą. Jak wspomniałem, mieszkałem blisko lasu, podkradało się w kuchni gumki od weków, gdzieś dorwało się jakiegoś indora i już za chwilę było się Indianinem. Dziś już nie ganiam z piórkiem po lesie, ale kultura Indian jest mi bliska i właśnie z niej zapożyczam niektóre elementy.

Jednak wyjdźmy z lasu i przenieśmy się w okolice żużlowego owalu. Ponoć niedawno w Lesznie otrzymałeś jakiś nietypowy szalik?

A tak, w biało-czerwonych kolorach. Takiego szalika wcześniej nie miałem w swojej kolekcji. Tak na marginesie, to szkoda, że fajne trofea za tytuł mistrza Polski są przechodnie i kiedyś trzeba je „zdać” na rzecz następcy. To, co pozostaje w ręku, prezentuje się jak z taniego sklepu z pamiątkami sportowymi. Chyba wypada samemu nabyć jakieś trofeum, by było czym się pochwalić w domu.

To chyba jakieś fanaberie, by dopiero w wieku trzydziestu lat „zdecydować się” wystąpić w finale indywidualnych mistrzostw Polski, a dwa lata później sięgnąć po „michę”!

Decyzja, by wystartować w finale „impu” zapadła sporo lat temu, już w wieku juniora. Kilka razy byłem bardzo blisko zakwalifikowania się do szesnastki najlepszych w kraju, ale jakoś się nie udało tego dokonać. Później plany te jakby zarzuciłem, bo nie było widoków na dobry wynik w finale. Dopiero kilka lat temu mój dobry kolega, który wspiera mnie w ciężkich chwilach, jest moim kibicem od czasów, gdy jeździłem w Lesznie, powiedział, że bardzo chciałby zobaczyć mnie w finale. W pewnym momencie wyznałem mu, że właśnie zaczynam chcieć awansować do finału i po trzech latach spróbować znaleźć się na podium. Plan został zrealizowany pomyślnie, ale w najśmielszych oczekiwaniach nie liczyłem na najwyższe miejsce na tym podium. To była naprawdę wspaniała sprawa – zdobyć tytuł mistrza Polski i to na torze w Lesznie, na którym przejechałem pierwsze okrążenia żużlowego toru.

Jakby tak dobrze pogrzebać w kronikach, to może okazać się, że jesteś najbardziej zaawansowanym wiekowo nowicjuszem pozującym do fotek w czapce Kadyrowa...
Całkiem możliwe, ale nie widzę w tym nic złego. Myślę, że to jest właśnie optymalny wiek dla żużlowca. Na tym etapie kariery zawodnik dysponuje odpowiednim doświadczeniem, tylko problem tkwi w tym, by odpowiednio z niego skorzystać.

Może zatem czas najwyższy skierowć myśli w okolice cyklu Grand Prix?

Jestem realistą w tym temacie i zdaję sobie sprawę, że raczej nie stać mnie na to, by wystartować w całym cyklu Grand Prix, ale bardzo bym chciał wystąpić przynajmniej w jednym turnieju z dziką kartą. Najlepiej na polskim torze, a jeśli już to oczywiście marzyłby mi się tor pięknego stadionu im. Alfreda Smoczyka. Byłoby to kolejne wspaniałe doświadczenie. Mam okazję być blisko Grand Prix współpracując z Canal Plus i poznałem nieco niepowtarzalną aurę tych turniejów. Dlatego chciałbym choć raz poczuć na własnej skórze jak to jest, gdy staje się na starcie zawodów serialu Grand Prix.

Rozmawiamy w pubie przy torze na Wyspach, zatem może przejdźmy do tematów bliższych tutejszemu speedway’owi. Jakie było podłoże decyzji, że 5 kwietnia 2000 r. w plastronie „Wilków” po raz pierwszy zawalczyłeś o punkty w British League?

Przyznam, że od zawsze z uwagą śledziłem wyniki ligi brytyjskiej i zawsze też mnie ona fascynowała, a nawet inspirowała –ogromna ilość startów, zróżnicowane, trudne technicznie tory. Od 1997 r. podejmowałem intensywne starania, by podpisać kontrakt w Anglii, ale w tamtych czasach było to bardzo trudne do zrealizowania. Jedynie mistrz kraju mógł liczyć, że otrzyma stosowne pozwolenie na pracę. Nawiązałem kontakty z promotorami brytyjskich klubów, ale jednak brakowało tego minimum, by dostać stosowne zezwolenie i parafować kontrakt. W roku 1998 na zaproszenie Seana Wilsona przyjechałem na tydzień do Anglii, zobaczyłem kilka torów i nabrałem jeszcze większej ochoty, by się tutaj pościgać. Rok później sięgnąłem po tytuł... mistrza Łotwy, co otworzyło przede mną furtkę w rozmowach Home Office. Jeszcze w tym samym roku przyjechałem na turniej do Wolverhampton i w jednym z wyścigów udało mi się pokonać miejscowego idola Amerykanina Sama Ermolenkę, co z kolei ułatwiło mi znacznie rozmowy z szefem miejscowego klubu. W ten trochę zawiły sposób znalazałem się w klubie Wolverhampton Wolves.

Miałeś okazję startować w plastronach z wizerunkami wilka, młotów, geparda, karcianego trefla, a ostatnio trupiej czaszki. W którym z nich czułeś się najlepiej?

Na pewno najchętniej wracam myślami do początków, choć chwilami było naprawdę ciężko. Nie miałem tutaj swojego mechanika, brakowało sprzętu, zdarzało się, że tylko dzięki znajomościom udawało mi się dostać jakieś używane części – od Billy Hamilla czy Grega Hancocka. Z tych części musiałem do kupy złożyć motocykl i łokieć w łokieć ścigać się z najlepszymi na świecie. Mimo wszystko to były wspaniałe czasy. Bardzo dobrze czuję się w obecnie w gronie „Piratów”, ale chyba okres spędzony w Wolverhampton wspominam z największą nostalgią.

Spośród polskich zawodników startujących w lidze brytyjskiej masz zdecydowanie największe doświadczenie. Proszę zatem w kilku zdaniach scharakteryzować tutejsze rozgrywki.

Jest to na pewno uniwersytet spedway’a. Przyjechałem tutaj w wieku 24 lat, czyli powinienem już być zawodnikiem doświadczonym, tymczasem po przyjeździe do Anglii musiałem uczyć się żużla na nowo. Musiałem diametralnie zmienić swoje podejście do tego sportu. Chociaż sport żużlowy w Wielkiej Brytanii przeżywa obecnie pewien kryzys, to uważam, że droga na sam szczyt w tej dyscyplinie wiedzie właśnie przez tutejsze tory.

Co twoim zdaniem włodarze polskiej ligi mogliby zaczerpnąć z tutejszych sprawdzonych wzorców? Czym różni się żużel w Polsce i na Wyspach?

Różnic jest wiele, ale chyba przede wszystkim uczy zawodnika przetrwać trudne chwile, jakie mogą przecież zdarzyć się nawet najlepszym. W Polsce, kiedy się nie wiedzie, kiedy znajdziesz się w dołku, to praktycznie nie masz szans się odbić, bo prezesi, działacze potrafią ciebie nawet zgnoić. Tutaj zawsze dostaniesz kolejną szansę. Nawet jeśli jest ona ostatnia, to nikt ci tego nie da odczuć. Jeśli masz jakiś kryzys i to nawet dłuższy, to zawsze jesteś w stanie się odbudować. Tutaj po prostu klubami rządzą promotorzy, którzy między innymi mają za zadanie wypromować zawodnika. Podczas gdy w Polsce są obecnie menedżerowie klubów i ich interesuje tylko jedno – wynik. Kompletnie nie obchodzi ich, co się z tym zawodnikiem stanie za rok, za dziesięć lat. Liczy się tylko dzień dzisiejszy i wynik. Zawodnik będzie bez formy – to na jego miejsce znajdzie się inny. To chyba jedna z największych różnic, jaka dzieli sport żużlowy w Polsce i w Anglii.

Przez lata spędzone w polskiej lidze nie dane było ci fetować z kolegami tytułu drużynowego championa, w tym roku masz poważne widoki na kąpiel w szampanie w gronie „Piratów” z Poole.
Już w 2002 r. startując w szeregach „Wilków”, miałem sposobność sięgnąć po tytuł drużynowego mistrza Wielkiej Brytanii. Jednakże gdyby udało się teraz tytuł drużynowy dorzucić do indywidualnego, byłoby to wspaniałe zwieńczenie chyba udanego dla mnie sezonu.

Od poprzedniej dekoracji medalem mistrzostw Polski upłynęła już dekada. Czy może pamiętasz, jaki to był medal?
Oczywiście. Był to srebrny medal w mistrzostwach Polski par klubowych. Krążek ten cenię sobie szczególnie, gdyż wywalczyłem go wspólnie z Romanem Jankowskim. Był on moim idolem, kiedy byłem kibicem, a potem, gdy zacząłem jeździć stawiałem go sobie za wzór.

Co sądzisz o pomyśle utworzenia w Anglii drużyny złożonej wyłącznie z polskich zawodników?

Przyznam, że nigdy o tym nie pomyślałem, ale czemu nie. Jest to na pewno dobry pomysł i mógłby nawet okazać się opłacalny. Pod warunkiem gdyby ktoś zabrał się za niego z głową i poukładał wszystko jak należy. Była by to też dobra forma promocji polskiego żużla w Anglii.

W przyszłym sezonie stuknie ci „dziesiątka”, czyli zaliczysz dziesiąty sezon w lidze brytyjskiej. To wyborna wprost okazja do podsumowania w sposób szczególny tej dekady.

Tak, będzie co świętować (śmiech). Planuję jako pierwszy polski zawodnik zorganizować tutaj testimonial. To wspaniała sposobność, by spotkać się ze wszystkimi przyjaciółmi, kibicami, osobami, które pomogły mi nie tylko w trudnych chwilach. Poza tym mam pewną satysfakcję, że jestem pierwszym żużlowcem z Polski, który startuje na brytyjskich torach przez dziesięć sezonów z rzędu.

Dziękuję za rozmowę i w imieniu redakcji Cooltury już dziś zgłaszam propozycję patronatu medialnego twojego testimonialu!

Na koniec mam prośbę. Chciałbym za pośrednictwem Cooltury serdecznie pozdrowić wszystkich moich kibiców oraz liczne grono przyjaciół w Londynie.

Rozmawiał JERZY KRAŚNICKI

PS. Z ostatniej chwili: Adam Skórnicki nie daje za wygraną. Do tegorocznych trofeów w austriackiej miejscowości Natschbach dorzucił jeszcze tytuł mistrza Europy w parach, do spółki z Karolem Ząbikiem (Peterborough Panthers) oraz Sebastianem Ułamkiem. Gratulujemy!

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~żużel fan: Skóra najlepszy jest i basta! Mistrz jest jeden!!!
odpowiedz
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
listopad
pnwtśrczptsond
123
45678910
111213
14
151617
18192021222324
252627282930
grudzień
pnwtśrczptsond
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
dzisiaj w Londynie
KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.