prl cooltura
       
Niedziela, 29.03.2020 Marka, Wiktoryny, Zenona
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Książę z brytyjskiej bajki
Książe William w Australii, fot: PAP/EPA
Książę z brytyjskiej bajki

Jarek Sępek


ostatnia aktualizacja: 2010/01/30 06:00

Jak przekonać cały kraj, że jest się dobrym monarchą? Wystarczy wziąć udział w grillu, posłuchać o problemach, dać się wycałować fankom i przypomnieć o swojej matce? Książę William, w imieniu Elżbiety II, próbował zrobić dobre wrażenie na Australijczykach, którzy coraz częściej myślą o zerwaniu z monarchią.


Pięciodniowa podróż do Nowej Zelandii i Australii planowana była od miesięcy. To pierwsza samodzielna zagraniczna wyprawa księcia Williama, który przejął wiele obowiązków królowej, choć sam jest drugim w kolejce do sukcesji brytyjskiego tronu. Kiedy zjawił się po raz pierwszy w Australii w 1983 r. był jeszcze dzieckiem na ramionach mamy, księżnej Diany. Ten obraz często powracał w trakcie tegorocznej wizyty.
Wcześniej ekipa księcia spędziła 2 tygodnie na antypodach, przygotowując i umawiając wszelkie spotkania. William był mocno zaangażowany w układanie programu, a w podróż wybrał się rejsowym samolotem, jak każdy inny pasażer klasy biznes, bez żadnych specjalnych życzeń.
Wydarzeniu towarzyszyło niezwykłe zainteresowanie dziennikarzy – z samej tylko Wielkiej Brytanii za księciem podążyło ich czterdziestu. BBC, ITV, Sky i Five oraz wszystkie największe gazety wysłały swych korespondentów i fotografów, śledzących każdy krok młodego monarchy, czyhając na jakiś smaczek czy ciekawostkę. Ale o to, w tak dokładnie wyreżyserowanej wizycie, było trudno. Dziennikarka GMTV żaliła się nawet, że czekała 2 godziny, tylko po to, by zobaczyć jak książę zajada kiełbaskę. „Odniosłam wrażenie, że William nie cieszy się za bardzo z obecności fotografów. Nie jest także pod wrażeniem dziennikarskiej fiksacji na temat jego znikających włosów” – napisała w „Daily Mail”.

Monarcha na luzie

Misja Williama nie należała do łatwych. Australia i Nowa Zelandia oddalają się coraz bardziej od Zjednoczonego Królestwa, dlatego Elżbieta miała nadzieję, że uda mu się to, co innym członkom rodziny królewskiej nie udało się w ostatnich latach – odzyskać sympatię i scementować związek monarchii z najważniejszymi członkami Wspólnoty Narodów.
William, chcąc się przypodobać, postawił na swobodę, ograniczając oficjalny ceremoniał do minimum – rozmówcy mieli unikać nazywania go „sir”, nie było też formalnych i wystawnych kolacji. Zamiast tego uwielbiane w Australii grille z kilogramami pieczonego mięsa, spotkania z dziećmi i Aborygenami. I choć w kraju tym luz jest częścią narodowej kultury, nie wszystkim w ojczyźnie spodobało się takie wcielenie monarchy. Na nieformalny charakter wizyty zżymała się Amanda Platell w „Daily Mail”, twierdząc, że książę ubrany był bardziej jak gwiazda telewizyjnego chat show niż pretendent do tronu. Według niej William wyrzucił dumę do kosza, dając się całować tłumom, piekąc kiełbaski, a nawet przeklinając w obecności premiera Australii Kevina Rudda. „To już wystarcza, żeby na tym tle książę Filip uchodził za mistrza taktu i dyplomacji” – podsumowała ironicznie. Przyznała jednak, że taka strategia zadziałała na krótszą metę. Australijska prasa była młodemu monarsze przychylna, a komentatorzy porównywali go z księżną Dianą.

Republika vs monarchia
Tłumy zjawiające się na spotkaniach z Williamem potwierdziły jego sukces. Wizyta nie zdołała jednak zatrzymać toczącej się na antypodach debaty na temat zerwania z monarchią i wprowadzenia republiki. Opinia publiczna wciąż jest w tym względzie podzielona.
W Australii głową państwa pozostaje królowa brytyjska Elżbieta II. Zgodnie z artykułem 2 konstytucji australijskiej, jej reprezentantem jest gubernator generalny, choć w opinii wielu komentatorów władza gubernatora jest czystą fikcją.
Podział na republikanów i monarchistów pojawił się już w latach 70., kiedy gubernator generalny John Kerr zdymisjonował laburzystowskiego premiera Gougha Whitlama i następcą mianował przywódcę opozycyjnej partii liberalnej Malcolma Frasera. Sama królowa dowiedziała się o zajściu dopiero kilka godzin później. Dymisja premiera Australii przez przedstawiciela królowej angielskiej wywołała kryzys konstytucyjny, którego skutki odczuwano przez wiele lat. Po raz pierwszy w historii Australijczycy tak dotkliwie odczuli, że nie są w pełni niezależnym państwem. Dla jednych działanie Kerra było przejawem uzurpacji władzy, dla innych aktem prawdziwego męża stanu w obliczu kryzysu rządowego. Obecne sondaże na temat republiki wciąż odzwierciedlają zarysowaną wówczas linię podziału.

W 1999 r. doszło do pierwszego referendum, które miało zadecydować o przyszłości tego kraju i związkach z Wielką Brytanią. Głosowanie zakończyło się jednak niespodzianką – Australia pozostała monarchią. Za utrzymaniem dotychczasowego stanu zagłosowało 55 proc. obywateli. Zwolennicy republiki zwyciężyli – ułamkiem procenta głosów – tylko w jednym stanie, Wiktorii, oraz w największym mieście – Sydney.
Jak do tego doszło? Monarchiści podczas kampanii przed referendum nawet nie próbowali bronić Elżbiety II ani niepopularnego księcia Karola, lecz ostrzegali jedynie, że proponowany ustrój republikański będzie drogo kosztował i wprowadzi wszechwładzę polityków. – Po co zmieniać system, skoro działa zupełnie dobrze? – pytali.
Dla australijskich mediów, niemal wyłącznie prorepublikańskich, głosowanie było dniem klęski. – „Nie” w referendum jest dla mnie oznaką braku wiary Australijczyków w samych siebie – pisał komentator dziennika „Sunday Telegraph”. Republikanie twierdzili, że formalne odcięcie więzów od Wielkiej Brytanii pomoże zbudować „australijską tożsamość” i odegrać większą rolę w regionie.

Królestwo sportu

Nigdy nie były to jednak podziały ostre, a republikanów i monarchistów zawsze godził sport. Już chwilę po ogłoszeniu wyniku referendum w 1999 r., prawie cała Australia zasiadła przed telewizorami, by zobaczyć, jak jej drużyna rugby pokonuje ekipę Francuzów w meczu o mistrzostwo świata na stadionie w walijskim Cardiff. Los przygotował kolejną ironię: kapitan australijskiej drużyny, zażarty republikanin John Eales, odebrał puchar z rąk Jej Królewskiej Mości Elżbiety II.
Frakcja republikańska nie składa jednak broni, mając poparcie w osobie obecnego premiera. Kevin Rudd twierdzi, że głową państwa powinien być Australijczyk, który mieszka w Australii, a nie ktoś, kto akurat zostanie królem czy królową w Wielkiej Brytanii. Dlatego zadeklarował on, że mimo sukcesu książęcej wizyty, będzie kontynuował politykę zmierzającą do wprowadzenia republiki. Jeśli zwycięży w wyborach, które odbędą się w tym roku – kolejne referendum w sprawie zmiany ustroju może odbyć się już w 2011 roku.
Która z opcji zwycięży? Nawet sam książę William przyznał, iż jest świadomy, że teraz wybór należy do Australijczyków.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:30)
~Marta Leon:  ŁAŁ!! To jest najwspanialsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczy

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 22:00)
~Doretta: O MÓJ BOŻE!!! To z pewnością szokujące i prawdziwe świadectwo

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 09:32)
~Emil: Dobra wiadomość

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:41)
~Jana Alois:  Nie chciałem rozwodu, ponieważ bardzo kocham mojego męża i nie ch

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:03)
~JEFF: Moja rodzina jest bardzo szczęśliwa, że ​​jesteśmy teraz razem

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.