prl cooltura
       
Środa, 13.11.2019 Arkadii, Krystyna, Stanisławy
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Brytyjka o Polakach
Polly Courtney. Fot: Nigel Bloxham
Brytyjka o Polakach

Gosia Gontarska


ostatnia aktualizacja: 2008/10/06 06:18

28-latka, która nigdy nie planowała kariery pisarskiej. Poczuła inspirację, gdy porzuciła intratną posadę w City. Jej pierwsza powieść „Golden Scuffs” wywołała szum medialny, odkrywając kulisy pracy w finansowym londyńskim „światku”.

Najnowszą książką „Poles Apart”, opowiadającą o Polakach w Londynie, chciałaby zmienić sposób postrzegania zjawiska migracji przez Brytyjczyków. Sama uczy się polskiego i w tym języku wygłosiła przemówienie na wieczorku promującym powieść. Z Polly Courtney rozmawia Gosia Gontarska.

W Londynie jest wiele mniejszości narodowych, dlaczego wybrałaś akurat polską społeczność na tło dla swojej najnowszej książki „Poles Apart”?

Stało się to głównie dzięki przyjaźni z Polką – Martą, której londyńskie życie zostało bazą powieści. Od zawsze interesowałam się różnymi kulturami, współtworzącymi Londyn i samym problemem migracji. Kiedy zaczęłam pracować z Martą, poznałam jej wersję emigranckiej historii. Czytając codzienne gazety, poznajemy kolejne statystki dotyczące przybyłych lub powracających emigrantów. Ale tak naprawdę nikt nie wie, jak to jest dla Polaków, przyjechać do obcego kraju, żyć w innej rzeczywistości lub być zmuszonym do powrotu.

Fabuła książki oparta jest na życiu realnej postaci. Jak doszło do poznania z Martą?

Poznałyśmy się w pracy. Marta przyjechała do Londynu tuż przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. Przez dwa lata pracowała jako niania. Pragnęła jednak przejść na ścieżkę własnego rozwoju zawodowego i rozpocząć pracę jako specjalistka w badaniach rynku, które były przedmiotem jej studiów w Polsce. Dlatego zdecydowała się odbyć kilka stażów zawodowych. Były to oczywiście zajęcia bezpłatne, mające na celu zdobycie jak największego doświadczenia. Pewnego dnia trafiła do firmy, w której pracowałam. Mój przełożony zlecił mi opiekę nad nią – od początku nie wiązał z Martą żadnych nadziei – kazał mi po prostu „coś dla niej wymyślić”. Bardzo szybko zauważyłam, że Marta jest wartościową i dobrze wykształconą osobą. Wstawiłam się za nią, by firma jej zapłaciła i żeby została z nami. Tak się to wszystko zaczęło.

I tak zostałyście przyjaciółkami.

Tak, chociaż ja wkrótce potem odeszłam z firmy, a Marta podpisała normalny kontrakt. Jednak fabuła nie jest dosłownym odzwierciedleniem losów Marty. Traktowałam jej doświadczenia raczej jako inspirację, zaczerpnęłam z jej życia wiele motywów.

Jak historia Marty reprezentuje losy polskich dziewczyn na emigracji?

Na pewno Marta nie jest przykładem typowej Polki, przyjeżdżającej do Londynu w poszukiwaniu kariery. Ile dziewczyn, tyle historii – jednak jest między nimi wiele podobieństw.

Jakich?

Największą rzeczą, którą widzę, jest to, że Brytyjczycy nadal nie doceniają Polaków za to, kim są – i to dotyczy was wszystkich. Niestety, większość z nas nadal uważa, że Polacy to hydraulicy, budowlańcy i opiekunki do dzieci, koniec. Tak jakby w Polsce tylko tego uczono. Panuje więc wiele uprzedzeń i stereotypów na temat Polaków.

Zapewne dlatego młoda osoba przyjeżdżająca tutaj ze stopniem magistra, skończonymi stażami i stypendiami – musi zaczynać od zera, bo nikt nie wie, jak dobrą szkołą jest Szkoła Główna Handlowa i że te 100 przepracowanych godzin nie polegało na parzeniu kawy.

To prawda, choć myślę, że ciągle się to zmienia, na lepsze. Marta też to zauważyła. Wiemy, że mimo polityki równych szans, nie ma się zaufania do nieznanego. Nie wiem, czy wiele osób wymieniłoby chociaż jedną nazwę polskiego uniwersytetu, podczas gdy każdy rozpozna uniwersytety paryskie czy amerykańskie i będzie potrafił porównać je do brytyjskich. Oczywiście polskie uczelnie wcale nie odbiegają od standardów zagranicznych. To główny powód frustracji. A wystarczy przecież dać szansę, by ktoś mógłby się wykazać tym, że nadaje się do pracy i zna dobrze język.

Patrzysz dość nieprzychylnym okiem na społeczność brytyjską...

Tak, to prawda, ale na szczęście, coraz częściej spotykam ludzi, którzy mieli styczność z Polakami i szybko zmienili swój sposób patrzenia na tę społeczność i obecność jej w Londynie czy na Wyspach. Jednak niestety większość ma przed oczami polskie stereotypy wykreowane przez media, które stawiają was w niekorzystnym świetle.

Jak doświadczenia młodej Polki, świeżo upieczonej absolwentki wyższej uczelni, mają się do początków kariery Brytyjek?

Początkowo też miałam kłopoty z wybiciem się. Myślę, że każdy, a w szczególności kobiety, mają większe trudności ze zdobyciem szansy na pokazanie swoich zdolności. Każdy, kto należy do mniejszości w jakimś zakresie własnej osobowości, będzie miał wtedy problem. Więc jeśli jesteś młodą kobietą, zaraz po studiach i do tego pochodzisz z Polski... Tak, możesz mieć kłopot, tak jak każda początkująca dziewczyna w świecie banków i wielkich przedsiębiorstw. Ale myślę, że udało mi się przybliżyć zjawisko walki o swoje – o udowodnienie własnej wartości.

Niestety nadal pokutuje przekonanie, że Polacy zabierają Brytyjczykom pracę i dlatego są tutaj niechciani. A przecież w wielu przypadkach to praca poniżej kwalifikacji.

To w ogóle jest dziwna sytuacja. Z jednej strony mówimy „pozbyć się ich!”, bo zabierają nam pracę, a z drugiej strony przecież są to zawody, których my nie chcemy wykonywać albo jesteśmy zbyt leniwy. Prawda jest taka, że imigranci, nie tylko Polacy, za minimalną stawkę wykonują pracę porządniej i czy to jest ich wina? No nie, to wina Brytyjczyków, że są leniwi czy niechętni niektórym zajęciom. Ale powoli to się zmienia i także Polacy mają większą szansę na lepsze życie tutaj.

W „Poles Apart” przyglądasz się także brytyjskiemu młodemu pokoleniu, pokazujesz różne osobowości, wśród których jest wiele osób zadufanych w sobie, ograniczonych uprzedzeniami wobec „przybyszów”.

Umieściłam kilka brytyjskich stereotypów, choć w dość ekstremalnym wydaniu, np. w postaci Tash i Jeremy’ego. Wielu z nich zadziera nosa i celowo postawiłam Martę w konfliktowych sytuacjach, by wydobyć te cechy na wierzch i pokazać różnice. Generalnie, młodzi Polacy, których poznałam, są wobec siebie i innych dużo bardziej otwarci, mili, uczynni i szybciej zapominają o błędach czy konfliktach; są po prostu bardziej ludzcy. Młodzi Brytyjczycy niestety często zachowują się w sposób dość lekceważący.

Jest jednak i dobry duch w powieści. Do tego bardzo przypomina twoją historię życiową.

Nie zrobiłam tego celowo, tak po prostu wyszło (śmieje się). Potrzebowałam dla równowagi stworzyć postać przeciwną do zadufanej Tash. Niesprawiedliwe byłoby mówić, że tylko tacy jesteśmy. Przecież jest wielu Brytyjczyków, którzy Polaków doceniają, bo ich poznali, a poza tym sami są jednostkami inteligentnymi i oczytanymi, więc wiedzą, że historie z gazet są stronnicze. Dlatego w powieści musiało pojawić się również odzwierciedlenie pozytywnego podejścia. Holly nie miała być moim lustrzanym odbiciem, ale chyba nie umiałam jej inaczej stworzyć. Chciałam pokazać bohatera wraz ze zmianą jego podejścia do życia i środowiska pracy – taką, jaka nastąpiła u mnie. Nie jestem stworzona do pracy w korporacji i tak samo jak Holly denerwują mnie jakieś społeczne oczekiwania.

Czy dotyczą one właśnie tego, że młody człowiek powinien rzucić się w wir pracy w City i robić karierę?

Dokładnie tak. Idziesz do szkoły i jeśli jesteś dobry, dostajesz się na świetny uniwersytet, a potem trafiasz prosto do City. Tak to się jakoś układa i mnie również w ten sposób życie się potoczyło. Myślałam, że będę gwiazdą, indywidualnością z talentem. Jednak to złuda, bo trafiasz w świat robotów, wykonujących wciąż te same czynności, a na dodatek w każdej chwili możesz zostać wymieniony na inny, nowszy model.

Czyli w pewnym sensie można powiedzieć, że doznałaś emigracji, jedynie nie w kraju, w którym mieszkasz, ale w miejscu pracy i w kontekście własnych wartości.

Przypuszczam, że tak można powiedzieć. Dlatego, że zarówno Marta, która przyjechała do Londynu z nadzieją o lepszym życiu, jak i ja, która weszłam w świat City z wizją świetnej pracy i pieniędzy, stałyśmy się ofiarami swych wyobrażeń. Bo rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej i stąd płynęło rozczarowanie.

Jak wyglądał udział Marty w powstawaniu powieści?

Jak wspomniałam, wkrótce po tym, jak się zaprzyjaźniłyśmy, odeszłam z firmy. Pracowałam jako freelancer, ale często z Martą wybierałyśmy się na wspólne lunche. Do pisania zainspirowały mnie jej opowieści o kolejnych przeżyciach. Pomysł na powieść bardzo się jej spodobał, zaczęłam pisać około 1,5 roku temu. Ona czytała każdy fragment jako pierwsza. I wtedy zaczęło się dziać coś dziwnego. Przynosiłam kolejne rozdziały i nagle się okazywało, iż wyprzedzałam zdarzenia – pisałam o tym, co właśnie działo się u Marty w realnym życiu.

W sferze językowej zachowałaś oryginalną pisownię niektórych polskich wyrazów. Czemu?

Czasami ciężko przetłumaczyć pewne kolokwialne wyrażenia. Poza tym, chciałam zachować u czytelników poczucie, że książka dotyczy innej społeczności, a poprzez słownictwo w polskiej pisowni utrzymałam jej „klimat”.

Przyznajesz, że obawiasz się reakcji polskich czytelników na powieść, która opisuje w sumie ich świat, obserwowany przez kogoś z zewnątrz. A co z Brytyjczykami, o których dość cynicznie?

Myślę, że jeśli ktoś po przeczytaniu mojej książki nadal powie: „po co Polacy tu przyjeżdżają, nie zasługują na to, nikt ich tu nie chce”, to pewnie i tak się nie zmieni już do końca życia, a i przypuszczam, że nie przebrnął do końca powieści (śmieje się). Mam nadzieję, że chociaż niektórzy spojrzą na siebie oczami emigranta i jeśli zobaczą cechy Tash czy Jeremy’ego, to postarają się zmienić. A ci, którzy mają w sobie coś z Holly, pomyślą przy okazji zamawiania kawy u polskiej kelnerki: „ciekawe, jakie studia skończyła”…

Książki Polly są dostępne od 1.10 m.in. w Borders, WHSmith oraz na Amazon.com. Więcej informacji na www.pollycourtney.com.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~Kinga: nie polecam
odpowiedz
 ~Kinga: Ksiazke sie czyta szybko i lekko, jednak nie odzwierciedla zycia polakow na wyspach. fajna historia, jak dla mnie w wiekszosci bujda, poza paroma ewidentnymi bledami ortograficznymi, tresci jednak nie polecam. Pozdrawiam bohaterke.
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:59)
~Tamara Leon:  Cześć chłopaki, jestem bardzo podekscytowany odzyskaniem męża po

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:24)
~Barbara Damjan:  Wracając do byłego kochanka, pilnie z zaklęciem miłosnym, DR ISIK

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 07:44)
~Dora Sebastian: Witam, jestem tutaj, aby przekazać tę dobrą wiadomość całemu światu,

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:08)
~Cristina Alen:  Jak ten wielki człowiek, dr Isikolo, pomógł mi przywró

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 13:07)
~:  

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.