prl cooltura
       
Czwartek, 14.11.2019 Emila, Laury, Rogera
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Biorę odpowiedzialność za 10 mln widzów
Ilona Łepkowska
Biorę odpowiedzialność za 10 mln widzów

Rozmawiała Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2008/10/05 07:15

Ilona Łepkowska będzie mi miała za złe, ale wydam sekret, którym się ze mną podzieliła. Przepis na filmowy hit, według najsłynniejszej polskiej scenarzystki, to: internet, kawa i... pies. Spod jej pióra wychodzą nie tylko najpopularniejsze polskie telenowele: „Klan”, „M jak miłość”, „Na dobre i na złe”, czy „Barwy szczęścia.

Od czego zaczyna pani dzień? Od przeglądania gazet?

Od spaceru z psem o szóstej rano albo trochę później. Gdy wracam, robię kawę, włączam Internet, przeglądam gazety i zaglądam na pocztę.

Chodzi pani z przyjaciółkami na plotki?

Zdarza się. Co prawda rzadziej niż bym chciała, ale jednak. 

Czy pisze listy?

Tylko maile. Zwykłych listów już nie. Utraciłam umiejętność pisania ręcznego. I nawet jak robię notatki, to nie mogę się potem doczytać (uśmiecha się).

Jeździ pani na zjazdy rodzinne?

Moja rodzina nie jest rodziną zjazdową w ogóle.

W takim razie, z czego Pani czerpie tematy do scenariuszy?

Z obserwacji normalnego życia. Lubię wiedzieć, czym żyją ludzie, jakie miewają przygody, przeglądam reportaże. Jestem nadzwyczajnie zaprzyjaźniona z psiarzami w mojej okolicy.

O emigrantach w Wielkiej Brytanii pani nie napisze?

Temat jest interesujący, ale nie czuję go, bo nie byłam blisko, więc nie chcę zabierać głosu. Pojechałam do Londynu dwukrotnie do mojego kolegi. Miasto bardzo mi się podoba, ale niewiele wiem o jego życiu.

Ile trzeba pracować na to, co wygodnie wtuleni w kanapę, oglądamy przez pół godziny?

Rozpisanie scenariusza dla odcinka 25-cio minutowego zajmuje trzy dni. W wypadku odcinka dłuższego, takiego jak „M jak miłość”, około sześciu.  Dwadzieścia parę stron maszynopisu ma odcinek krótki, dłuższy - koło czterdziestu.

Czy przez lata zmieniła pani sposób pracy?

Więcej kieruję, mniej piszę, ale zawsze i w każdych warunkach mogłam pracować tak samo jest teraz. Mogę przerwać na pięć minut lub godzinę i powrócić w to samo zdanie. Nie mam z tym problemu.

W jaki sposób pani panuje nad losami tylu rodzin? Nie mylą się wątki?

Mam osobę zatrudnioną wyłącznie od tego. Prowadzi ona streszczenia sylwetek bohaterów. Żeby się w tym wszystkim połapać, ktoś taki musi być w każdym serialu. Gdy przychodzi nowy autor, zawsze możemy zadzwonić do Bartka z „Barw szczęścia” czy Uli z „M jak Miłość” i zapytać: „Pani Ulu, w której klasie jest Łukasz? On już skończył gimnazjum?”

Czy praca przy serialu kiedyś się kończy?

Nie, nigdy, bo gdy się napisało drabinkę do odcinka 212, to na pewno trzeba napisać drabinkę do odcinka 213, 214, 215 itd.

Ile odcinków może mieć „M jak miłość”, 1000?

Oczywiście. Kto przy zdrowych zmysłach zdejmie z emisji serial, który ma taką oglądalność i najdroższe czasy reklamowe?

Czy są tematy, które chciałaby ani podjąć, ale tego nie zrobi, bo nie może?

Ja sobie nakładam kaganiec tylko dlatego, że serial idzie o godz. 20.00. Tylko i wyłącznie z tego powodu nie może być brzydkich wyrazów czy otwartego seksu. Mam w tych filmach narkotyki, zdrady małżeńskie, tylko pokazane nie w sposób drastyczny. To w końcu oglądają także dzieci, 10 milionów widzów, ja to biorę na swoją odpowiedzialność.

Jak długo zajęło pani wejście na wierzchołek swojej branży?

W wieku 35 lat wiedziałam, że naprawdę dobrze sobie poradzę w tym zawodzie. Natomiast spektakularną karierę zaczęłam robić dopiero w wieku lat 40.

I to jest dobra informacja, zwłaszcza dla naszych Czytelniczek.

Tak, tak, 40 lat miałam, gdy zaczęłam robić tę największą karierę i miałam kolejne kinowe hity. A osobą popularną, zarabiającą największe pieniądze, zostałam po czterdziestce.

Doświadczenia życiowe niezbędne do pisania, zaczęła pani zbierać dość szybko.

Wcześnie wyszłam za mąż. Jeszcze na drugim roku studiów wyprowadziłam się z domu. Rodzice dawali mi jakieś pieniądze, ale nie za duże, ponieważ u nas nigdy się nie przelewało. Miałam jeszcze dwoje rodzeństwa, mama nie pracowała. W pewnym momencie poszłam do pracy typowo biurowej. Zatrudniłam się w przedsiębiorstwie transportu i spedycji przemysłu mięsnego. Woziliśmy mięso i kiełbasy po całej Polsce.

W czasach kartek?

Tak. To była największa zaleta tego zajęcia. Innych nie widziałam.

Kiedy powstał pani pierwszy scenariusz?

Na urlopie macierzyńskim. Przy mięsie spędziłam rok, potem po urodzeniu córki, poszłam na urlop macierzyński. Strasznie mi się wtedy nudziło. Z drugiej strony wiedziałam, że ja do tego biura nie chcę wrócić, bo stamtąd uciekłam. Nie zniosłabym następnego roku tak durnego jak poprzedni. Miałam wrażenie, że w tej maszynie jestem jakimś małym trybikiem, od którego nigdy nic nie zależy i tracę osiem godzin dziennie na jakiś debilizmach.

Niektórzy na pani miejscu jednak by zostali. Brak satysfakcji w pracy, to się zdarza częściej niż na odwrót.

No tak, ale w pracy spędza się tyle czasu, że trzeba szukać czegoś, co się lubi. Wiem, że są tacy, którzy w biurze nie wymagającym żadnej kreatywności czują się dobrze, ponieważ są lękliwi, bojący się wyzwań i podejmowania decyzji. To zależy od osobowości.

Ojciec śmiał się z pani słomianego zapału. Krytykował kolejne kierunki studiów: archeologię, etnografię, socjologię, których pani nie ukończyła. Czy jego obawy były uzasadnione?

Kiedy zostało utworzone studium scenariuszowe przy Łódzkiej Szkole Filmowej i Zespołach Filmowych w Warszawie, postanowiłam tam pójść. Przyjęli mnie jako wolnego słuchacza. Warunkowo, ponieważ uznali, że jestem za mało rokująca. Dość szybko okazało się, że może jednak się nadaję, ponieważ mój scenariusz zaliczeniowy z pierwszego roku został kupiony przez telewizję i zrealizowany. Z czasem zaczęłam pisać wywiady, jakieś reportaże z planu dla tygodnika „Film”, bo to akurat byłam w stanie pogodzić z urlopem macierzyńskim. Mój ówczesny mąż pracował w redakcji filmowej telewizji. Z pracy przynosił do domu scenariusze. Pomyślałam sobie, że też spróbuję. Napisałam pierwszy scenariusz. Dość smętny. Drugi wysłałam na konkurs festiwalu filmowego w Koszalinie i dostałam wyróżnienie.

Jako młoda osoba, przez dłuższy czas, pracowała pani na kilku etatach jednocześnie. Dlaczego?

Moje studiowanie zbiegło się z bardzo trudnym momentem. Odszedł ode mnie mąż, zostawiając mnie z trzyletnim dzieckiem. Julek Machulski załatwił mi pracę w teatrze u swoich rodziców, zajmowałam się organizacją widowni, reklamą.

Praca na kilka etatów i do tego dziecko?

I to przez dłuższy czas. Chciałam jeszcze pisać, bo skończyłam to studium i miałam sygnały, że może to ma sens. W związku z tym, pisałam nocami, po położeniu małej. Przez trzy lata spałam po trzy, cztery godziny na dobę.

Wtedy to była konieczność, a dziś? Po co się pani wrzuca w wir tak ogromnej pracy? Dwa seriale, filmy kinowe, produkcja.

 Tylko i wyłącznie z odpowiedzialności. Poza tym lubię tę pracę. W ostatni serial wpuściłam się, bo chciałam czymś zająć głowę po okresie bardzo trudnych doświadczeń osobistych. Tak wyszło, że miało to być rodzajem terapii, a stało się kolejną kulą u nogi (uśmiecha się). Ostatni film fabularny zrobiłam dla odświeżenia głowy. 

Nareszcie coś, co ma początek i koniec.

Właśnie. „M jak miłość” oddałam po przeszło siedmiu latach (w sensie kierownictwa), bo współproducentem jestem nadal. Dopiero wtedy, kiedy wiedziałam, że ono nadal będzie szło dobrze pod kierunkiem dziewczyny, którą wychowałam i do tego przygotowałam.

Kiedy znajduje Pani czas na pisanie?

Uważam, że najważniejszy etap pisania odbywa się w głowie, zanim człowiek siądzie do komputera. Opanowałam taką metodę, że na przykład czytałam dziecku książkę, nawet z odpowiednią intonacją, a myślałam o zupełnie czymś innym, więc czas zagospodarowałam podwójnie.

Pani stale to robi?

Już nie czytam dziecku książek.

Ale wykorzystuje czas podwójnie?

Tak.

W tej chwili też myśli pani o czymś innym?

W tej chwili nie, ale jak jestem na spacerze z psem, to wtedy już pracuję. Przy serialu nie ma urlopu. Przez jedenaście lat na urlopie dłuższym niż tydzień byłam jedynie dwa razy.

To kiedy pani odpoczywa?

Kiedy śpię.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 20:19)
~Larua Ellie:  Hej wszystkim chcę szybko korzystać z tego medium, aby podzielić s

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:59)
~Tamara Leon:  Cześć chłopaki, jestem bardzo podekscytowany odzyskaniem męża po

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:24)
~Barbara Damjan:  Wracając do byłego kochanka, pilnie z zaklęciem miłosnym, DR ISIK

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 07:44)
~Dora Sebastian: Witam, jestem tutaj, aby przekazać tę dobrą wiadomość całemu światu,

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:08)
~Cristina Alen:  Jak ten wielki człowiek, dr Isikolo, pomógł mi przywró

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.