prl cooltura
       
Czwartek, 17.10.2019 Antonii, Ignacego, Wiktora
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Zdarza mi się wejść w kadr
Zdarza mi się wejść w kadr

Rozmawia Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2009/08/25 14:01

W ostatnich latach na światowych konkursach fotograficznych wiele najbardziej prestiżowych nagród przypadło jednej osobie. Polskiemu fotografowi, Tomaszowi Gudzowatemu.

Lubi pan, gdy go fotografują?
Nie mam z tym problemów. W moim życiu sfera prywatna, a więc także fotografia na prywatny czy rodzinny użytek, nie miesza się z zawodową. Osobą publiczną staję się tylko od czasu do czasu, na przykład podczas wernisażu, i wtedy, oczywiście, zdarza mi się wejść komuś w kadr. Ani mnie to nie peszy, ani nie ekscytuje. Jeśli natomiast mówimy o świadomym pozowaniu, to taką okazję miałem dwukrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat i nie sądzę, żeby prędko trafiła się następna. Większość wydawców i kuratorów wystaw uważa, że wizerunek autora jest czymś oczekiwanym przez publiczność. Mam na ten temat odrębne zdanie, ale nie zakładam, że muszę mieć rację. Stąd konieczność dysponowania takim nadającym się do pokazywania portretem. Jeśli jednak mogę wybierać, to zdecydowanie wolę być po drugiej stronie aparatu.

To kto i kiedy zrobił panu pierwsze zdjęcie? Co na nim widać?
Dziecko. Temat absolutnie ponadczasowy.

W brytyjskim wydaniu „The Times”, 4 czerwca br. wyszedł dodatek o Polsce ostatniego dwudziestolecia. W jednym z artykułów wymieniane są nasze osiągnięcia tego okresu na arenie międzynarodowej. W dziale „Photography” mowa o pańskich sukcesach. Które z tych lat były dla pana zawodowo najważniejsze i dlaczego?
Jestem wciąż w drodze, w każdym znaczeniu tego słowa i czuję, że najważniejsze jest ciągle przede mną. Sukcesy, jeśli rozumieć przez to nagrody i publikacje, znaczą pewne etapy tej drogi. Nie kontempluję własnych osiągnięć. Zamiast tego planuję następne projekty, z których wynikają następne, i tak bez końca. Dopiero z pewnej perspektywy można dostrzec jakieś prawidłowości, logiczne następstwo. Tak narodził się projekt „Sports Features”, poświęcony duchowej stronie sportu, który obecnie zajmuje mnie właściwie bez reszty.

Lata 1989-2009 to okres olbrzymiego postępu cywilizacyjnego. Na jakim sprzęcie pan pracował 20 lat temu i dziś?
Mała poprawka: na pewno dokonano olbrzymiego postępu technicznego w każdej dziedzinie życia, ale czy towarzyszył temu postęp cywilizacyjny, to już bardzo dyskusyjna kwestia. W fotografii nastąpiła rewolucja cyfrowa, której skutki mnie osobiście dotykają raczej pośrednio. Pozostaję wierny fotografii analogowej, gdzie postęp polega na systematycznym doskonaleniu narzędzi o zasadniczej konstrukcji niezmienionej od dziesięcioleci. Ostatnio sięgnąłem po aparat wielkoformatowy, który niejednemu kojarzy się z pionierskimi latami fotografii.

Co ważnego wydarzyło się w tym czasie w dziedzinie fotografii?
I w Polsce, i na świecie, byliśmy świadkami stopniowego przewartościowania w dziedzinie fotografii reportażowej – gatunku, z którym nadal mocno się identyfikuję. Z jednej strony, ekspansja technik cyfrowych doprowadziła do tego, że każde, nawet najmniejsze zdarzenie, jest natychmiast przetwarzane na setki obrazów. Wydawałoby się, że ilość powinna przejść w jakość. Efektem jednak jest ogóle spłycenie, zbanalizowanie przekazu wizualnego. W mediach kurczy się przestrzeń obcowania z wielką fotografią, mówiącą o poważnych sprawach. Paradoksalnie, najwybitniejsze dokonania współczesnego dokumentu możemy dziś oglądać w galeriach, muzeach czy specjalistycznych magazynach poświęconych fotografii jako takiej. Fotokast zastąpił dawny reportaż prasowy. To smutne, ale zarazem inspirujące do nowych poszukiwań. Na pewno świat fotografii dzisiaj jest inny niż wtedy, kiedy zaczynałem i zupełnie odmienny od świata sprzed trzydziestu, czterdziestu lat.

Zdjęcia z lat 1989-2009, które przeszły do historii?
Odpowiedź zależy od przyjętej perspektywy patrzenia na fotografię: czy jest ona dziedziną ekspresji, podobną w istocie do innych sztuk wizualnych, czy też dziedziną bezpośredniego zaangażowania się w świat. Dzisiaj możemy mówić nie o jednej historii fotografii, a o wielu równoległych historiach. Ograniczając się do fotografii reportażowej, trudno byłoby wskazać w ciągu ostatnich kilku lat pojedyncze zdjęcia, które mogłyby aspirować do roli historycznych metafor. Obserwacja najważniejszych konkursów fotograficznych potwierdza intuicyjne przeczucie, że, mówiąc najprościej, wszystko już było. Być może musi upłynąć więcej czasu, żeby dostrzec to, co rzeczywiście najważniejsze. Myślę, że większego znaczenia nabiera dziś wizja fotografa, przekraczająca granice pojedynczego obrazu.

Jakie państwa najczęściej zbierają najistotniejsze nagrody na międzynarodowych konkursach fotograficznych? Czy tu, tak jak w sporcie, możemy mówić o słabszych i silniejszych reprezentacjach?
Świat się skurczył i zglobalizował. Z oczywistych przyczyn wśród laureatów konkursów wciąż dominują fotografowie z krajów, w których istnieje potężny rynek mediów, ale dla amerykańskich redakcji i agencji pracują dziś – nie tylko lokalnie – Polacy, Chińczycy, Węgrzy. Nie tworzą oni „reprezentacji narodowych”, chociaż z satysfakcją można odnotować coraz więcej polskich nazwisk wśród laureatów World Press Photo i innych ważnych imprez tego rodzaju. Analogia między sportem a fotografią w ogóle nie wydaje mi się szczególnie trafna, a zresztą nawet w sporcie wyróżnik narodowości ma coraz mniejsze znaczenie.

Czy polityka jest wdzięcznym tematem dla aparatu?
W pewnym sensie wszystko jest, a przynajmniej może być polityką. Jednak polityka rozumiana jako zajęcie ludzi, których zwykliśmy nazywać politykami, wydaje mi się równie fascynująca, jak  wiadomości z życia tak zwanych celebrytów. To znaczy, zupełnie niefascynująca. Nigdy nie interesowało mnie fotografowanie VIP-ów.

Jakie zdjęcia znajdują na ścianie pańskiego pokoju i na biurku?
Oprócz rodzinnych fotografii pamiątkowych? Tak, mogę powiedzieć, że żyję w otoczeniu zdjęć. Niepostrzeżenie stałem się kolekcjonerem. Zacząłem, jak wielu innych, od odbitek otrzymanych w prezencie od artystów, których miałem okazję poznać – a jest wśród nich niemało wielkich nazwisk.  Radość obcowania ze sztuką jest wielkim darem, który pojawia się sam, kiedy stworzymy do tego  odpowiednią okazję.

Tomasz Gudzowaty – fotografik. Kilkakrotny laureat nagrody fotograficznej World Press Photo. Robił zdjęcia m.in. afrykańskich zwierząt, niepełnosprawnych sportowców, mnichów z klasztoru Shaolin i najsłynniejszych budowli świata.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Omnibus: Też lubię fotografię.Zapisałasm się na college media art.Co to jest ? Właśnie studia w tym artystycznym zawodzie.Przyda się jeszcze jeden certyfikate.
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:45)
~Florence: Nazywam się Florencja z Londynu. Miałem poważne problemy z męże

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:44)
~Loveth: Nazywam się Loveth z Kanady. Po siedmiu latach kontaktu z nim rozwi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:41)
~Rose: DR.Sango jest najprostszym pisarzem i pomocnikiem. Nazywam się Rose James.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:40)
~Betty: Udane świadectwo Beth: „Jak szybko możesz odzyskać byłego partner

Manchester United w końcówce stracił zwycięstwo (godz. 11:21)
~bestdiscocam:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.