prl cooltura
       
Czwartek, 22.08.2019 Cezarego, Marii, Zygfryda
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
 Dramat pięciolatka dobiegł końca
Dramat pięciolatka dobiegł końca

Gosia Demetriou


ostatnia aktualizacja: 2009/07/06 06:00

Daniel przyjechał do Londynu pod koniec lutego odwiedzić babcię. W Polsce została mama, tata, młodszy braciszek Kacper i koledzy z bloku, którzy zazdrościli mu tej wycieczki – bo to miała być prawdziwa przygoda dla pięciolatka. Któż by wtedy pomyślał o tym, co mu się przytrafi w Anglii.



Daniel zamieszkał u rodziny, u której babcia opiekowała się dzieckiem w zamian za mieszkanie. Nie wszystko się tam układało, ale nikt by nie przypuszczał, że właśnie ta rodzina zamieni klucze od mieszkania i nie odda babci jej całego majątku wraz z walizką Daniela, jego rzeczami, biletem powrotnym i paszportem.

Daleko od mamy

Babcia nie mogła uwierzyć, kiedy po powrocie z weekendowych odwiedzin w Bristolu u drugiej córki, nie mogła wejść do pokoju, choćby tylko po to, by wziąć dokumenty. Nie pomogła nawet interwencja policji, która po wielu prośbach odwiedziła właściciela mieszkania, jako że twierdził on, iż wszystkie rzeczy wystawił przed dom i teraz można je pewnie znaleźć na londyńskim wysypisku. Prawnik z CAB (Citizens Advice Bureau; angielska organizacja pomagająca mieszkańcom Wysp) już zajął się sprawą, ale proces prawny może długo potrwać.
Zrozpaczona babcia musiała zatem wytłumaczyć Danielowi, że nie będzie mógł na razie wrócić do mamy, bo zginął jego paszport i bilet. Jak można to wytłumaczyć pięcioletniemu chłopcu, który zaczął nawet podejrzewać, że mama „może już go nie chce”?

Red Tape biurokracji
W Anglii istnieje powiedzenie „red tape” (czerwona taśma), które określa nadmierne przepisy i sztywne podporządkiwanie do oficjalnych reguł, które są biurokratyczne i przeszkadzają w podjęciu decyzji i działania. Red tape określa procedurę składania niepotrzebnych wniosków, podań, ubiegania się o podpisy podrzędnych pracowników, kiedy dyrektor już podpisał swoją zgodę, itd. itp. Red tape w sprawie Daniela rozciągnęła się zatem na dwa kraje: Anglię i Polskę i zaczęła rozwijać się przez prawie cztery miesiące.

Ostry nóż Cooltury
List Marysi dostał się na kolumnę Poradnik Specjalisty w tygodniku Cooltura tuż po jego otrzymaniu. Link do strony z opublikowanym problemem został wysłany do rzecznika praw dziecka w Polsce.
– Jak tylko powiedziałam, że pani, pani Gosiu jako dziennikarka zajęła się tą sprawą, to od razu zareagowali i w Polsce – napisała Dorota. Trzy dni po ukazaniu się Cooltury reakcja nadeszła też prosto z ambasady w Londynie z prośbą o kontakt do babci. Numer telefonu podany wraz z prośbą o pomoc z transportem. Opieka społeczna w Bristolu też musiała zrozumieć, że ma obowiązek i swoją rolę w przyniesieniu konkretnej pomocy. – Everyone has a part to play in solving this problem, every child matters – (każdy odgrywa jakąś rolę w rozwiązaniu tego problemu – każde dziecko jest ważne – tłum. aut.), musieli usłyszeć. Już w czwartek wieczorem babcia otrzymała pieniądze z opieki społecznej na dojazd do Londynu, ambasada wydała bezpłatnie paszport w piątek rano i zorganizowała przejazd autobusowy do Polski już o 13:30 tego samego dnia. Cała rodzina popłakała się ze szczęścia. A Danielek?

Wracam do mamy!

– Już nigdy Ciebie nie opuszczę, nigdy nie wyjadę i podróżować to będę tylko z Tobą, mamo –  Daniel powiedział mamie przez telefon. O swojej tragedii Daniel opowiedział wszystkim w autobusie i podobno nie było nikogo, kto nie płakał na widok Daniela tulącego się do mamy.
– Dziś (sobota) o 17:16 polskiego czasu Daniel wpadł w ramiona swojej mamy – dziękujemy, nigdy Ci tego nie zapomnimy – powiedziała Marysia.
– Najgorsze w tym wszystkim, że przez ten cały czas człowiek był bezradny a urzędy zamiast pomóc to tylko podkładały ciężkie kłody. A co winne jest pięcioletnie dziecko, które chciało wrócić do mnie, do Polski, do mamy?! Bez Twojej pomocy na pewno Danielek nie wróciłby do mnie tak szybko. Jesteśmy naprawdę bardzo szczęśliwi – cieszy się Dorota.


Ciocia Marysia z Bristolu:
Na drugi dzień po nieprzyjęciu zgłoszenia na policji o zaginięciu dokumentów, mama pojechała do ambasady i została poinformowana, że nowy paszport nie zostanie wydany dziecku bez obecności rodziców. „Kiedy matka przyjedzie, paszport będzie gotowy po dwóch tygodniach” – usłuszała. Siostra nie mogła zostawić Kacperka, drugiego dziecka w Polsce i nie miała też pieniędzy na taką podróż. U nas też było krucho z pieniędzmi, bo ja mam małe dziecko i nie zarabiam wiele a mama z kolei nie mogła pójść do pracy, bo Danielek nie odstępował jej na krok. Zaczęłam pisać do kogo się dało, ale nie otrzymaliśmy konkretnej pomocy, choć miła polska policjantka napisała maila do ambasady z prośbą o zainteresowaniem się sprawą. Gazeta bristol.pl i Wschodnie Europejskie Centrum Informacyjne radziło starać się w Polsce o dowód osobisty dla dziecka, prosić o pomoc finansową polskie firmy i sklepy, prosić konsulat o pomoc i zasugerowano też pomoc psychologa. Nie dawano nam też zbyt wiele nadziei, bo sprawa zaczęła się komplikować i w Polsce.



Mama Dorota z Białegostoku:
– Pierwszym krokiem były rozmowy w urzędzie miejskim w sprawie wyrobienia dowodu osobistego Danielkowi, oczywiście bezskutecznie, ponieważ odsyłali mnie z kwitkiem twierdząc, że nie wolno im zrobić dowodu dziecku, którego nie ma w kraju, bo przepisy zabraniają, bo ma 5 lat ukończone i musi być obecny, by uzyskać dowód. Następnym krokiem było dzwonienie do konsulatu angielskiego w Warszawie, ale jedyne, co mi doradzili to złożenie skargi na Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zadzwoniłam właśnie tam i udzielono mi porady, że powinnam udać się do biura paszportowego, zgłosić kradzież dokumentów i poprosić o wypełniony wniosek na paszport z moim podpisem, by potwierdzili wiarygodność i zgodność z dokumentami, które już wcześniej przesłałam mamie do Anglii. Udałam się więc do biura paszportowego. Po wielkiej bieganinie od osoby do osoby, pokoju do pokoju, formularze zostały wypełnione, ale i tak poinformowano mnie, że konsul będzie najpierw do nich dzwonił o zgodę na wydanie paszportu Danielkowi. Wysłałam dokumenty do siostry do Bristolu i nadal nic się nie zmieniło. Siostra wpadła na pomysł napisania listu do Cooltury z prośbą o pomoc i od tego momentu akcja potoczyła się całkiem inaczej.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~m_m@wp.eu: Bardzo mnie rozczulil ten artykul i przyznam,ze urzedy angielskie to tylko jedna wielka fikcja...nie bede sie rozpisywac dlaczego tak uwazam ,napisze tylko,ze moja sprawa niestety nie zostala nijak zalatwiona chociaz bylam we wszystkich mozliwych urzedach,ktore mogly pomoc...moj syn jest zaginiony ,choc mogl byc poddany leczeniu i dzisiaj byc ze mna,nikt jednak nie kiwnal nawet jednym palcem a mnie zalecano pomoc psychologa i pomoc JAKIEJS ORGANIZACJI,POMAGAJACEJ KOBIETOM PRZESLADOWANYM...ale to juz wszystko inna sprawa...BARDZO SIE CIESZE,ZE CHOC TA SPRAWA ZOSTALA POPROSTU ZALAGODZONA ...
odpowiedz
 ~autorka: Dziekuje za komentarz. Jezeli mozesz, to napisz mi cos wiecej: gosia@cooltura.co.uk
odpowiedz
 ~skorpios: ciekawy artykul, tylko troche stylistycznie zagmatwany, miejscami ciezko sie czyta, pytanie: za co placa korektorowi, czy moze zostal zwolniony, bo byly potrzebne pieniadze na... tutaj wiecej nie napisze, poniewaz mam szacunek do p. Witkowskiego.
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:52)
~Hailey Zoran:  Chcę podziękować dr Isikolo, bardzo potężnemu rzucającemu czary

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:37)
~Barbara Adam:  Dr Isikolo jest po prostu najlepszym rzucającym zaklęcia i pomocnik

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:48)
~Ivona Andrej:  DR ISIKOLO najlepszy internetowy rzucający zaklęcia przywraca moje

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:12)
~Shannon: Nazywam się Shannon. Pozdrowienia dla każdego, kto czyta to świadectwo.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 14:13)
~Katarina Jojkic:  Nigdy nie widziałem wielkiego rzucającego zaklęcia, takiego jak DR

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.