prl cooltura
       
Wtorek, 20.08.2019 Bernarda, Sabiny, Samuela
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Odzew „wolność”
Odzew „wolność”

PAULINA GOTFRYD


ostatnia aktualizacja: 2009/07/05 06:00

– W naszej dzielnicy Putney-Wimbledon, w późnych latach 60. moje starsze dzieci założyły drużyny harcerskie dla dziewcząt i chłopców. Ostatnio jestem zapraszana na obozy lub do Polskich Szkół Przedmiotów, często z panem dr. Stolińskim, prezesem Studium Polski Podziemnej.


Przekonałam się, że moje wspomnienia oddziałują na wyobraźnię dzieci i młodzieży. W końcu w czasie wojny miałam kilkanaście lat – byłam w ich wieku. To nie jest podręcznikowa nauka historii, ale refleksja nad tym,co by było, gdyby...

Rodzina ojca pochodzi z Kresów Wschodnich. Moi rodzice z wielkim zaangażowaniem oddali się pracy społecznej i wspierali jednoczenie wysiłków w budowaniu Polski obywatelskiej – wspomina pani Hanna Zbirohowska-Kościa.
W 1936 roku Juliusz Poniatowski, Kurator Liceum, został powołany na urząd Ministra Rolnictwa. Wkrótce ojciec pani Hanny został Kuratorem Liceum Krzemienieckiego.
– Było to nowe wyzwanie, bo to nie tylko gimnazjum i liceum im. Czackiego, Pedagodium i wiele szkół zawodowych, ale rozległe majątki, lasy i tartaki, które zresztą utrzymywały uczelnie i całą instytucję. Liceum rozwijało się wspaniale, ale wybuchła wojna a 17 września Rosjanie przekroczyli naszą granicę. NKWD rozpoczęło aresztowania. Ojca aresztowano 20 września. Przesłuchiwany był nocami, spodziewał się wywiezienia i wyroku – opowiada pani Hanna. Przed zesłaniem ojciec przysłał z więzienia gryps na bibułce od papierosów. – Napisał do żony: „Nic mi nie pomożesz, na pewno mnie wywiozą. Weź dzieci i staraj się przejść granicę pod okupację niemiecką”. I tak się stało – w 1940 roku, po sześciu tygodniach wędrówki znaleźliśmy się w Warszawie – wspomina pani Hanna.

Biało-czerwona opaska

W stolicy matka aktywnie przyłączyła się do konspiracji – zaczęła działać przy Szefie Sztabu oraz prowadząc Centralę Łączności Komendy Głównej. Córka wstąpiła do pierwszej Warszawskiej Żeńskiej Drużyny Harcerek (I WŻDH).
– Większość starszych harcerek przeszła do służby wojskowej. Dość szybko nasz zastęp Świetlików prowadzony przez Zofię Zawadzką stworzył nową drużynę. Charakterystyczne dla tych czasów było to, że te drużyny rozrastały się, jak wybuchło powstanie to były już trzy drużyny I WŻDH. Szybko rozpoczęło się szkolenie – poznawanie miasta, kurs pierwszej pomocy, praktyka w szpitalu, obchodzenie się z bronią. Tak samo szybko, bo już w 43 roku, miałyśmy określony przydział na Punkt Sanitarny w Instytucie Głuchoniemych i Ociemniałych na Placu Trzech Krzyży.
Dla pani Hanny, a w tamtym czasie po prostu Hanki, pierwszy dzień powstania był wyjątkowy.
– Komendantka punktu, Jola Wedecka, około godziny 15.00, wysłała mnie do wyższej władzy WSK po biało-czerwone opaski. Byłam strasznie przejęta. Pani wie, jaki był nastrój w Warszawie. Wszyscy szykowali się na akcję. Czułam się jak goniec wolności. Słychać było armaty po drugiej stronie Wisły. Wszystko to składało się dla 16-letniej smarkuli na obraz nadziei. Hasło było „Warszawa”, odzew „Wolność”. Osoba, która wydzielała mi opaski, powiedziała „Wiecie, że o 17 zaczynamy?”. Ona nie powinna tego mówić, zachowała się „niesłużbowo”. Więc tym bardziej chciałam biec – opowiada pani Hanna.
Niestety podczas jednej z akcji ratowniczych opaska została doszczętnie zniszczona, przez odłamki z granatnika.
– Dla mnie to była wielka strata. To było coś bardzo cennego. Ale jak moja koleżanka dowiedziała się, że straciłam opaskę, to z kawałka spadochronu i czerwonego materiału zrobiła mi nową, którą mam do tej pory.

Wyjątkowi żołnierze
W czasie powstania żołnierzom AK pomagali zmobilizowani głuchoniemi.
– Była drużyna głuchoniemych, którzy należeli do Armii Krajowej do Kompanii Redy. To nie był wielki oddział. Byli wytrenowani i bardzo chętni do brania udziału w akcjach. Nie słyszeli strzałów, dlatego musieli iść z ubezpieczeniem. Jeden z głuchoniemych, Iwo, który był pod opieką Instytutu, został mi przydzielony przy noszach. Kiedyś przyszła dziewczyna, strasznie zapłakana i mówi, że jej brat jest ranny i potrzebuje pomocy. Poszłam z Iwo. Musieliśmy wspiąć się wysoko na ruiny. Na szczycie ostrzelała nas pelotka, czyli działo przeciwlotnicze. Naboje wybuchały dosłownie nad naszymi głowami. To powodowało duży hałas, ale też i bardzo duże drganie. Iwo prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu coś takiego, nie tyle usłyszał, co poczuł. Bardzo przejęty, puścił nosze i gwałtownie pokazywał na ucho. Nie mogłam go zupełnie zmobilizować. Musiałam go „trzepnąć”, żeby w końcu wziął nosze. I jakoś udało nam się rannego donieść do szpitala – wspomina pani Hanna.

Warszawska syrenka
– Po kapitulacji dosyć późno dowiedzieliśmy się, że jesteśmy objęci Konwencją Genewską i że jesteśmy traktowani jak jeńcy wojenni. Jeszcze większą niespodzianką było, że kobiety również uzyskały ten status – opowiada pani Hanna. – Jeżeli chodzi o naszą grupę to komendantka decydowała, kto idzie do niewoli, kto zostaje z rannymi, a kto idzie z ludnością cywilną. Z tego, co wiem, to ona brała pod uwagę sytuację rodzinną. Jeśli ktoś miał w Warszawie lub pod Warszawą bliską rodzinę to mógł zostać np. z głuchoniemymi – opowiada pani Hanna.
Droga do niewoli prowadziła od Politechniki do Ożarowa, gdzie był obóz przejściowy.
– Tam załadowali nas na pociągi i tam udało mi się napisać kartkę, że żyję i że jedziemy na zachód. Podałam nazwisko stryja mojej mamy, Kazimierza Karpowicza, który mieszkał w Milanówku. I proszę sobie wyobrazić, że ludzie szli torami, zbierali te karteluszki i doręczali. Tak się złożyło, że moja ciocia, też po powstaniu, dotarła do tego stryja, tak samo mój młodszy brat. Wszyscy spotkali się w Milanówku – oni i moja kartka – wspomina pani Hanna.
Obóz przyniósł nie tylko niewolę, ale również złe wiadomości o najbliższych.
– W obozie było sporo dziewcząt z inicjatywą. Koleżanki postanowiły uczcić rocznicę powstania listopadowego. Jedna z nich zaśpiewała piosenki Krystyny Krahelskiej, znanej poetki i pieśniarki warszawskiej. A mojej kuzynki. Jasia, koleżanka, o której mówię, zaśpiewała „Hej, chłopcy, bagnet na broń” i „Smutną rzekę”. Moją uwagę zwróciło wykonanie drugiej piosenki, która była bardzo trudna do zaśpiewania. Na mnie to zrobiło wrażenie, bo pamiętam jak Krystyna przyszła do nas i pierwszy raz zaśpiewała „Smutną Rzekę”. To była pierwsza wojenna piosenka Krystyny. Piękna kołysanka o zakopanej broni. Nie powiedziała „to moje”, tylko się uśmiechnęła i zapytała, co o tym myślimy. Nam się bardzo podobało. Dlatego jak Jasia, w niewoli, zaśpiewała to tak prawdziwie, to od razu zapytałam się, skąd zna taką interpretację. Ona powiedziała, że od Krystyny i że Krystyna nie żyje. Wtedy dowiedziałam się, że moja kuzynka zginęła w pierwszym dniu powstania. Dla mnie to była bardzo smutna wiadomość – wspomina pani Hanna.
Krystyna Krahelska, pseudonim „Danuta” została ranna w klatkę piersiowa podczas opatrywania rannego. Nie chciała ryzykować życiem innych, dlatego dopiero po zapadnięciu zmroku, zabrano ją do szpitala. Przeprowadzono operację, ale poetka nie przeżyła. Oficjalna data jej śmierci to 2 sierpnia. W latach trzydziestych Krystyna Krahelska stała się inspiracją dla Ludwiki Nitschowej, autorki pomnika warszawskiej Syreny.
– Przed Bożym Narodzeniem przewieziono nas z Sandbostel do Oberlangen. Doczekałyśmy się uwolnienia przez I Dywizję Pancerną Generała Maczka. Tam też spotkałam się z moją matką, która mimo licznych chorób, głodu i poniewierki przeżyła Oświęcim i Bergen Belsen. Miała mocnego ducha, również innym potrafiła pomóc. Pomimo wycieńczenia, ledwo stojąc na nogach, była gotowa do dalszej służby. W tym czasie spotkał ją nowy cios. Z II Korpusu przyjechał znajomy major z Krzemieńca i powiedział, że mój ojciec nie wyszedł z Rosji. Wiele osób go poszukiwało. A mamusia tak ufała, że przeżyje. To ją podtrzymywało na duchu.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:52)
~Hailey Zoran:  Chcę podziękować dr Isikolo, bardzo potężnemu rzucającemu czary

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:37)
~Barbara Adam:  Dr Isikolo jest po prostu najlepszym rzucającym zaklęcia i pomocnik

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:48)
~Ivona Andrej:  DR ISIKOLO najlepszy internetowy rzucający zaklęcia przywraca moje

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:12)
~Shannon: Nazywam się Shannon. Pozdrowienia dla każdego, kto czyta to świadectwo.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 14:13)
~Katarina Jojkic:  Nigdy nie widziałem wielkiego rzucającego zaklęcia, takiego jak DR

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.