prl cooltura
       
Niedziela, 29.03.2020 Marka, Wiktoryny, Zenona
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Odreagowywałem w Jarocinie
Dariusz Zeller
Odreagowywałem w Jarocinie

Rozmawiała Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2009/06/20 06:00

DARIUSZ ADAM ZELLER – redaktor naczelny londyńskiej „Cooltury", literat, społecznik, działacz sportowy. Trzydziestolatek. Przedstawiciel pokolenia, które nie zdążyło na...



Pamiętasz tytuł jednego z naszych wywiadów publikowanych w „Coolturze”: Polska ma problem z komunizmem i z katolicyzmem. Ty też tak uważasz?

– To nie Polska, tylko konkretni ludzie. Z pewnością jest problem z komunizmem, bo wywarł piętno na życiu kilku pokoleń ludzi, ukształtował ich umysły i wciąż w nich tkwi. To w pewnym sensie naturalne. Z kolei niepotrzebne są działania niektórych osób, przynoszących wyraźną szkodę katolicyzmowi, który jest wewnętrzną, duchową sprawą każdego z osobna. Inna sprawa, że u nas funkcjonują i pogłębiają się różnice: my i oni, postkomuniści i reszta, katolicy i niewierzący.

Jak to się ma do nauk Jana Pawła II, na którego tak chętnie się powołujemy?

– Pytanie, w jakim stopniu wcielamy to, co mówił, w życie. Przyznam, dla mnie jednym z najważniejszych doświadczeń w życiu jest to, że dane mi było żyć w tym samym okresie, w którym on żył i nauczał. Jednak satysfakcja satysfakcją, a życie życiem... Zdaję sobie sprawę, że dość wybiórczo słuchaliśmy tych jego wskazówek. Zgoda, tolerancja, wspólna praca to ładne słowa, ale zanim odpowiemy sobie na pytanie, dlaczego nie posłuchaliśmy go w większym stopniu, zapytajmy siebie, co zrobiliśmy, aby tak się nie stało. To nie retoryka, to gorzka prawda o nas samych.

Może po prawdę trzeba gdzieś pojechać?

– Myślę, że moje spojrzenie na polską rzeczywistość nie jest już zniekształcone, zgubnym na dłuższą metę, natłokiem niepotrzebnych informacji medialnych w naszym kraju. Będąc w Polsce, czułem potrzebę codziennego zgłębiania wiadomości, nie mając jednocześnie odpowiedniego dystansu do tego, co się działo, ani też odpowiedniej perspektywy. Brytyjczycy mają do teraźniejszości i przeszłości zdrowsze podejście. To udzieliło się także i mnie – na szczęście. Jestem patriotą, ale mam dziś większy dystans do tego, co dzieje się w kraju.

Z daleka widać lepiej. Co ty zobaczyłeś?

– Patrząc z boku, dostrzegam zupełnie inne możliwości i perspektywy dla naszego kraju. Jednak nie wszystko widzę w różowych barwach. Owszem, gospodarka rozwija się prawdopodobnie w odpowiednim kierunku, ale sytuacja przeciętnego Polaka jest wciąż trudna. Ludzie mają problemy, by związać koniec z końcem, decydują się na działania mniej lub bardziej radykalne, najczęściej wyjeżdżają za chlebem zagranicę. To są setki tysięcy pojedynczych dramatów życiowych. Tego nie uleczy nawet najpiękniejsza mowa jakiegokolwiek polityka. Dopóki państwo nie będzie brało odpowiedzialności za przeciętnego Kowalskiego, dopóty ten sam Kowalski nie będzie się interesował innymi sprawami niż jego własne. Teoretycznie sytuacja wygląda inaczej niż 15, 20 czy 30 lat temu, ale pozostawiam każemu z osobna odpowiedź na pytanie, czy jest lepiej.

Wiem, że nie dzielisz Polaków na emigrantów i na tych, co zostali.
– Jesteśmy jednym narodem, a w XXI wieku nie ma większego znaczenia, czy jestem Polakiem z Polski, Anglii, Stanów Zjednoczonych, czy innego kraju. To nasz wybór, gdzie żyjemy, i fantastycznie, że taka możliwość obecnie istnieje. Ludzie zaczynają patrzeć na świat bardziej globalnie, mają większe horyzonty i jest to piękne szczególnie dla ludzi młodych, którzy będą już lada moment kierować działaniami Polski. A ci zdobywający doświadczenia na emigracji mogą do kraju wnieść ożywczy powiew – także do polskiej polityki. Mam na myśli sposób szerszego, globalnego postrzegania świata, otwarty umysł i zdroworozsądkową mentalność, częstokroć niebagatelny dorobek, czyli to, czego nie sposób zdobyć, bytując w jednym, mentalnie z dawna ukształtowanym środowisku.

Mentalność zmienia się najwolniej, jeśli w ogóle można tu mówić o zmianach. To bardziej dostosowanie się do bieżącej sytuacji czy podążanie za aktualnymi trendami?

– I jedno, i drugie. Kiedyś wydawało mi się, że w Polsce to kwestia jednego pokolenia, ale dziś widzę, że jest to znacznie dłuższy proces.

Jakie rozwiązania w brytyjskiej polityce imponują ci i chciałbyś, by zostały implantowane w Polsce?
– Spokój, przewidywalność, niezależność i wiara w siebie. To są cechy, które już od wieków kształtują brytyjską politykę. I jak widać, z dobrym skutkiem. Ale życzyłbym sobie również, abyśmy nauczyli się od Brytyjczyków tego, co dziś szczególnie szwankuje w Polsce – współtworzyć politykę lokalną, zaczynając od swojego podwórka.

Na ile, twoim zdaniem, zmieni się oblicze angielskiej polityki, jeśli konserwatystom uda się dojść do władzy?
– Szczerze powiedziawszy, na dłuższą metę nie ma to większego znaczenia. Demokracja jest tu tak daleko posunięta, że można tylko mówić o zmianach jakościowych. Na arenie międzynarodowej różnica w działaniach pomiędzy nimi nie jest tak widoczna. Kierunek, w którym zmierzają gabinety najpierw Tony’ego Blaira, a później Gordona Browna, są przewidywalne. Wygrana konserwatystów nie będzie powrotem okresu twardego thacheryzmu, ale dla samej – bardzo niezależnej – brytyjskiej gospodarki może przynieść wiele korzyści.

Jak określiłbyś pozycję trzydziestolatków, czyli twojego pokolenia?
– Należę do pokolenia, o którym swego czasu mówiło się, że „nie zdążyło na rozpieprzenie komuny i jednocześnie nie załapało na budowę nowej polskiej demokracji”. Jako młody, kilkunastoletni chłopak byłem dość mocno zaangażowany w to, co się działo. Pamiętam, że w okres „postkomunizmu” wkroczyłem z bagażem osobistych doświadczeń związanych z działalnością w poprzednim ustroju. Pamiętam całonocne kolejki po mięso, meble i inne towary – z nieodłącznymi listami społecznymi. Pamiętam przekłamaną historię Polski, jakiej próbowano nas nauczyć, i reperkusje po tym, jak prostowałem wypowiedzi nauczycieli o „hitlerowskim mordzie w Katyniu”. Pamiętam, jak w okresie poprzedzającym wydarzenia Okrągłego Stołu niektórym przeszkadzał mój wczepiony w klapę szkolnej marynarki krzyżyk i długie włosy. Ile razy ojciec chodził tłumaczyć się do szkoły (uśmiech)! Ale to nie żadna martyrologia czy walka – taka była rzeczywistość, w której jedni czuli się jak ryba w wodzie, a inni próbowali ją negować. Po 4 czerwca – dniu pierwszych wolnych wyborów, nastał czas euforii i zachłyśnięcia się wolnością. Byłem wówczas wielkim optymistą, dość powiedzieć, że do tego, że będzie coraz lepiej, przekonałem wiele osób. Nawet własnego ojca, który był wcześniej opozycjonistą, ale po pierwszych efektach planu Balcerowicza zwątpił – jak wielu zresztą – w przemianę jakościową w Polsce. Patrząc z perspektywy czasu, muszę mu częściowo przyznać rację.

Pod jakim względem?
– Jako naród nie wykorzystaliśmy należycie sukcesu w postaci bezkrawej zmiany systemu. Po 20 latach w wielu dziedzinach są te same problemy jak przedtem. Z drugiej strony byliśmy pionierami, więc uczyliśmy się i w dalszym ciągu uczymy na własnych błędach. Dużym problemem jest to, że nie doczekaliśmy się elit politycznych. O ile wcześniej było to jeszcze zrozumiałe, o tyle obecnie już nie. Ludzie decydujący o losach milionów niekiedy nie mają ku temu odpowiedniego przygotowania, panuje przypadkowość i populistyczna, płytka chęć przypodobania się społeczeństwu. Dlatego znaczącej „przemiany jakościowej” jeszcze długo się nie doczekamy. Przynajmniej do czasu, kiedy to młodzi, nieskażeni i nieobciążeni doświadczeniami starszego pokolenia dojdą do głosu.

Buntowałeś się jako nastolatek. W jaki sposób objawiałeś światu swój protest?
– Był to przejaw buntu przeciw szarej rzeczywistości i władzy, która ograniczała wolność. Z perspektywy czasu wiele mnie to nauczyło, wtedy było jednak trudne do zaakceptowania. Taki 13 grudnia pamiętam na przykład doskonale. Pomijając fakt, iż właśnie tego dnia złamałem rękę – a nie zdarzyło mi się złamać ani wcześniej, ani później nic więcej, oprócz serca żony (uśmiech) – przemówienie Jaruzelskiego było dla mojej rodziny sygnałem do ucieczki. Szukali ojca, szukali wujka, szukali innych moich bliskich zaangażowanych w działalność opozycyjną, więc sytuacja była nie do pozazdroszczenia, nikt nie wiedział, co będzie dalej. I między innymi dlatego w miarę dorastania łatwiej dostrzegałem już absurd ówczesnej sytuacji. Byłem przeciw, ale co mógł zrobić kilkunastoletni chłopak? Brałem udział w antymarszach, rozlepiałem ulotki, generalnie byłem na „nie” (nie mylić z „Nie” Urbana, którym się brzydzę) i jeździłem do Jarocina, który był dla mnie w tamtym czasie oazą normalności. W późniejszym okresie miło wspominam wiece i pochody Pomarańczowej Alternatywy, kiedy mogliśmy iść ulicą z okrzykami typu „Uwolnić słonia!”. Nie chodziło oczywiście o walkę, ale o pokazanie, że każdy ma prawo do wolnej wypowiedzi. To tylko teraz brzmi tak nierealnie. Wtedy to było jednak jakieś tam wyzwanie. Ale przyznać muszę, że pomimo mojego zaangażowania ani razu „pałownia” mnie nie spotkała, a z tamtych czasów pozostał mi duży, kilkumetrowy transparent „Uwolnić politycznych”. Trzymam go do dziś w domu w Polsce.

O czym jeszcze myślisz, gdy sięgasz pamięcią w tamte lata?
– O tym, co dziś dla młodych może się wydawać jedynie wspomnieniem z historii – o ograniczonej możliwości wyjazdu zagranicę, a i to tylko do ZSRR, NRD, Czechosłowacji i innych „bratnich państw”, że taki wyjazd był możliwy tylko po zapisaniu się do ZSMP, że aby mieć mięso w lodówce, potrzebna była całonocna mobilizacja całej rodziny pod sklepem; o cenzurze wypowiedzi i innych ówczesnych „normalizacjach”... I ta woda nocami cieknąca w rurach, a świadcząca o tym, że sąsiad z góry pędzi bimber – to były z dzisiejszego puntu widzenia wręcz irracjonalne czasy! Ale były i jest to historia nas samych.


Dariusz Zeller (ur. 1972) – dziennikarz, literat, działacz społeczny i sportowy. Redaktor naczelny londyńskiej „Cooltury”. W Londynie od 2005 roku.


• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~goska007: Swietny wywiad z rzutem na historie ale nie zgadzam sie ze tylko mlodzi {nie skazeni) maja szanse na 'przemiane jakosciowa' w Polsce
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:30)
~Marta Leon:  ŁAŁ!! To jest najwspanialsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczy

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 22:00)
~Doretta: O MÓJ BOŻE!!! To z pewnością szokujące i prawdziwe świadectwo

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 09:32)
~Emil: Dobra wiadomość

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:41)
~Jana Alois:  Nie chciałem rozwodu, ponieważ bardzo kocham mojego męża i nie ch

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:03)
~JEFF: Moja rodzina jest bardzo szczęśliwa, że ​​jesteśmy teraz razem

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.