prl cooltura
       
Niedziela, 29.03.2020 Marka, Wiktoryny, Zenona
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
„Anglia to trochę przypadek”
Adam Komarnicki
„Anglia to trochę przypadek”

Rozmawia Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2009/03/28 06:00

W UK od czterech lat. Pracuje w międzynarodowej firmie doradczej w londyńskim City. Zajmuje się doradzaniem przedsiębiorstwom w trudnej sytuacji finansowej. Odbywał praktyki w Portugalii (bank) oraz w Grecji (telekomunikacja). Członek PPL, współorganizator kampanii „Polacy głosują”. We wrześniu 2008 jeden z inicjatorów petycji do redaktora naczelnego „The Times” w proteście przeciwko obarczaniu Polaków winą za Holocaust w jednym z artykułów tejże gazety. White paper, back bencher – oto niektóre istotne terminy w brytyjskiej polityce. Wyjaśnia je ADAM KOMARNICKI z Polish Professionals in London.

Dlaczego przyjechałeś do Anglii?
Przywiodła mnie tu chęć zbierania nowych doświadczeń życiowych oraz zawodowych. Wcześniej przez pewien czas podczas studiów mieszkałem i pracowałem w Portugalii i Grecji i stwierdziłem, że Polska już mnie niczym nie zaskoczy, wiec żeby się rozwijać i mieć ciekawe życie, muszę wyjechać. Uwielbiam Londyn za energię, którą we mnie wyzwala, i za poczucie, że sky is the limit. Anglia to trochę przypadek. Myślałem o wyjeździe do Ameryki Południowej.

Śledzisz brytyjską i polską scenę polityczną. Czy zauważyłeś rozwiązania, które warto by przenieść na grunt polski?
Obserwowałem ostatnią kampanię wyborczą, którą wygrała Partia Pracy. Informowaniem społeczeństwa zajmowały się nawet tabloidy, drukując programy partii politycznych. U nas nie robią tego nawet poważne tygodniki, bo takich programów nie ma. Polskie partie finansowane są z budżetu. Dostają niemałe pieniądze, które wydają głównie na reklamy w telewizji, plakaty wyborcze, ulotki i chorągiewki. To wszystko jest bardzo płytkie. Niestety, do polityki odbywa się też negatywna selekcja. Wydaje mi się, że często idą tam ludzie, którym nie udało się gdzie indziej. Nie ma wymiany kadr. A nam potrzebni politycy z wizją.

Który rząd w ciągu ostatnich dwudziestu lat miał jej najwięcej?

Sądzę, że pierwsze rządy. One miały też i najwięcej pracy. Warto wspomnieć o rządzie Buzka i jego reformie samorządowej. To był chyba ostatni gabinet, który dokonał jakichś większych przekształceń. Teraz wydaje mi się, że znów jest szansa, ale nie ma woli politycznej. Patrzę na to, co robi Michał Boni z kancelarii premiera. On ma całościową wizję, pomysły, które przyniosą owoce za 5–10 lat, a nie przed najbliższymi wyborami. Z realizacją takich planów jest jednak problem, bo nie ma myślenia długoterminowego i współpracy między partiami na zasadzie: „Mamy problem, zawiązujemy umowę społeczną, bierzemy na bok związki zawodowe i zastanawiamy się, co będzie za 5 lat”.

Wiele zależy od legislacji.

Obawiam się, że nie ma wizji legislacyjnej. Nasz rząd i parlament nie myślą całościowo. W Anglii, gdy pojawia się ustawa, to najpierw jest przygotowywany tzw. white paper, czyli opis zagadnienia i proponowany zakres rozwiązania. Następnie jest przedmiotem debaty publicznej, w której każdy zainteresowany może się wypowiedzieć. Rządzący biorą to pod uwagę przy pracach nad konkretną ustawą. To wszystko ma jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy. Natomiast w Polsce ustawa jest traktowana jako narzędzie ostateczne. Druga rzecz to kwestia biurokracji i traktowania obywatela. W Anglii nigdy nie byłem w urzędzie. Wszystkie sprawy załatwiam przez telefon, pocztę, Internet. Jest większe zaufanie państwa do obywatela, ludzi do instytucji i ludzi do siebie nawzajem.

Czy twoi brytyjscy znajomi interesują się polityką?

Zauważyłem, że bardzo wiele osób wchodzi na strony BBC i sprawdza wiadomości. Mają informację o tym, co się dzieje w ich kraju. Znają partie polityczne, wiedzą, na kogo trzeba głosować. Aczkolwiek większość z nich jest raczej zajęta swoimi sprawami.

Czy pytają cię o Polskę? Czy to jest dla nich ciekawy temat?
Tak. Największe zainteresowanie było, gdy obaj bracia Kaczyńscy byli u władzy, bo dużo się o tym w mediach mówiło.

W jaki sposób Polacy mieszkający poza granicami kraju mogą się przydać krajowi? Czy w ogóle mogą?
Myślę, że mogą, ale muszą się jeszcze lepiej zorganizować. To kwestia najbliższych lat. Taki jest zresztą nasz zamysł. Jest dużo rzeczy niematerialnych, które emigranci mogą ze sobą przywieźć. Myślę tu na przykład o nawykach dobrej organizacji pracy, podejścia do obowiązków, ale także szacunku do drugiego człowieka demonstrowanego nawet przez zwykły uśmiech.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~przypadek,albo kolej losu: przewaznie tak jest,czego sie nie planuje,najlepiej w zyciu wychodzi. Interesujacy wywiad
odpowiedz
 ~ale przystojniach z neigo: ale te zjecie jej wow ale przystojniacha
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:30)
~Marta Leon:  ŁAŁ!! To jest najwspanialsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczy

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 22:00)
~Doretta: O MÓJ BOŻE!!! To z pewnością szokujące i prawdziwe świadectwo

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 09:32)
~Emil: Dobra wiadomość

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:41)
~Jana Alois:  Nie chciałem rozwodu, ponieważ bardzo kocham mojego męża i nie ch

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:03)
~JEFF: Moja rodzina jest bardzo szczęśliwa, że ​​jesteśmy teraz razem

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.