prl cooltura
       
Sobota, 29.02.2020 Lecha, Lutomira, Wiktora
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Szkocja: Wszystko w kratkę
Fot: Jarek Sępek
Szkocja: Wszystko w kratkę

Jarek Sępek


ostatnia aktualizacja: 2008/09/11 06:24

Nad brzegiem Loch Ness każdy przyjezdny wypatruje potwora, choćby nawet się do tego nie przyznawał. Szkoci twierdzą jednak, że stwór jest wymysłem tych samych, którzy ostatnio widzieli Elvisa.

Albo wypili o jedną kroplę whisky za dużo. Północne rubieże Wielkiej Brytanii jawią się jako kraina mroczna, owiana legendą, z potworami, brutalnym średniowieczem, twardymi góralami i Makbetem. To kraj tak surowy, że za swój symbol w Zjednoczonym Królestwie ma kwiat ostu. Dawniej rządzony przez członków klanów chodzących w spódniczkach w kratkę, pod które nie zakładali majtek, dziś inspirujący na tyle, że wydał na świat Harry’ego Pottera.

Jednak legenda coraz częściej zderza się tu z rzeczywistością. Mity upadają. Ze 101 destylarni najbardziej tradycyjnej szkockiej whisky, tylko 5 nie należy do wielkich zagranicznych koncernów. Gdy mówimy, że każdy z rodzinnych szkockich klanów ma swój wzór kraty na kiltach, musimy dodać, że nie jest to ich oryginalny pomysł. Wprowadził to pisarz Walter Scott, zakochany w legendach tych stron, dopiero w XIX wieku. Mitem jest też skrajne skąpstwo znane z dowcipów, kiedy to na przykład mama mówi do dziecka: – Synku, zdejmij okulary, gdy na nic nie patrzysz...

Cóż, jedyny człowiek, który wydał nam się skąpy nie był Szkotem. Pracował w sklepie z polskimi produktami i za papierowe kubki policzył po 10p.

Nessie wróć

Mimo wszystko szkockie legendy przyciągają. Także nas. Gdy dotarliśmy nad spokojną taflę jeziora Ness był już późny wieczór, choć słońce było jeszcze wysoko. Holendrzy, którzy już siedzieli nad brzegiem, łowili ryby i wpatrywali się w toń. Od razu zaprzeczyli, że szukają potwora, nie zdążyłem nawet zapytać. – Nessie nie istnieje. To mógł być delfin, widzieliśmy takiego niedaleko w zatoce, ale z pewnością nie potwór – wypalili od razu i brzmieli dosyć poważnie, choć jeden przyznał się, że pracował jako klaun w cyrku i był nawet w Polsce.

Była już godz. 22.30 i ciągle widno... To daleka północ, tutaj w lipcu dzień jest długi i sprzyja wypatrywaniu dziwnych stworzeń. Jezioro Ness liczy ok. 38 kilometrów długości i ma średnio 1,6 kilometra szerokości, do tego jest bardzo głębokie. Wpływają tu strumienie, które nanoszą torf ze stromych brzegów, co znacznie pogarsza przejrzystość wody. Wydaje się więc doskonałym miejscem dla ukrywającego się potwora.

Był on jednak widywany od dawien dawna. Podobno spotkał go nawet święty Columb, który uzdrawiał i nawracał tu ludzi około roku 565. Miał on uratować jednego z wieśniaków powstrzymując potwora modlitwą. Od tej pory legenda rosła. W czasach nam bliższych zaczęło się niewinnie – 2 maja 1933 r. kiedy redaktor „Inverness Courier”, miejscowej gazety, wydrukował relację państwa Mackay (właścicieli pobliskiego hotelu) o tym, jak widzieli stworzenie podobne do wieloryba. To rozpętało burzę. Widziano potem żyrafią szyję, małą główkę i ogromne, nieproporcjonalne ciało o szarej barwie, dwie płetwy z przodu oraz kilka garbów na grzbiecie. Widziano też potwora długiego i oślizłego, z racicami. W samym tylko 1933 roku było łącznie 50 zgłoszeń.

Naukowcy nie mogli pozostać wobec tego obojętni. Tłumnie zjawiali się nad jeziorem także zwykli pasjonaci, przedstawiciele uniwersytetów i telewizji BBC. Oczywiście większość twierdziła, że badają jedynie biologię jeziora, dno, zakwaszenie i zawartość tlenu. Używali sonarów, nawigacji satelitarnej, by wreszcie wycelować w jezioro kamery internetowe. I ciągle nic nie wiadomo.

Jest natomiast cała masa teorii. Niektórzy twierdzą, że potworem może być plezjozaur. Inni, że przecież wymarł on w kredzie, sugerując przy tym, że dziwnym stworem mogą być po prostu foki o długiej szyi albo wielkie węgorze. Mogą to także być drzewa gnijące na dnie i wyrzucane na powierzchnię przez rozkładające się w nich gazy. Najciekawszym wyjaśnieniem była sugestia, że mógł to być słoń z cyrku przejeżdżającego tamtędy w momencie, gdy było najwięcej obserwacji.

Trzeba jednak przyznać, że perspektywa sfotografowania potwora jest kusząca. To nawet nie jest trudne, przecież wystaje tu masa korzeni i kamieni, można zrobić właściwe ujęcie. Nie jestem jednak pierwszy, który tego próbował. Byli nawet tacy, którzy preparowali zdjęcia, fotografując np. trzy zanurzone w wodzie pale z przywiązanymi do nich brezentowymi workami wypełnionymi sianem.

Kiedy więc tak staliśmy przez godzinę nad brzegiem, wpatrując się w taflę i opędzając od wszędobylskich muszek, współtowarzyszka podróży nie wytrzymała. Stwierdzając, że każdy ma takiego Nessie, na jakiego zasłużył, zarządziła: – Mój ty potworze, stań tu, zrobię ci zdjęcie z jeziorem...

Rycerskie BHP

Nad samym Ness, w miejscu gdzie święty zatrzymał potwora, kilka wieków później Szkoci postawili zamek Urquhart, który był świadkiem ich bitew o niepodległość z Anglikami. Trzeba powiedzieć, że mieszkańcy tych ziem są niezwykle dumni ze swojej narodowości, wszędzie powiewają niebieskie flagi z białym krzyżem, często też wraca się do historii. Na zamkowych włościach obejrzeliśmy turniej rycerski urządzony przez miłośników dawnych czasów. Znów rozgorzała bitwa między narodami.

Na początek zobaczyliśmy średniowieczny sąd nad zdrajcą, udowadniający, że czasy nie były różowe. Jako karę do brzucha szpiega przyłożono klatkę, wrzucając do niej szczura. Nie było źle do momentu, gdy na klatce wylądowały rozgrzane węgle, a zwierzę odnalazło jedyną drogę ucieczki. Przez brzuch zdrajcy...

Wreszcie przed zamkiem pokazali się rycerze na koniach, ścierając się po raz kolejny, ożywili mury, sprawiając, że zechcieliśmy się ponownie uczyć historii. Choć na początku prowadzący cały turniej wspominał zasady bezpieczeństwa, ujawniło się szaleństwo i zaciekłość zawodników. Zderzając się kopiami, które szły w drzazgi, jeden z rycerzy spadł z konia i już nie otrząsnął się do końca turnieju. To ciągle ryzykowna, ale widowiskowa zabawa. Inni walczyli do końca na miecze, topory, popisując się sprawnością w nabijaniu styropianowych głów na kopie.

Duma z bycia Szkotem ujawniała się na każdym kroku. Na początku kolejnej inscenizacji, prowadzący zastrzegł, że jest Szkotem, ale musi zagrać Anglika. Opowiadał o śmierci króla Aleksandra III i jego wnuczki w 1286 r., co spowodowało, że nie było spadkobiercy tronu i doprowadziło do interwencji angielskiego króla Edwarda I, który zapragnął stać się panem tych ziem. Wybuchły wojny, w których zasłynęli Andrew Moray i William Wallace, znany bliżej z filmu „Braveheart”. Oni do dziś są bohaterami. Wallace, który wygrał bitwę pod Stirling ma tu dziś wielki pomnik.

Niepodległość udało się utrzymać, choć, jak pokazali dzisiejsi inscenizatorzy, wmieszały się w to jeszcze niesnaski klanowe i wojna domowa. Samo królestwo Szkocji pozostało niezależne aż do 1 maja 1707 roku, kiedy to połączyło się unią polityczną z koroną Anglii. Powstało Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, oprotestowane od samego początku przez Szkotów. Dziś mają w jej ramach dużą dozą swobody, własny parlament, prawo, system szkolnictwa oraz banknoty. Cieszą się również z największego towaru eksportowego, jakim jest whisky.

Whisky, moja żono...

Zaczęto ją pędzić już w średniowieczu, choć dopiero później, w XIX wieku otwierały się małe, lokalne destylarnie, budujące legendę niepowtarzalnego smaku. Na wschodnim wybrzeżu dotarliśmy do całego ich zagłębia. Odwiedziliśmy jedną z nich – Glen Grant.

Klientów w środku było zaledwie kilku. Wyszedł do nas sędziwy człowiek imieniem Rob, zapraszając na spacer po destylarni. – Po angielsku mówię tylko z odwiedzającymi, ale mojego szkockiego moglibyście nie zrozumieć – zaśmiał się, starając się nas oszczędzić. Mimo wszystko mocno akcentował „cierrrs”, gdy mówił np. o „brrrodierrs”, braciach, którzy założyli destylarnię. Był nieco zmęczony, ale z widocznym w oku błyskiem, gdy opowiadał o whisky, której poświęcił całe życie. Mieszka w pobliżu, i jak przyznaje: – Żona cieszy się, gdy oprowadzam ludzi, bo przynajmniej nie ma mnie w domu.

Ale dziś wszystko jest inaczej niż za starych dobrych czasów. Destylarnią rządzą komputery i obcy kapitał. Dokładnie z Włoch. W całej Szkocji, ze 101 destylarni tylko 5 jest niezależnych, choć starsze pokolenie jakoś nie bardzo chcę się z tym pogodzić.

Pokazując dawne urządzenia do kontroli jakości whisky, z miernikami i termometrami, Rob przyznał po cichu, że jest teraz tak naprawdę jedyną osobą, która potrafi to obsłużyć, a spoglądając na komputer dodał: – I jedyną, która nie potrafi tego...

Dziś nie ma produkcji, wstrzymuje się ją na trzy tygodnie, gdy ludzie są na wakacjach, maszyny podlegają czyszczeniu i naprawom. Ale nawet gdyby destylarnia działała w pełni, moglibyśmy nie zobaczyć pracowników. Całą gorzelnię obsługuje jedna osoba, znająca się na komputerach. Dawniej było ich 60.

– Kiedyś to była sztuka. Każda butelka mogła być inna. Dziś opanowanie programu zajmuje trzy tygodnie. Ludzie, którzy tu pracują to nie są gorzelnicy, to informatycy – wykrztusił z rozżaleniem człowiek, dla którego skończyła się pewna epoka.

Gdy wyszliśmy na dziedziniec zobaczyliśmy trzy flagi – szkocką, włoską i Unii Europejskiej. Wcześniej włoska była najwyżej, choć Rob ściszając głos przyznał na stronie, że ją podmienił na szkocką. Taki mały przejaw buntu.

Weszliśmy wreszcie do piwnic, gdzie oczom ukazały się rzędy ponad 11 tysięcy beczek pełnych alkoholu, każda po 180 litrów. Zanim nazwie się ją szkocką whisky musi leżeć przez co najmniej

3 lata w dębowych beczkach, w tym przypadku po burbonie albo cherry, od których dopiero dostanie kolor i odpowiedni smak. Wydawało się, że dopiero tutaj Rob czuje się swobodniej. – To jest natura, nad tym nie mamy kontroli. Tu komputery są bezużyteczne – powiedział z satysfakcją.

– W czasie leżakowania, co roku, dwa procent płynu wyparowuje – kontynuował, po czym dodał, jakby ciągle jeszcze poszukując tajemnicy w tym wszystkim: – Nazywamy to „częścią dla aniołów”. Dlatego mogą sobie tak swobodnie fruwać – zaśmiał się.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Rusza produkcja pociągów dla nowej linii metra (godz. 16:51)
~alex: Londyn

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 00:42)
~blessing: To moje świadectwo o dobrej pracy człowieka, który mi pomóg

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:33)
~Valentino Emil:  Z obfitości serca usta mówią. Nazywam się Valentino Emil. M

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:10)
~caro:  Całkowicie zaufałem Dr Omoogunowi całkowicie od czasu, gdy rozmawi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:31)
~sheri: CHCĘ ZREALIZOWAĆ SWOJE ŚWIADECTWO nazywam się Sheri z USA

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.