prl cooltura
       
Sobota, 23.09.2017 Bogusława, Liwiusza, Tekli
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Westminster na Wiejskiej
Westminster na Wiejskiej

Piotr Urbanik


ostatnia aktualizacja: 2015/09/05 12:35

W najbliższą niedzielę 6 września Polacy zagłosują w pierwszym z dwóch przewidzianych na jesień referendów. Pomimo tego, że zadano w nim trzy pytania, główny spór będzie się toczył o pierwsze z nich. Dotyczy ono wprowadzenia do ordynacji Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW). Zanim zdecydujemy się wrzucić głos do urny, warto sprawdzić jakie są największe zalety i zagrożenia zasady „zwycięzca bierze wszystko” i porównać je z istniejącym systemem.

Przez ostatnie 25 lat kilkukrotnie zmieniano w Polsce sposoby wyłaniania parlamentu. Pierwsze całkowicie wolne wybory, przeprowadzone w 1991 roku, opierały się na ordynacji proporcjonalnej. Do dzisiaj z rozbawieniem wspominana jest kadencja, w której liczącą się siłą była Polska Partia Przyjaciół Piwa, a w imieniu Partii Emerytów i Rencistów „Nadzieja” przemawiał 26-letni Krzysztof Ibisz. Mniej do śmiechu było pierwszoplanowym politykom, którzy w rozdrobnionym sejmie nieustannie mieli problem z utrzymaniem stabilnej większości.

Spółdzielnie i wycinki

To dlatego od kolejnych wyborów zdecydowano się na wprowadzenie progów wyborczych. Konieczność zdobycia 5 procent poparcia przez partie polityczne i 8 procent przez koalicje skutecznie odsiewa pomniejsze inicjatywy. Po kilku latach dodatkowo zmieniono system liczenia głosów na taki, który promuje największe partie.

W ten sposób do dzisiaj przetrwał system, w którym najpierw partie uzyskują w każdym okręgu daną pulę mandatów, a do Sejmu wchodzą kandydaci, którzy uzyskali największą liczbę głosów z listy. Przy dobrej kampanii możliwe jest zwycięstwo z odległego miejsca. Kilku polityków młodego pokolenia w ten sposób zaczęło wielkie kariery. W praktyce kluczowy wpływ na to, kto zasiądzie w ławach, mają partyjni liderzy. Ludzie w zdecydowanej większości głosują na kandydata pierwszego na liście, a bardzo rzadko doczytują nazwiska poniżej 5 pozycji.
Nic więc dziwnego, że poszczególni kandydaci nie zabiegają o przekonanie osób niezdecydowanych do swojego programu. Tym ma zająć się warszawska centrala. Lokalni politycy walczą głównie ze swoimi kolegami z lepszych miejsc, tworzą spółdzielnie zajmujące się wycinaniem przeciwnego obozu i wojną podjazdową. Doktor Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który od wielu lat śledzi wpływ sposobu głosowania na politykę wspomina trudną do uwierzenia anegdotę, potwierdzającą skuteczność strategii „na sępa”: – Pewien kandydat w trakcie kampanii nie zorganizował żadnego spotkania wyborczego, ale miał rozpiskę spotkań wyborczych swoich kolegów. Na każdym z nich się pojawiał i na koniec wychodzącym rozdawał swoje materiały. I to on został posłem”.

Nowi boJOWnicy

– JOWy to granat, który rozwali „system magdalenkowy”. Układ, który dzięki partiokracji pozwala im wybierać się samym spośród siebie – powtarza niezmiennie od kilku lat Paweł Kukiz. Postulaty, które do niedawna były na zupełnym marginesie debaty politycznej zyskały na sile dzięki prezydenckiej kampanii. W maju co piąty wyborca poparł kandydata, którego najważniejszym postulatem jest zmiana systemu wyborczego. Idea wprowadzenia prostego i przejrzystego sposobu wyłaniania parlamentu pociągnęła za sobą tłumy, a lider obywatelskiego ruchu Zmieleni.pl przekonywał, że nowy system doprowadzi do władzy nowych ludzi. Słuchających własnego elektoratu i wprowadzających na Wiejską standardy rodem z Pałacu Westminsterskiego.

Jeśli nowa ordynacja wejdzie w życie, kraj zostanie podzielony na 460 okręgów, w których przynajmniej jeden przypadnie Polakom mieszkającym poza granicami. W każdym miejscu będzie mogła wystartować dowolna liczba kandydatów, zarówno pod szyldem dużej partii, jak i bez żadnego. Wybory wygra polityk, który zdobędzie najwięcej głosów.

Możliwość startu bez błogosławieństwa machiny partyjnej, za to z autentycznym poparciem lokalnej społeczności, ma ukrócić wodzowską władzę centrali. Poseł lubiany i szanowany w swoim mieście, nie będzie musiał stawać do wyścigu na okazanie lojalności liderowi, bo ważniejsza stanie się lojalność wobec obywateli. Zdaniem zmarłego przed kilkoma laty profesora Jerzego Przystawy, głównego propagatora JOW-ów nad Wisłą, da to wszystkim równy dostęp do kandydowania. – Obecnie w ogóle nie ma prawnej możliwości, żeby jakikolwiek obywatel Rzeczypospolitej mógł zarejestrować swoją kandydaturę w wyborach do Sejmu! – ubolewał profesor, dodając, że próg wyborczy oznacza, de facto, że nawet stuprocentowe zwycięstwo w jednym okręgu wyborczym nie daje jeszcze możliwości uzyskania mandatu poselskiego.
Na dowód skuteczności JOW-ów podawane są przykłady z całego świata. Jest to system wyborczy, który sprawdza się zarówno w najludniejszym kraju, czyli w Indiach, jak i w stabilnych systemach Francji, Stanów Zjednoczonych, czy Wielkiej Brytanii. Najwięksi radykałowie uważają nawet, że zachodnie państwa celowo zabiegają o utrzymanie ordynacji proporcjonalnej w Europie Środko-Wschodniej. Mają to robić ze strachu przed dynamicznym rozwojem naszego kraju pod bardziej sprawiedliwymi rządami.

Zabetonowani zmieleni

Powoływanie się na przykład brytyjski stało się po majowych wyborach do parlamentu nieco kłopotliwe. Stawiana za wzór demokracja wyłoniła przedstawicieli, którzy nie reprezentują poglądów całego społeczeństwa. UKIP Nigela Farage'a pomimo trzeciego wyniku w skali kraju i 3,8 miliona głosów zdobył tylko jeden mandat. Z kolei SNP, partia szkockich nacjonalistów pod wodzą Nicoli Sturgeon, zapewniła sobie aż 56 miejsc w 650-osobowym parlamencie. Wystarczyło niespełna 1,5 miliona głosów.

Zderzenia z rzeczywistością nie wytrzymują również wizje dopływu nowej, świeżej krwi do najwyższych elit i bezpartyjnych działaczy, którzy wejdą do Sejmu, bo odpowiadają na zapotrzebowanie zwykłych ludzi. – Owszem zdarza się, że wygrywa ktoś niezwiązany z dominującymi partiami, ale to jedynie ułamek procenta. W kanadyjskim parlamencie jest jeden taki poseł, w Stanach także jeden, w Australii trzech. Wielka Brytania wygląda na tym tle nie lepiej. Po wyborach jako niezależną możemy wskazać jedną posłankę. Wielokrotnie nawet to się nie udawało.

A i władza znienawidzonego przywódcy partii nie jest jakoś szczególnie ograniczana. Okręgi Hackney North czy Liverpool Riverside są od zawsze laburzystowskie i gdyby władze partii zdecydowały się wystawić tam konia, zapewne również pokonałby kandydata Torysów. Na podobnej zasadzie konserwatyści nie muszą się obawiać wyników wyborów w Surrey, gdzie obsadzają wszystkie 11 mandatów, Partia Pracy niemal rezygnuje z kampanii w podobnych hrabstwach, żeby nie tracić czasu i energii.

Wybory większościowe powodują, że strategom kampanijnym opłaca się skupić tylko na tak zwanych „swing states”. Są to okręgi, w których może dojść do zmiany na pozycji lidera. W 2012 roku w Stanach Zjednoczonych na telewizyjne reklamy w 12 „niepewnych” stanach wydano ponad 700 milionów dolarów. Niemal połowa budżetu obu kandydatów na stanowisko prezydenta została przeznaczona na dotarcie do niewielkiej garstki wyborców.

Historycy badający biografię ojców założycieli Stanów Zjednoczonych są pewni, że głównym założeniem amerykańskiego systemu wyborczego było stworzenie czegoś innego niż w zepsutym i przeżartym partyjniactwem brytyjskim parlamencie. Problem polegał na tym, że nie znano wówczas innej metody podziału mandatów. Założono więc, że co prawda ordynacja będzie zbliżona, ale efekty zupełnie różne. Ludzie mieli po prostu wybierać światłych przedstawicieli elity, którzy nie będą się kłócić w sprawach zasadniczych i zapomną o walkach partyjnych. Brzmi znajomo?

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Postawią pomnik polskiemu włóczędze? (godz. 13:45)
~:  

Postawią pomnik polskiemu włóczędze? (godz. 13:43)
~siostrzeniec:  

Postawią pomnik polskiemu włóczędze? (godz. 13:42)
~:  to jego brat robert byl esessmanem ktory jako lotnik  zrzucal bo

Komornik znalazł fortunę (godz. 19:29)
~pichcyk: Trzeba tego njusa rozesłac polskim komornikom, bo oni albo wcale nie jeżd

Wyjść z bezdomności (godz. 08:51)
~aleksander: SKORO SYTUACJA DEZDOMNYCH JEST TAKA TRUDNA TO JEDYNYM SENSOWNYM 

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.