prl cooltura
       
Poniedziałek, 24.02.2020 Boguty, Bogusza, Macieja
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Człowiek orkiestra
Piotr Szewców
Człowiek orkiestra



ostatnia aktualizacja: 2015/04/12 06:00

Magister na zmywaku. Historyk w studiu radiowym. Weselny grajek do kotleta i ambasador polskiej kultury. Kierownik działu marketingu jednych z największych na Wyspach firm promowych. Szef kampanii wyborczej. Jeśli nie przebiegł jeszcze maratonu, na pewno planuje to zrobić w najbliższym dziesięcioleciu. Panie i Panowie – Piotr Szewców.

Panie Piotrze, co pan robi na Wyspach?
- Od prawie trzech lat jestem menadżerem do spraw marketingu w firmie zajmującej się przeprawami przez Kanał Angielski – MyFerryLink. Ale na kanale pracuję już 10 lat!

Od razu był pan menadżerem?
- Ależ skąd! Zaczynałem, jak na prawdziwego emigranta przystało, na zmywaku – i to wcale nie przysłowiowym. Przyjechałem na Wyspy w 2004 r. Chciałem podszkolić angielski, którego brakowało mi w pracy w Polsce, trochę zarobić. Wcale nie planowałem, że osiądę tu na stałe. Zatrzymałem się na taniej stancji i bardzo szybko, jeszcze w pierwszym tygodniu, znalazłem pracę stewarda na promie kursującym między Anglią a Francją. Chociaż praca stewarda kojarzy się z serwowaniem kolorowych drinków i zbieraniem sutych napiwków, rzeczywistość wcale nie jest taka różowa. Na początku, zwłaszcza przy kiepskiej znajomości języka, trafia się… do zmywania garów.

Na promach nie ma zmywarek?
- Są, wkłada się do nich talerze. A te najbardziej tłuste, wielkie gary, w których gotowało się jedzenie dla tysiąca pasażerów, myje się ręcznie. Pracowałem tak przez sześć miesięcy. To była prawdziwa szkoła życia. Kto nie pływał na promie, ten nie ma pojęcia o chorobie morskiej. Musiałem też przełknąć gorzką pigułkę społecznej degradacji – w Polsce skończyłem studia, historię na uniwersytecie w Olsztynie, a po studiach pracowałem jako dziennikarz w lokalnym radiu. Ale było warto. W tym czasie naprawdę nauczyłem się języka i pokazałem się pracodawcy z dobrej strony. Postanowił dać mi szansę i wysłał mnie na dodatkowe kursy. Ze zmywaka awansowałem do kantoru wymiany walut.

W pół roku nauczył się pan języka?
- Pewnie mam zdolności językowe – dobrze znam rosyjski i niemiecki, więc „wchłonięcie” kolejnego języka nie było już takie trudne. Poza tym – i to jest mój przepis na sukces w nauce języka – przez te pół roku właściwie nie miałem kontaktu z językiem polskim. Jeśli nie chciałem zwariować i zacząć gadać sam do siebie, nie miałem wyjścia – musiałem zacząć rozmawiać po angielsku! No a w kantorze znajomość języka była już niezbędna.

Długo zagrzał pan miejsce w tym kantorze?
- Niedługo. To była ciężka praca, chociaż nie musiałem już szorować tłustych garów. Z kantoru przeniosłem się do sklepu na promie, a stamtąd… do konkurencji. Żeby nie stać w miejscu, dla odmiany zająłem się kontrolą paszportową w porcie. Tam okazało się, że moja znajomość języków bardzo się przydaje w kontaktach z klientami, wśród których było mnóstwo Niemców. Coraz więcej na promach było też Polaków. Wielu z nich nie potrafiło porozumieć się z celnikami. Niejeden raz udało mi się uratować sytuację, występując jako tłumacz. Pomyślałem sobie, że Polacy stają się coraz ważniejszymi klientami firm promowych. A marketing firmy, w której pracowałem, był nastawiony głównie na Niemców, Belgów i Holendrów. Zacząłem wysyłać do dyrekcji e-maile z sugestiami zmian i usprawnień. I tak w 2007 r. trafiłem do działu marketingu. Jako ciekawostkę dodam, że tylko w ciągu dwóch lat, które spędziłem w Norfolkline, firma przeprawiła przez kanał 997 tysięcy Polaków. Szczycę się tym, że dzięki mnie firmy promowe zaczęły patrzeć na Polaków jak na prawdziwych klientów. Pomyślałem sobie też, że skoro tyle na nas zarabiają, mogliby też zacząć sponsorować polską kulturę na Wyspach.

I zaczęli?
- No pewnie, że zaczęli! Najpierw musiałem jednak znaleźć instytucję, która mogłaby być sponsorowana. Poszedłem do Polskiego Instytutu Kultury i powiedziałem, że chcę zacząć działać na rzecz promowania polskiej kultury na Wyspach. Przyjęli mnie z otwartymi rękami. Z Norfolkline/DFDS Seaways i z moim obecnym pracodawcą – bo od 2010 r. jestem szefem marketingu na Europę w MyFerryLink – zorganizowaliśmy już około 30 wydarzeń. Najciekawsze, z którego jestem najbardziej dumny, miało miejsce w 2010 r. W ramach obchodów 200-lecia urodzin Fryderyka Chopina do Dover zawitał polski Dar Młodzieży z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach na pokładzie. Na koncert przyszli prawie sami Anglicy, wielu przyjechało do Dover specjalnie z Londynu. Orkiestra dostała owacje na stojąco, a mnie rozpierała duma z bycia Polakiem.

Jakie jeszcze imprezy sponsorowały firmy promowe, w których pan pracował lub pracuje?
- Wielokrotnie sponsorowaliśmy przegląd polskich filmów w Londynie organizowany przez Polski Instytut Kultury. Jest to wyjątkowa impreza, promująca nie tylko nasze polskie osiągnięcia filmowe, ale również artystów niekoniecznie związanych z filmem, takich jak np. Krzysztof Penderecki. Brałem również udział w sponsorowaniu londyńskich premier filmowych, takich jak: „Bitwa Warszawska” Hoffmana, „Essential killing” Skolimowskiego, „Papusza” Krauzego, „Sponsoring” Szumowskiej czy filmu „Sztos”, już bez związku z PIK. W 2012 r. w Greenwich sponsorowaliśmy również Dni Kopernika – wyjątkową imprezę w centrum obserwacyjnym, przy udziale polskich naukowców, która cieszyła się dużą popularnością wśród angielskiej społeczności. Staram się również współpracować z polskimi mediami, którym pomagam w organizacji różnych polskich wydarzeń w Wielkiej Brytanii – przyjeżdżają polskie zespoły, między innymi Perfect, i kabarety, odbywają się koncerty i kabaretony. Dzieje się naprawdę dużo, a będzie się działo jeszcze więcej. Chociaż w mojej pracy najważniejsze jest oczywiście generowanie jak największych zysków dla firmy, okazjonalnie staram się również organizować wydarzenia specjalne, jak na przykład flash mob na promie – nagle dziesiątki ludzi zaczęły śpiewać i tańczyć! Udało mi się też przyciągnąć do Wielkiej Brytanii orkiestry dęte z Belgii i Francji na największy w kraju przegląd takich zespołów.

Skoro osiągnął pan już tak wiele, czy to nie czas spocząć na laurach?
- Ależ ja dopiero się rozkręcam! Na razie planuję skupić się na budowaniu sukcesu mojej firmy. Jej specyfiką jest to, że wszyscy członkowie załogi są jej współwłaścicielami. Dlatego dobry serwis, reklama i powodzenie MyFerryLink przekładają się na wymierne korzyści dla pracowników. W wolnych chwilach grywam w zespole na pianinie i prowadzę kampanię wyborczą mojego kolegi. Z racji pracy często jeżdżę do Polski. Wracać raczej nie planuję, chociaż zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Rozmawiała Magdalena Gignal

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:33)
~Valentino Emil:  Z obfitości serca usta mówią. Nazywam się Valentino Emil. M

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:10)
~caro:  Całkowicie zaufałem Dr Omoogunowi całkowicie od czasu, gdy rozmawi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:31)
~sheri: CHCĘ ZREALIZOWAĆ SWOJE ŚWIADECTWO nazywam się Sheri z USA

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:31)
~marry: Proszę, mój drogi przyjacielu, przepraszam za przeczytanie tego pos

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:30)
~fatima: DZIĘKI DUŻYM Dr.Sango za rozwiązanie MOICH PROBLEMÓW Z JEGO E-MAI

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.