prl cooltura
       
Poniedziałek, 16.09.2019 Jagienki, Kamili, Korneliusza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Adam Wendt w Jazz Cafe POSK
Adam Wendt w Jazz Cafe POSK

Tomasz Furmanek


ostatnia aktualizacja: 2015/02/25 06:00

Wspaniały koncert dla miłośników portugalskiego fado, muzyki hiszpańskiej i argentyńskiego tanga z jazzowym feelingiem i w gwiazdorskim wykonaniu!

Adam Wendt to jedna z legend polskiego jazzu, saksofonista i kompozytor, współzalożyciel i członek słynnej grupy Walk Away, z którą wraz z Urszulą Dudziak otwierał europejskie koncerty króla jazzu Milesa Davisa w 1990 r.! Laura Cubi Villena to sensacyjna wokalistka hiszpańska obdarzona niespotykaną barwą głosu i iście południowym temperamentem. Razem nagrali rewelacyjny album „Acoustic Travel”, którego repertuar podbijał serca słuchaczy najpierw w Polsce, a teraz w Europie!

Tomasz Furmanek: Jesteś wpółtwórcą sukcesów i repertuaru legendarnej grupy Walk Away od momentu powstania zespołu. Opowiedz o początkach grupy, o jej oryginalnym składzie oraz o tym, co twoim zdaniem zadecydowało o tak wielkiej popularności Walk Away?
Adam Wendt: Perkusista Krzysztof Zawadzki zbudował zespół, opierając się na studentach katowickiej Akademii Muzycznej z tzw. kuźni talentów, czyli z wydziału jazzu – jedynego w tym czasie w Polsce.

Tak więc na instrumentach klawiszowych grał Zbigniew Jakubek, czwarty rok studiów, na kontrabasie Jacek Niedziela, drugi rok, Bernard Maseli na wibrafonie i ja na saksofonie – obydwaj z pierwszego roku, a Krzysztof, który studiował perkusję, był już na trzecim roku. Podobno wybierał najlepszych i najbardziej obiecujących, ale ważna też była dla niego osobowość muzyków. Jedynymi członkami grupy, którzy dość często się zmieniali, byli basiści. Pierwszym był grający przepięknie na kontrabasie Jacek Niedziela. Zmienił go Zbigniew Wrombel, grający zarówno na kontrabasie, jak i na gitarze basowej. Potem kilka „szalonych” lat z Pawłem Mąciwodą-Jastrzębskim z Wieliczki na gitarze basowej. Po jakimś czasie Paweł zmienił orientację muzyczną i ostatecznie skończył w zespole Scorpions. Kolejnym basistą był Marek Błaszczyk z Wrocławia, następnie trwająca aż do dzisiaj współpraca z Tomkiem Grabowym. Tu nie mogę nic powiedzieć, żeby nie zapeszyć, ha,ha!

Jako bardzo młodzi muzycy byliśmy wielkimi idealistami, marzyliśmy o sukcesie, ale kompletnie nie myśląc o sukcesie finansowym. Kolejność wartości była następująca: nauczymy się grać, będziemy dobrzy w tym, co robimy, będziemy koncertować, poznawać muzykę i muzyków, kupimy sobie świetne instrumenty, staniemy się popularni i wszyscy będą chcieli nas słuchać. Nie rozmawiało się wówczas o planach finansowych typu „ile można z tego wyciągnąć”. Oczywiście graliśmy za pieniądze i każdy z nas o nie dbał, ale było to jakby mniej ważne niż sama muzyka i nigdy nie był to temat numer jeden. Być może w jakiejś części to było przyczyną sukcesu naszego zespołu. Na pierwszym miejscu była praca w zespole i to było absolutnym priorytetem. Zawsze byliśmy bliskimi kolegami, szanowaliśmy się, lubiliśmy się i tak jest do dzisiaj. Mieliśmy jeden kierunek i wspólny cel, byliśmy prawdziwym zespołem, to chyba było najważniejsze – i to z pewnością jest do dzisiaj najważniejsze w pracy zespołów muzycznych, które chcą odnieść sukces.

W 1990 r. Walk Away z udziałem Urszuli Dudziak otwierał europejskie koncerty Milesa Davisa. To wielki sukces. Jak do tego doszło? Czy poznałeś Milesa?
- Tak, to rzeczywiście było wydarzenie nie z tej ziemi! Spadło na nas jak grom z jasnego nieba i chyba trochę nas przerosło… Graliśmy już wtedy sporo koncertów z Ulą Dudziak. Występowaliśmy razem w ważnych klubach, na największych i najważniejszych festiwalach w Europie. Występowaliśmy na tych samych festiwalach bądź przed takimi gwiazdami i legendami jazzu, jak np. Stan Getz, Freddie Hubbard, Woody Shaw, Lee Ritenour i wielu, wielu innych.

Staliśmy się rozpoznawalni w europejskim jazzowym środowisku muzycznym. Chciałbym podkreślić, że nie jest to przesadzone – wszędzie nasze koncerty spotykały się z olbrzymim aplauzem, bisom nie było końca, a recenzje i opinie po koncertach były wyśmienite. Do tego jeszcze obecność Uli ze swoim oryginalnym wokalem i jazzowym dorobkiem, więc było to nieustające pasmo sukcesów, według mnie zasłużone, nie był to przypadek, raczej konsekwencja wytrwałości, włożonej pracy i chyba jakichś zdolności – podobno sama praca, nawet ciężka, w muzyce nie wystarcza?

Support przed Milesem Davisem to również potencjalny kontakt z ówcześnie panującym królem jazzu. Z tego, co pamiętam, mówiono o tym, że były nawet zespoły gotowe zapłacić, żeby supportować Milesa, ale nie my! Zagraliśmy za nasze normalne honorarium cztery koncerty przed Milesem Davisem i jego zespołem. Zawsze po naszym występie przed Milesem był olbrzymi aplauz, ale nie wolno nam było bisować. Mało tego, w trakcie naszego koncertu amerykański stage manager nawoływał nas do skracania programu przed z góry ustalonym czasem. Nagłośnienie też oczywiście było inne dla nas i inne dla zespołu Davisa.

Po ostatnim koncercie szokująca informacja – Miles Davis zgodził się zrobić wspólne zdjęcie! Jednak w bogato zaopatrzonej we wszystko, co mogliśmy sobie wtedy wyobrazić, garderobie po naszym występie trzeba było się zrelaksować. Tak się „zrelaksowaliśmy”, że Ula sama poszła na spotkanie z Milesem, a nasza odpowiedź na uprzejme przypomnienia o spotkaniu brzmiała: „Miles Davis może poczekać, ale Johny Walker nie…”. I tak to się skończyło. Miles oczywiście nie poczekał nawet ułamka sekundy, a Johny siedział u nas jeszcze długo. Jedyne, co z tego mieliśmy, to olbrzymiego kaca, również moralnego, potężny niesmak i współczucie dla własnej niebywałej głupoty! Tak właśnie wyglądał nasz epizod z królem jazzu Milesem Davisem.

Jak poznaliście się z Laurą Cubi Villena i jak doszło do waszej współpracy? Dlaczego Laura? Dlaczego z polskimi muzykami?
- To bardzo zabawna historia, którą zapamiętałem następująco: pierwszy raz widzieliśmy się jakieś 16 lat temu w klubie w Augustowie. Tam, przygotowując się do koncertu, byłem w doskonałym nastroju, z saksofonem w ręku podszedłem do równie wesołej grupy obcokrajowców – okazało się, że byli to Hiszpanie. No i się zaczęło… Ich śpiewanie i moje saksofonowe odpowiedzi, moje zawołania instrumentalne i ich odpowiedzi wokalne. Pamiętam, że wyróżniała się pewna hiszpańska dziewczyna, nie tylko urodą, ale przede wszystkim inicjatywą podczas tego dziwnego jam session. To właściwie wszystko, co zapamiętałem.

Dwa lata temu otrzymałem tajemniczego e-maila od człowieka szukającego opinii o polskiej firmie fonograficznej, dla której jego żona Laura miała nagrać płytę. Powoływali się na naszą znajomość sprzed około 16 lat! Stwierdziłem, że to bardzo oryginalny i ciekawy kontakt, a kiedy usłyszałem głos Laury i informację, że to ta dziewczyna, która była wtedy w klubie w Augustowie, i właśnie ta, która wtedy najbardziej się angażowała, to zwariowałem. Stwierdziłem po raz kolejny, że istnieją sytuacje nieprawdopodobne, że świat jest mały i że wszystko jest możliwe!

Byliśmy wtedy z zespołem Acoustic Set w trakcie nagrywania płyty i natychmiast zaproponowałem Laurze udział w tym przedsięwzięciu. Błyskawicznie napisała teksty do trzech moich kompozycji, no i zaczął się cały proces twórczy – nagrywanie, porównywanie, wybieranie najlepszych wersji, szukanie języka muzycznego, właściwej interpretacji oraz mnóstwa innych ważnych w procesie twórczym wartości.

Mówiąc najkrócej: jestem bardzo zadowolony z efektów naszej współpracy i wręcz zauroczony głosem Laury i jej interpretacjami, jej podejściem do muzyki.

Co zaprezentujecie w Londynie? Jak zachęciłbyś czytelników, aby spędzili sobotni wieczór 28 lutego w Jazz Cafe POSK z tobą, Laurą, twoimi muzykami i z waszą muzyką?
- Koncert w klubie jazzowym POSK-u w Londynie będzie zwieńczeniem naszej trasy koncertowej po Polsce. Program koncertu będzie więc już „ograny” i z pewnością zagrany perfekcyjnie. Wymagającej londyńskiej publiczności zaprezentujemy utwory z wydanej już płyty „Acoustic Travel”, którą będzie można kupić po koncercie. Będzie też sporo utworów premierowych, przygotowanych na następny album. Myślimy też o wykonaniu kilku standardów muzyki światowej, takich np. jak uwielbiane przez słuchaczy „Besame Mucho”. Każdy koncert tej formacji jest dla nas, a szczególnie dla mnie jako kompozytora większości utworów, wielkim wyzwaniem i sprawdzeniem, czy nasza muzyka okaże się na tyle atrakcyjna i interesująca, żeby zadowolić publiczność, która nam zaufała i przyszła na nasz koncert. Łatwiej jest występować ze znanym repertuarem – jak to ktoś kiedyś powiedział: „Ludzie lubią te piosenki, które znają”. My jednak chcielibyśmy dać słuchaczom, którzy zdecydują się przyjść na nasz koncert, coś, czego jeszcze nie znają – dajemy publiczności możliwość podjęcia wyzwania, żeby udać się w nieznane przestrzenie muzyczne, gdyż muzyka, którą zaprezentujemy, jest inna, nasza osobista, indywidualna i niepowtarzalna.

Zawsze jednak będę mógł powiedzieć, że publiczność londyńskiego klubu jazzowego w POSK-u była tą właśnie publicznością, która zaufała nam jako jedna z pierwszych i dała nam „kopa” do dalszych działań!

Adam Wendt Acoustic Set
ze specjalnym udziałem Laury Cubi Villena wystąpią w Jazz Café POSK w sobotę, 28 lutego, w ramach cyklu koncertów „Tomasz Furmanek zaprasza…”
Adam Wendt – saksofony, Laura Cubi Villena – śpiew, Paweł Zagańczyk – akordeon, Jarosław Stokowski – kontrabas
Drzwi otwarte: godz. 19.30
Rozpoczęcie koncertu: godz. 20.30
Bilety: £10 przy wejściu lub na
www.wegottickets.com
www.adam-wendt.pl
www.jazzcafeposk.org

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~Mlody:  adam wendt - wow!
odpowiedz
 ~Joanna: Kocham muzyke hiszpanska, flamenko, cala muzyke latynoamerykanska tez! bede na pewno :)
odpowiedz
 ~jazzfan:  Prosze Panstwa, to byl rewelacyjny koncert! Czapki z glow! Niech zaluja ci ktorzy nie przyszli!!
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:24)
~Milena Carlos:  Prawdziwy rzucający zaklęcia o nazwie DR ISIKOLO Byłem tak p

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 19:50)
~Chris:  Nazywam się Chris, jestem z Rzymu we Włoszech, chcę podzielić si

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:55)
~Ariana Dalen:  Mój ex i ja zerwaliśmy 1 rok i 2 miesiące temu i byłem w sz

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 09:17)
~Maya:  Uwaga:   Nazywam się Maya, jestem z Berlina,

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:10)
~Monika Šimun:  POWRÓT MÓJ były kochanek Wiele osób napis

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.