prl cooltura
       
Poniedziałek, 18.11.2019 Klaudyny, Romana, Tomasza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Matką być. W Londynie
Matką być. W Londynie

Karolina Zagrodna


ostatnia aktualizacja: 2014/12/07 06:00

Spora część kobiecego życia sprowadza się do absolutnie nieuzasadnionych zachcianek – aby coś mieć, wyglądać, osiągnąć. Być jak ktoś inny.

Najpierw chcemy więcej lalek Barbie, potem aby urósł nam biust, a później polujemy na najprzystojniejszego chłopaka w szkole, tylko po to, aby zaraz go porzucić.

Chcemy kariery, niezależności, płaskiego brzucha, mężczyzny, który odznaczy wszystkie „boxy“. Aż w końcu nadchodzi moment, w którym pragniemy czegoś, co na zawsze odmieni nasze życie – dziecka.

Dyskusje o macierzyństwie bywają skomplikowane i obnażające emocjonalnie na wielu płaszczyznach: czy pragniemy dziecka tylko dlatego, że mają je inni, czy myślimy o nim wyłącznie z powodu niemiłosiernie tykającego zegara biologicznego? Czy fizjologia w ogóle pozwala nam zajść w ciążę? Czy mamy z kim to dziecko mieć? A jeśli tak, czy obie strony w związku tego pragną? Czy jesteśmy w stanie wychować je same? A co z miejscem zamieszkania? Czy ono ma jakieś znaczenie? Ewidentnie, skoro niemal każda znajoma rówieśniczka mieszkająca w Polsce została już matką, podczas gdy te mieszkające w Londynie nadal są bezdzietne. Mam 31 lat i należę do tej drugiej grupy. Większość z nas pragnie mieć dzieci, ale boryka się z problemem braku odpowiedniego faceta. Lub też ten, z którym jesteśmy w jakiejś relacji, nie przepada za wrzeszczącymi i przez pierwsze lata życia osmarkanymi i ulewającymi stworzeniami. Co ciekawe, Londyn oprócz tysiąca innych pokus potrafi równie umiejętnie wabić sielanką rodzicielstwa. Mam tu na myśli np. tzw. yummy mummies, czyli londyńskie mamusie, z figurą do pozazdroszczenia, ze lśniącymi włosami i manicure dużo bardziej zadbanym niż swój własny mimo luksusu wolnego czasu, jaki ma dawać bezdzietność. Te, którym starcza czasu, aby całymi dniami przesiadywać w Starbucksie, uprawiać jogging z wózkiem i działać charytatywnie. Mam tu również na myśli hip-tatusiów, we wszelakim wieku, którzy mijają mnie w lokalnym parku na Highbury nie z puszką piwa, nie z rotweilerem ani nawet nie na rowerze, lecz ze zwisającym z idealnie umięśnionej klatki piersiowej bobasem. Na myśl przychodzi: „Też takiego chcę – mena i bobasa”. Warto jednak zastanowić się, czy do takich myśli skłania nas fizjologia, potrzeba rozmnażania się, czy też pragnienie posiadania czegoś, co mają inni. Nie znam jeszcze odpowiedzi. Może znałabym ją, gdybym to dziecko urodziła. Co sprowadza się do kolejnej kwestii – czy patrząc na małe „bobo” innych, zdajemy sobie sprawę z tego, ile poświęcenia wymaga bycie rodzicem? Czy wiemy, że ciężarne kobiety wyglądają „glowing” tylko przez pierwsze miesiące ciąży, a gdy urodzą, ich zaróżowiona baby face, paradoksalnie, zmienia się w buzię okupowaną opuchlizną pod oczami i brakiem czasu, aby nałożyć chociażby mascarę? Że ta londyńska gorąca mamuśka może czuć się samotna w domu, gdy mąż do późnych godzin pracuje na kolejne premie w City?

Niedawno stałam w kolejce do samolotu Ryanaira z Londynu do Wrocławia. Każdy, kto leciał tą lub inną trasą UK – Polska, doskonale wie, że taka kolejka może być największym „turn-off” dla tych, którzy rozważają rodzicielstwo – mało kto w tym towarzystwie jest w stanie ogarnąć swoje potomstwo. Zwróciłam uwagę na jedną kobietę. Na oko 35 lat, przemęczona, bez przerwy biegała za swoją rozwydrzoną córeczką, ta zaś całkowicie ignorowała matkę. W pewnym jednak momencie dziewczynka, czego można było się spodziewać, zmęczyła się, odpuściła, usadowiła się na kolanach matki i mocno ją przytuliła. I to właśnie ta scena bezwarunkowej miłości przyćmiła wszystkie inne. To trochę jak użeranie się z partnerem. Mamy go, ale bez przerwy działa nam na nerwy. Nie mamy – i czujemy brak. Tylko że tak samo jak desperackie szukanie „drugiej połówki”, usilne doszukiwanie się w sobie powołania do macierzyństwa może okazać się żmudne. Pojawi się znienacka (powołanie, nie dziecko), zupełnie jak miłość tak zwana romantyczna. Jedyna różnica, która nadaje niewątpliwej powagi rodzicelstwu w porównaniu ze związkiem partnerskim, to fakt, że już nigdy nie będziesz w stanie wymienić dziecka na takie, które będzie do ciebie bardziej dopasowane.

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Plaga XXI wieku (godz. 13:36)
~Jacek:  Dorota Maglo dostala dom od cansilu i podnajmuje ludziom pokoje, nie

Plaga XXI wieku (godz. 13:26)
~Jacek:  Dorota Maglo to osoba ktora wpedza ludzi w depresje

Branża motoryzacyjna niepewna przyszłości po Brexicie (godz. 11:57)
~aleksander: upadek przemyslu  motoryzacyjnego w UK

Wielka Brytania najpopularniejszym kierunkiem emigracji Polaków (godz. 11:16)
~aleksander: Koniec masowych wyjazdów Polakow doUK

Tani przewoźnicy zapowiadają wzrost liczby obsługiwanych pasażerów w Polsce (godz. 11:13)
~aleksander: Sytyacja linii lotniczych po wyjściu UK znacznie się skomplikuje

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.