prl cooltura
       
Niedziela, 20.10.2019 Ireny, Kleopatry, Witalisa
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Prezydent Europy
Prezydent Europy

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2014/09/19 06:00

Wybór Donalda Tuska na stanowisko przewodniczącego Rady Unii Europejskiej jest osobistym i politycznym sukcesem polskiego premiera. Dla Europy stojącej przed kluczowymi decyzjami i kierunkami rozwoju to wielka niewiadoma.

Z perspektywy Wielkiej Brytanii euforia, jaka zapanowała w Polsce po wyborze Donalda Tuska na nieformalnego „prezydenta” Unii Europejskiej, z jednej strony jest zabawna, a z drugiej w pełni zrozumiała. Narracja towarzysząca temu wydarzeniu pokazała, jak bardzo Polacy są głodni sukcesu na arenie międzynarodowej, jak bardzo liczą się dla nas kwestie symboliczne i jak mocno potrzebujemy ciągłego doceniania przez kraje starej Unii. Osobisty sukces polskiego premiera uznany został niemal powszechnie również za sukces całego kraju. Tak jak wcześniej złote medale polskich sportowców, wybór Karola Wojtyły na papieża czy przyznanie Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie.

Analogie z przeszłości, powszechny zachwyt, przepełnienie dumą – hołdy składane Donaldowi Tuskowi ocierają się o pretensjonalność i śmieszność. Mimo wszystko jednak gratulacje premierowi RP się należą, bo żaden polski polityk od bardzo wielu lat nie zajął równie ważnego – przynajmniej potencjalnie – stanowiska w równie newralgicznym momencie. W czasie kiedy europejski projekt przeżywa wyraźny polityczny kryzys, euroentuzjasta pochodzący z kraju „nowej Europy”, w którym poparcie dla idei integracji wciąż jest wysokie, może nadać zmęczonej Unii dynamizm i wiarę w sens Wspólnoty. Wyprowadzenie Unii Europejskiej z historycznego dryfu, w którym od lat się pogrąża, to zadanie niezwykle trudne. Czy Donald Tusk jest w stanie przywrócić Europejczykom europejskiego ducha, który od dawna zanika, i zaproponować nową europejską narrację? Wątpliwe, ale nie niewykonalne.

Polityczne dorastanie

Bez względu na sympatie polityczne, osobiste poglądy i idee należy przyznać, że Donald Tusk stał się najwybitniejszym polskim politykiem ostatniej dekady. A być może nawet ostatniego dwudziestolecia. Z człowieka, który nie traktował polityki poważnie i sam nie był traktowany serio, wybił się ponad przeciętność. Owszem, pomogły mu szczęście i historia – implozja SLD i AWS, wyczerpanie się podziału na postkomunistów i postsolidarnościowców, afera Rywina, która przemeblowała polską scenę polityczną, czy wreszcie szaleństwa braci Kaczyńskich – ale bez jego osobistych talentów polityczne i wyborcze sukcesy Platformy Obywatelskiej nie byłyby możliwe.

Tusk przerósł swoich politycznych oponentów i poprzedników o głowę. Ma czar Aleksandra Kwaśniewskiego, skuteczność i polityczną bezwzględność Leszka Millera, społeczny słuch Jacka Kuronia i sympatię mediów głównego nurtu oraz elit Tadeusza Mazowieckiego. Wszystko to pozwoliło mu na przerastanie ról, które odgrywał. Najpierw jako przewodniczący PO obejmując stery po bardziej doświadczonych politykach – Macieju Płażyńskim i Andrzeju Olechowskim. Potem jako szef rządu. W pierwszym przypadku zrywając z obłąkaną ideą IV RP, którą miał budować razem z Janem Marią Rokitą oraz braćmi Kaczyńskimi w ramach POPiS-u, poszedł na przekór społecznym i medialnym oczekiwaniom. W drugim, uciekając od obłędu neoliberalnego dryfu wszystkich poprzednich rządów, zachwiał paradygmat dominujący w polskiej polityce od 1989 r. To prawda, że były to wyzwania nieporównanie łatwiejsze niż przeprowadzenie bolesnych reform w czasach transformacji czy dostosowywanie do wymogów członkostwa w Unii, ale zarówno pogrzebanie idei IV RP, jak i zerwanie z ekonomiczną myślą Leszka Balcerowicza wymagały politycznej odwagi, zręczności i determinacji. To wszystko pozwoliło Donaldowi Tuskowi zostać „księciem pokoju”. Nawet wojnę z Jarosławem Kaczyńskim – podkręcaną przez obie strony i obu stronom przynoszącą korzyści – próbował piarowo zarządzać z wygodnej dla siebie pozycji obrońcy zdrowego rozsądku przed szaleńcem „mogącym podpalić Polskę”.

Sam premier zawsze miał „państwa i rządu minimum”. Głównym czynnikiem modernizacji miało być włączanie Polski w stabilny układ Unii Europejskiej i – szerzej – całego kapitalistycznego Zachodu, wzmocnione procesem mozolnego, ale stopniowego bogacenia się Polaków i wyłaniania się nowej klasy średniej czy mieszczaństwa. Tusk w tym procesie zaczął pełnić rolę gwaranta społecznego spokoju. Unikał zarówno nadmiernego przyspieszania, jak też hamowania zmian. Dopasowywał się do aktualnego stanu świadomości Polaków. To cechy, które mogą mu pomóc pełnić rolę prezydenta Europy na wzór poprzednika. Ale czy właśnie tego potrzebuje Unia? 

Wizjoner czy protokolant?

Tusk, tak jak wcześniej Herman van Rompuy, został mianowany przewodniczącym Rady Unii Europejskiej dzięki Angeli Merkel, która jest nieformalną, aczkolwiek faktyczną liderką Europy. I będzie postrzegany przez przywódców państw członkowskich jako protokolant jej decyzji czy – szerzej – decyzji liderów Północy, dopóki nie odciśnie swojego politycznego piętna na urzędzie. Paradoks polega bowiem na tym, że rację mają zarówno ci, którzy mówią o tym, że stanowisko „prezydenta” Europy jest niezwykle istotne i ważne, jak i ci, którzy przekonują, że to rola zupełnie bez znaczenia. Bo może być tak i tak. To wcale nie musi być „bardzo ważny urząd”. Czy będzie to urząd pozbawiony znaczenia, czy też urząd mający wagę, w dużej mierze zależy od temperamentu i zdolności osoby go sprawującej.

Herman van Rompuy wybrał rolę zakulisowego gracza, człowieka konsensusu – łagodził ostre stanowiska różnych członków UE, działał „polityką salonową”  w celu zbliżenia antagonistów, stosował soft power i zakulisowe rozmowy na wyższym i niższym szczeblu. Jeśli powszechnie uważa się, że Unia potrzebuje w pierwszej połowie XXI w. jakiegoś odpowiednika narracji, jaką w połowie XX w. stworzył Robert Schuman i która wystarczała do końca poprzedniego stulecia, ale się dziś wyczerpała, to van Rompuy takiej nie przedstawił. Był anonimowym graczem, który nie potrafił, nie chciał, a być może nie mógł owinąć Unii w zgrabne słówka, hasła i marzenia i sprzedać jej Europejczykom.

Kiedy były prezydent Francji apelował, że „Europa powinna szukać i wynaleźć swego George’a Washingtona”, będącego dziś symbolem scalenia „Unii Amerykańskiej”, której stany początkowo wcale nie paliły się do federacji, Angela Merkel, forsując kandydaturę van Rompuya, postawiła na dyplomatę zamiast wizjonera. Wszystko wskazuje na to, że Donald Tusk będzie kontynuował linię zapoczątkowaną przez swojego poprzednika. A do tego zerwie z jego zakulisowymi próbami przeciągnięcia Unii w stronę bardziej socjalną. Bo to na tym polu dzisiaj toczy się faktyczny spór w europejskiej wspólnocie.

Prezydent enigma

W najbliższych latach kluczowa gra w Unii będzie toczyć się między Radą Europejską, której Tusk ma przewodniczyć, a Parlamentem Europejskim z Martinem Schulzem na czele. W sensie symbolicznym zaś między Północą a Południem. Między polityką stymulacji a polityką zaciskania pasa. Stawką jest realny wpływ na agendę Komisji Europejskiej – czy o wspólnej polityce, wspólnym budżecie, wspólnych koordynatach makroekonomicznych, inwestycjach publicznych decydować będą w większym stopniu szefowie państw i rządów, czy też europosłowie. Jeśli zwycięży pierwsza opcja, forsowana przez Angelę Merkel, a także Davida Camerona, w Unii będzie więcej dyscypliny fiskalnej, a mniej redystrybucji. Niższe podatki będą miały prymat nad publicznymi inwestycjami, zaś eksport będzie ważniejszy niż stymulacja rynku wewnętrznego. Jeśli na politycznej szali przeważy waga Parlamentu, możemy spodziewać się Europy bardziej socjalnej i bardziej popytowych akcentów w polityce gospodarczej.

Tusk w tej rozgrywce ma być dla Merkel oraz Camerona narzędziem odzyskania inicjatywy po tym, jak przewodniczącym Komisji został Jean-Claude Juncker – chadek z silnym socjalnym i prospołecznym zacięciem. Razem z Schulzem mozolnie przesuwają Unię na lewo, co nie podoba się zarówno Davidowi Cameronowi, jak i Angeli Merkel. Wszystko wskazuje na to, że polski premier rolę przedmurza niemieckiej i brytyjskiej agendy przejmie z ochotą. Już podczas swojej pierwszej konferencji prasowej Donald Tusk mówił o wzroście i fiskalnej dyscyplinie jako filarach stabilnej, silnej Europy. Premierowi RP znacznie bliżej ideologicznie do Merkel niż do prezydenta Francji Hollande’a. Polityka oszczędnościowa, fiskalny rygor, orientacja eksportowa to zestaw recept na kryzys, które Donald Tusk również z chęcią by przepisywał kryzysowej Europie.

Nowatorskich pomysłów w tej kwestii nie ma. W końcu ekonomiczny sukces Polski w ostatnich latach, który tak imponuje wszystkim na Zachodzie, opierał się nie na ekonomicznej innowacji, ale na prostych czy wręcz prostackich filarach – taniej sile roboczej, niskich kosztach pracy oraz transferach finansowych z Unii. Wątpliwe więc, żeby premier Polski zaproponował zupełnie inną, nowatorską wizję Europy. Aby stał się Harrym Trumanem, wprowadzając w życie nową wersję planu Marshalla. Zwłaszcza że rola przewodniczącego Rady Europejskiej nie predysponuje do działań spektakularnych. Tusk jednak wielokrotnie już zaskakiwał politycznych przyjaciół i wrogów rewidowaniem własnych poglądów. Czy zaskoczy Europę, która spodziewa się stonowanego sekretarza międzyrządowych spotkań i dostarczyciela niemieckiej agendy? Wątpliwe, ale warto trzymać kciuki. Nie dlatego, że prestiżowe stanowisko otrzymuje Polak, ale dlatego, że Europa potrzebuje tego, czym była w zamierzeniach tworzących ją chadeków. Przeniesienia na kontynentalny wymiar założeń zarządzanej przez państwo formuły kapitalizmu – czyli państwa dobrobytu dla wszystkich Europejczyków.

 

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:45)
~Florence: Nazywam się Florencja z Londynu. Miałem poważne problemy z męże

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:44)
~Loveth: Nazywam się Loveth z Kanady. Po siedmiu latach kontaktu z nim rozwi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:41)
~Rose: DR.Sango jest najprostszym pisarzem i pomocnikiem. Nazywam się Rose James.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:40)
~Betty: Udane świadectwo Beth: „Jak szybko możesz odzyskać byłego partner

Manchester United w końcówce stracił zwycięstwo (godz. 11:21)
~bestdiscocam:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.