prl cooltura
       
Niedziela, 08.12.2019 Delfiny, Marii, Wirginiusza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Żandarm na emeryturę
Żandarm na emeryturę

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2014/08/26 06:00

Od początku XX w. Stany Zjednoczone odgrywają rolę przywódcy stojącego na straży światowego ładu i porządku. Jednak doświadczenia ostatnich lat pokazują, że Pax Americana przynosi więcej szkód niż korzyści.

Funkcję policjanta świata USA przyjęło niechętnie i dosyć późno. Przez połowę swego dotychczasowego istnienia kraj ten nie chciał mieć z resztą świata nic wspólnego. Nowe państwo, które powstało w wyniku rewolucji amerykańskiej, początkowo nie było traktowane i nie traktowało siebie jako podmiot, który może odgrywać istotną rolę w polityce światowej. Amerykańscy przywódcy nie mieli aspiracji, by Stany Zjednoczone wzięły udział w grze mocarstw europejskich, które decydowały pod koniec XVIII w. o globalnym porządku.

Ojcowie założyciele republiki uważali, że młode państwo powinno trzymać się z dala od spraw europejskich, unikając w ten sposób zaangażowania w obce interesy i konflikty. Twórcy państwowości amerykańskiej byli także przeświadczeni o wyższości amerykańskiego ustroju nad monarchiami europejskimi. W polityce amerykańskiej dominowała wola zachowania niezależności starego kontynentu. Wyraził ją już prezydent George Washington, jeden z architektów i budowniczych Federacji, w swoim słynnym przemówieniu pożegnalnym z 1796 r. Ten sposób myślenia będzie silnie wpływał na politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych w XIX w., kierując ich uwagę na inne kraje Ameryk oraz na obszary Pacyfiku.

Dopiero atak na Pearl Harbor obudził „śpiącego giganta”, jak obrazowo wyraził się japoński admirał Isoroku Yamamoto. W ciągu niespełna czterech lat udziału w II wojnie światowej Ameryka powołała pod broń 16 mln ludzi, wyprodukowała 300 tys. samolotów, 6,5 tys. okrętów i ponad 86 tys. czołgów. Dostawy sprzętu dla broniącego się Związku Sowieckiego, uczestnictwo Amerykanów w walkach na południowym froncie europejskim, a wreszcie w inwazji na kontynent w czerwcu 1944 r. przeważyły szalę zwycięstwa aliantów w Europie. Kataklizm II wojny światowej i pojawienie się na scenie nowego supermocarstwa – Związku Radzieckiego, którego decydujący udział w zwycięstwie nad Hitlerem dowiódł schyłku Europy, a ideologia uwodziła społeczeństwa Zachodu, grożąc klęską demokracji – sprawiły, że po 1945 r. USA zostały liderem Zachodu. A pod koniec stulecia globalnym szeryfem. Wiek XX stał się epoką Pax Americana. Z wszystkimi, często negatywnymi, konsekwencjami tego stanu rzeczy.

Żandarm w Bagdadzie

Ameryka często zachowuje się jak Ludovic Cruchot grany przez genialnego francuskiego komika Louisa de Funèsa w bijącej rekordy popularności serii filmów o małomiasteczkowym żandarmie. Nerwowa nadekspresja i kreowanie chaosu na ekranie w kinie są śmieszne, w globalnej polityce jednak przerażające i – co ważniejsze – mało skuteczne. Po względnych sukcesach polityki „containment” – doktryny powstrzymywania komunizmu – oraz „rollback”, odwracania biegu wydarzeń i odbierania komunistom ich zdobyczy, a także po upadku ZSRR przyszedł czas na neokonów i ich mesjanistyczną walkę z „osią zła”.

Polityka żelaznej pięści zacisnęła się na świecie arabskim i mimo kompromitacji, niekompetencji, kłamstw oraz utraty moralnego autorytetu USA w oczach reszty świata – wciąż nie popuszcza. Zaledwie dwa lata po wycofaniu amerykańskich żołnierzy z Iraku wojska USA znowu wybierają się do Bagdadu. Tym samym Barack Obama jest czwartym z rzędu prezydentem Stanów Zjednoczonych, który wysyła amerykańską armię z interwencją w ten niespokojny region. Pojednawcze gesty wobec islamu, nacisk na dyplomację i dialog, współpracę z sojusznikami i ONZ dominujące w polityce Obamy na początku pierwszej kadencji ustępują miejsca działaniom militarystycznym, które umacniają amerykańską hegemonię. Już drugi tydzień trwa bombardowanie tzw. Państwa Islamskiego (IS) – samozwańczego kalifatu utworzonego przez salaficką organizację terrorystyczną na terenie Iraku i Syrii. Sekciarscy fundamentaliści dokonują krwawych czystek etnicznych na północy kraju.

Brytyjskie media i politycy coraz głośniej domagają się, aby Zjednoczone Królestwo przystąpiło do akcji militarnej. Francja ogłosiła, że będzie wysyłać broń dla irackich Kurdów. Co najmniej 800 amerykańskich żołnierzy już jest w Bagdadzie. Pułkownik Tim Collins, który w 2003 r. zasłynął wypowiedzią o tym, że wojska brytyjskie okupują Irak, żeby go wyzwolić, w zeszłym tygodniu bez żadnego śladu ironii wezwał do nowej inwazji. Przerażające obrazy masakrowanych cywilów działają na wyobraźnię i powodują, że tym razem interwencja wojskowa mająca na celu powstrzymanie tej rzezi wydaje się uzasadniona. Cierpienia dziesiątek tysięcy jasydów – w większości Kurdów mieszkający w wioskach w północnym Iraku i wokół Lalish – wzbudzają powszechne, globalne oburzenie. Ofiary sekciarskiego szaleństwa potrzebują pilnej pomocy humanitarnej i bezpiecznego schronienia, ale pomysł, żeby za nową interwencję w imię szczytnej idei humanitaryzmu brały się państwa, które wcześniej zniszczyły i zdestabilizowały Irak, jest co najmniej dyskusyjny.

Żandarm się żeni. Z ropą

Gdyby celem było tylko zapewnienie ochrony z powietrza ewakuującym się jasydom, militarna interwencja Zachodu nie byłaby konieczna. Wsparcia mogą udzielić regionalne potęgi, co zresztą ma miejsce już teraz. Najwięcej na polu ochrony jasydów dokonała dotychczas kurdyjska PKK (Partia Pracujących Kurdystanu – socjalistyczna organizacja niepodległościowa) i jej zbrojne ramię Ludowe Siły Obrony (HPG). Partia, która – nawiasem mówiąc – uważana jest przez USA, Unię Europejską i Turcję za organizację terrorystyczną. Jednak Zachodowi nie chodzi „tylko” o ochronę bestialsko mordowanych jasydów i chrześcijan.

To jedynie problem poboczny. Prawdziwa obawa dotyczy coraz bardziej autonomicznego irackiego Kurdystanu – kluczowego partnera USA i Izraela, w którym znajdują się złoża ropy naftowej i gdzie operują najwięksi amerykańscy giganci: ExxonMobile i Chevron. A wraz z nimi amerykańskie firmy podwykonawcze i tysiące amerykańskich pracowników, o czym można przeczytać w tekście Steve’a Colla „Oil and Erbil”, zamieszczonym w zeszłym tygodniu w „New Yorkerze”. Drugą, niemniej istotną kwestią jest powstrzymanie utworzenia i rozszerzania „Państwa Islamskiego”, co jest ponurą ironią, biorąc pod uwagę fakt, że IS przybyło do Iraku wraz z amerykańskimi i brytyjskimi czołgami. Idea, aby kraje, które pośrednio bądź bezpośrednio są odpowiedzialne za pół miliona śmierci, 4 miliony uchodźców i masowe tortury, brały dziś na siebie „odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa Irakijczykom” ociera się o ostrą satyrę. W końcu sekciarski tygiel, który spowodował bunt sunnitów i powstanie IS, został zbudowany na strukturach politycznych ustanowionych przez George’a Busha, a do tego jest jedynie bardziej agresywną wersją ideologii, na której opiera się reżim Arabii Saudyjskiej – popieranej przez Zachód i uważanej za sojusznika.

Militarna interwencja USA i Wielkiej Brytanii paradoksalnie może doprowadzić do konsolidacji pozycji IS na zachodzie Iraku i wschodzie Syrii, a także zwiększyć wiarygodność tego samozwańczego państwa. Wzrośnie także ryzyko ataków terrorystycznych w Ameryce i na terenie Zjednoczonego Królestwa. W rzeczywistości gdyby Zachodowi rzeczywiście zależało na usunięciu zagrożenia ze strony IS, naciskałby na porozumienie potęg w regionie, włączając w to Turcję oraz Iran, co pozwoliłoby wyjść z egzystencjalnego kryzysu Irakowi. Humanitarne bombardowania, bez autoryzacji ONZ oraz bez porozumienia z największymi graczami w regionie, to powtórka z nieodległej historii – narzędzie polityki siły i dominacji, a nie solidarności. Rozwiązanie problemów wywołanych przez interwencję z 2003 r. kolejną interwencją jest szaleństwem. Ameryka – samozwańczy żandarm spokoju światowego – znów wchodzi na ścieżkę imperialnej arogancji z czasów Busha. Nie budzi to zaufania i jest szkodliwe. Być może czas, aby amerykański policjant udał się na wcześniejszą emeryturę.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 19:35)
~Maria Alexuta:  Prawdziwy czarodziej Dr Isikolo, który czyni cuda dla ludzi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:42)
~Hailey Mateo:  Budzę się codziennie z uśmiechem na twarzy i śpiewam pochwały te

Rozwody w Kościele (godz. 11:32)
~Barbar: A po rozwodzie,odpoczynek zapewniony przez [url]http://joanna.holiday[/url]

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:23)
~Rosalie Dorijan:  To jest świadectwo, które chcę, aby wszyscy je zobaczyli. je

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:22)
~Sofia Alen:  Mój chłopak zostawił mnie dla innej dziewczyny. Desperacko p

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.