prl cooltura
       
Piątek, 10.04.2020 Borysławy, makarego, Michała
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
„Czerwony Ed” kontratakuje
„Czerwony Ed” kontratakuje

RADOSŁAW ZAPAŁOWSKI


ostatnia aktualizacja: 2014/02/11 06:00

Kampania wyborcza w Wielkiej Brytanii toczyła się zgodnie z przewidywaniami. Dwie główne partie przez długi czas obstawiały polityczne pole znaczonymi kartami. Ale Ed Miliband postanowił zaryzykować i zagrał va banque. Czy zgarnie całą polityczną pulę?

Strategia rządzącej Wielką Brytanią Partii Konserwatywnej przygotowana przez kampanijnego guru Lyntona Crosby’ego była prosta. Skupienie uwagi wyborców na ekonomicznym ożywieniu, reformach polityki społecznej i emigracji oraz przedstawianie lidera Partii Pracy w jak najgorszym świetle. Wyborcze szyki popsuła nieco torysom odnosząca sondażowe sukcesy UKiP, zmuszając rządzących do drastycznego i niebezpiecznego skrętu na prawo. Dziś jednak w sztabie konserwatystów panuje przekonanie, że nie ma większego sensu ścigać się na populistyczny radykalizm z Nigelem Farage’em. Ta typowa partia protestu nieposiadająca żadnego politycznego programu, kadr ani idei jest dla wielu wyborców szansą na wykrzyczenie swojego niezadowolenia i symboliczne ukaranie polityków przemierzających korytarze Westminsteru. Według publicysty „Observera” Andrew Rawnsleya kierownictwo Partii Konserwatywnej pogodziło się już z porażką w wyborach do Europarlamentu i przygotowuje medialną narrację na wypadek zajęcia trzeciego miejsca w majowym wyścigu do Brukseli.

David Cameron zdaje sobie sprawę, że faktyczna i mająca dużo większe znaczenie batalia o 10 Downing Street rozegra się między „niebieskimi” i „czerwonymi”. Między nim i Edem Milibandem. Problemem dla torysów było jednak to, że jak dotychczas próby wykreowania narracji konfrontacyjnej przeciwko Labour kończyły się niepowodzeniem.

Konserwatywni spin doktorzy próbowali najpierw z hasłem „czerwony Ed”, ale nie przystawało to do faktów. Potem mówiono o tym, że „Labour postawiła na nie tego brata, co trzeba”, ale nie uzyskano żadnego społecznego odzewu. Podobnie jak przekonywanie o tym, że Ed Miliband to polityczny „syn Browna” oraz przedstawiciel „inteligenckiej klasy średniej” – czyli myślowy snob oderwany od rzeczywistości i zwykłych ludzi. Ataki nie robiły Partii Pracy żadnej szkody, bo Labour prowadziła jak dotąd ostrożną i spokojną kampanię. Dopasowując się raczej do społecznej debaty napędzanej przez torysów, niż kreując własną polityczną opowieść. Tak było w kwestii reform polityki społecznej, gospodarczego ożywienia czy emigracji. Pasywna taktyka pozwalała Labour na sondażowe kapitalizowanie społecznego niezadowolenia z polityki rządu. Miało to jednak swoją cenę. Partia Pracy jawiła się jako nieco łagodniejsza wersja torysów. Konserwatyści „light”, którzy będą robili w gruncie rzeczy to samo co ich polityczni oponenci, tylko nieco lepiej.

Wśród brytyjskiej lewicy dominowało przekonanie, że torysi wygrali na Wyspach wojnę kulturową. Nadają ton i kształt dyskusji o społeczeństwie, emigracji, zasiłkach, bezrobotnych i gospodarce. Powszechna ideologia – czy też, jak ten stan nazywa prof. Bauman, mieszczańskie imaginarie – na Wyspach ma kolor niebieski. Jak sztandary torysów. Cała idea wyjścia z kryzysu zarówno dla Osborne’a, jak i Eda Ballsa, szykowanego w Labour na kanclerza przyszłego rządu, opiera się na cięciach, elastycznym rynku pracy, niskich zarobkach i ograniczeniu zasiłków. A ostatnio także na ograniczaniu praw imigrantów. Ed Miliband w telewizyjnych wystąpieniach mówił co prawda nowym, bardziej lewicowym językiem, ale partia została w roku 1997. Blairyzm, czyli neoliberalizm pod socjalistycznym przykryciem, trzymał się mocno. Partia Pracy, podobnie jak lewica na całym świecie, ugrzęzła bowiem w myślowym paradygmacie narzuconym przez liberałów. Uwierzyła w bezalternatywność dominującego modelu ekonomicznego, proponując jedynie drobne korekty. Taka polityka na dłuższą metę ma jednak swoje ograniczenia. Bo jaki jest sens głosowania na Labour, skoro proponuje rozwiązania takie same jak torysi? Zwłaszcza że globalny kryzys obnażył słabości dominującego ekonomicznego paradygmatu. Ed Miliband ryzykownie podjął rękawicę. Już podczas partyjnej konferencji w Brighton we wrześniu zeszłego roku można było odczuć zmianę politycznego tonu. Padło wówczas stwierdzenie o „wadliwym systemie”, który wymaga radykalnej naprawy. Jednak dopiero w styczniu zaczęła się prawdziwa lewicowa ofensywa.

Lider opozycji wytyczył programowe ramy. Od naprawy systemu bankowego i redukcji bankierskich bonusów, przez reformy rynku pracy, podwyższenie płacy minimalnej, na edukacji, polityce mieszkaniowej, infrastrukturze i opiece zdrowotnej kończąc.
Miliband zatoczył polityczne koło. Kryzys, który spowodowany był przez banki i instytucje finansowe, nie doprowadził do spodziewanych reform. Finansowa wolna amerykanka wciąż trwa w najlepsze, generując olbrzymie zyski dla niewielu i niszcząc dochody i jakość życia tych na dole. Ale nie chodzi tylko o poczucie niesprawiedliwości spowodowanetym, że w Wielkiej Brytanii jest więcej bankierów zarabiających ponad 800 tys. funtów rocznie niż w reszcie krajów Unii Europejskiej razem wziętych, ani o to, że Barclays płaci ponad milion funtów rocznie większej liczbie pracowników niż cały sektor finansowy w Japonii, ani nawet o to, że 100 top menadżerów na Wyspach w dwa dni zarabia tyle co statystyczny mieszkaniec Wielkiej Brytanii w rok. Problem polega na tym, że te olbrzymie wynagrodzenia promują i nagradzają bankowych szaleńców nastawionych na ryzykowne i krótkoterminowe operacje napędzające turbokapitalizm. Drapieżny, nastawiony na szybkie zyski świat finansjery dewastuje inne sektory, tworząc system, który zamienił sporą część gospodarki w salon zakładów i który niemal załamał się w roku 2008, niszcząc miliony miejsc pracy i czyniąc spustoszenie w domowych budżetach. Jego zwycięzcami są najwyżsi dyrektorzy i maklerzy z Wall Street i City, menadżerowie private equity i magnaci funduszy hedgingowych; przegranymi jest większość z nas.

System ten jest w dużej mierze odpowiedzialny za największe nagromadzenie narodowego dochodu i bogactwa na samym szczycie społeczeństwa od czasu „wieku pozłacanego” przed stu laty. Wieku, który – jak twierdzi Robert B. Reich, profesor na wydziale polityki społecznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley – był zarazem ostatnim okresem, kiedy Ameryka była tak blisko stania się plutokracją – systemem rządów bogatych, przez bogatych i dla bogatych. „Była to epoka, w której słudzy najbogatszych wykładali worki pieniędzy na biurka uległych prawodawców, senatorzy przybierali przydomki od wielkich korporacji, których interesom służyli, a rekiny finansów decydowały o tym, jak ma funkcjonować amerykańska gospodarka”. Z tym walczył Roosevelt, słusznie mniemając, że potencjał wielkiego bogactwa w rękach stosunkowo niewielu podkopuje demokratyczne instytucje. Z tym samym dziś próbuje walczyć lider Partii Pracy.

Miliband proponuje powrót do „kapitalizmu odpowiedzialnego”. Paradoksalnie z czasów Teddy’ego Roosevelta – republikańskiego prezydenta, którego jest wielkim politycznym fanem. To Roosevelt wziął w karby XX-wiecznych aroganckich bogaczy, których uważał za „złoczyńców o wielkim majątku”, i zwalczał monopole oraz korporacyjne zmowy, które były wynikiem deformacji kapitalizmu. Deformacji, która niszczy również współczesność. Paradoks polega jednak na tym, że dziś narracja inspirowana postawą konserwatywnego prezydenta Stanów Zjednoczonych odbierana jest jako lewicowy radykalizm i świadczy o intelektualnym spustoszeniu dokonanym przez thatcheryzm.

Decydując się na walkę z kasynowym kapitalizmem, lider Labour ryzykuje, ułatwiając tym samym politycznym oponentom przyklejenie mu łatki „lewackiego radykała”. Nie ma jednak wyjścia. Gospodarcze ożywienie to potężna wyborcza broń w rękach rządzących Wielką Brytanią torysów. Do tego jeszcze Miliband nie posiada medialnych talentów i nie jest najlepszym mówcą, przez co trudno mu sprzedać partyjne pomysły i idee. Jednak hasło „radykalnej reformy kapitalizmu” może sprzedać się samo.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 13:35)
~Kenneth:  Nazywam się Ken Strickland. Moja rada skierowana jest do każdego, k

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 20:48)
enowysacz: Dobra wiadomość

Za większą aktywność fizyczną zniżki przy zakupach (godz. 20:48)
enowysacz: Dobry pomysł. Opcja tylko na zdrowe produkty.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:48)
~Barbara Damjan:  Wracając z byłym kochankiem, natychmiast z zaklęciem miłosnym, to

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:38)
~Barbara Damjan:  Wracając z byłym kochankiem, natychmiast z zaklęciem miłosnym, to

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.