prl cooltura
       
Niedziela, 29.03.2020 Marka, Wiktoryny, Zenona
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Robin Hood: Dziurawe rajtuzy
Robin Hood: Dziurawe rajtuzy

Jarek Sępek


ostatnia aktualizacja: 2008/09/05 09:56

W miejscu, gdzie grasował najsłynniejszy łucznik w kapturze, rośnie teraz zboże i marchewka. Po legendarnym lesie Sherwood zostały tylko strzępy, dlatego serial o przygodach Robin Hooda, tak popularny w Polsce, kręcono w parku, w zupełnie innej części kraju.

Choć dziś legenda żyje na całym świecie, w miejscu swego powstania ma się kiepsko.

Ten, kto wierzy w średniowiecznego, wyjętego spod prawa bohatera, który łupił bogatych, by wspomagać biednych, kto oglądał brytyjski serial z długowłosym Michaelem Praedem w roli głównej, i do tego bawił się klockami lego z serii Robin Hood, nie powinien jechać w okolice Sherwood. Tutaj legenda umiera, raniona plastikową strzałą.

Wjeżdżając do Nottingham, 130 mil na północ od Londynu, gdzie urzędował pamiętny szeryf, główny wróg naszego bohatera, chcieliśmy dotrzeć do miejsca, gdzie rozpoczęła się historia przypominana przez filmy, seriale i gry komputerowe. Wiedzieliśmy, że Robin mógł nawet nie istnieć, być jedynie fantazją. Nie przeszkadzało nam to. Zdawaliśmy sobie sprawę, że pierwsze pisane wzmianki o nim ujrzały światło dzienne dopiero w 1450 r., kiedy był już legendą. Nie szkodziło nawet, że na początku nie było w nich braciszka Tucka ani dziewczyny, a jak już się pojawiła, to z męsko brzmiącym imieniem Marian. Nie przerażało nas, że w pierwszych opowieściach Robin był dosyć okrutny i wcale nie rozdawał niczego biednym. Wiedzieliśmy, że dopiero z biegiem czasu legenda rosła, Hood stawał się szlachcicem, sprzymierzeńcem króla Ryszarda Lwie Serce. Dopiero w opowieściach z XVII wieku zaczął rabować bogatych, by dawać biednym. To wszystko było dla nas w porządku. Nie załamaliśmy się nawet, gdy okazało się, że Nazir, którym chcieliśmy być w dzieciństwie (Saracen z dwoma szablami noszonymi na plecach), to wymysł jedynie scenarzystów serialu. Nie przeszkadzało nam wreszcie, że parodiuje się Robina, przedstawiając w rajtuzach. To ciągle był nasz bohater. Aż przyjechaliśmy tutaj…

 

Atrakcja turystyczna numer 1

W samym centrum miasta Nottingham, w pobliżu miejsca gdzie stał zamek, nomen omen przy Maid Marian Way, znajduje wystawa „The tales of Robin Hood”. Na zewnątrz gromadziły się dzieci w wieku szkolnym. Obok nich, w stroju Robina, do zdjęć pozował podstarzały „macho”. Był nieźle skacowany i jak się później okazało – został naszym przewodnikiem.

Płacąc prawie po 9 funtów za wstęp spodziewaliśmy się dużo. Wystarczy powiedzieć, że „atrakcja” reklamowała się jako multimedialna, wykorzystująca najnowsze zdobycze techniki.

Weszliśmy do środka. Pierwsza sala, dekoracje z plastiku i płyty pilśniowej, nieco przybrudzone. Wreszcie skacowany „Robin” wprowadził nas do kolejnego, ciemnego pomieszczenia, gdzie ukazały się figurki-szkaradki, które coś mówiły. Były jakby z koszmarnego snu kukiełkowego potworka. Popatrzyłem na dzieci, które weszły z nami. Wtuliły się w nogi swoich rodziców. Figurki coś mówiły, płynęły przytłumione dźwięki z taśmy, ludzie się rozglądali, nie wiedząc, o co chodzi. Otworzyły się kolejne drzwi, pomieszczenie miało być lochem i tak też pachniało. Wreszcie dotarliśmy do inscenizacji lasu Sherwood. Wsiedliśmy do dwuosobowej gondoli, która wiozła nas przez tę ciemną szopkę. Dźwięk był niezsynchronizowany, pod nami kable i kontakty, brudno i plastikowo. Figurka osiołka miała obłamane ucho, z którego wystawały strzępy tektury.

I jakby tego było mało, „Robin” zafundował po tym wszystkim pogadankę w sali, która służyła też jako restauracja. Stwierdził, że wciąż jesteśmy w stanie wojny z Walią, bo nie podpisano z nią żadnego formalnego pokoju od średniowiecza. – Można do nich strzelać z łuku – zażartował, ale nikt się nie zaśmiał. A potem już tylko kopał Robin Hooda, nie wiadomo po co. A to, że banita nie miał miecza, bo to niepraktyczne, że nie chodził w zielonym stroju tylko pomarańczowym, że nie było Marian, że nie był z Locksley, że nie przepołowił na zawodach strzały, bo to niemożliwe. Na koniec przewodnik próbował błysnąć opowieściami o średniowiecznym łamaniu kości, męcząc dziewczynkę z publiczności pytaniami typu – „czy wiesz, co to jest gangrena?”

Ludzie wyszli zdruzgotani. Schodami, do sklepu z pamiątkami. A tu wszystko, czego używał Robin Hood: breloczki, zabawki, koszulki oraz fotosy z „Conana”, „Xeny”, „Gladiatora” i „Bravehearta”.

 

Gumowe przylepki

To nas wybiło z rytmu, ale nie chcieliśmy się poddać. Przecież to tylko miasto. Z pewnością inaczej obeszli się z legendą Robina w jego ukochanym lesie Sherwood. Dawniej miał on 40 tys. hektarów, zajmując znaczną część hrabstwa Nottingham. Został ustanowiony lasem królewskim przez Wilhelma Zdobywcę. Prowadziła przez niego tylko jedna droga, nie był więc bezpiecznym miejscem dla podróżnych. Kręcili się tu strażnicy leśni wymuszający łapówki, do tego dzikie zwierzęta i bandyci. Według podań był też zamieszkany przez duchy i zjawy.

Tylko, że dziś las wygląda inaczej. Jechaliśmy do Sherwood przez teren pagórkowaty, z polami i kopalniami, gdzieniegdzie tylko rosły drzewa. Największa z zachowanych części ogromnego leśnego kompleksu ma zaledwie 180 hektarów. W okolicach wioski Edwinstowe jest jeszcze kawałek lasu z Wielkim Dębem, miejscem, gdzie miał się spotykać Robin z przyjaciółmi. Drzewo wygląda okazale, ma 800 lat, czyli dokładnie tyle, ile legenda o Robin Hoodzie. Było więc małą sadzonką, kiedy kręcili się tu banici. Ale to jest szczegół, to nam nie przeszkadza. Gorsze jest to, co dzieje się teraz pod drzewem. Przedstawienia odgrywa amatorski teatrzyk „Companions of the longbow”. To grupa entuzjastów, którzy mają stroje, łuki i miecze, ale nie mają ani pomysłu, ani polotu. Przedstawienie się dłużyło, wiało brakiem profesjonalizmu. Przerywały mikrofony, aktorzy nie wiedzieli, co mają robić, ich ruchy były przypadkowe i sztuczne. Widzowie niechcący na to patrzeć, dostrzegali mimochodem reklamy dorocznego festiwalu robinhoodowskiego, który odbędzie się tu pod koniec lipca. Znudzone dzieci biegały wokoło, strzelały z łuków z pobliskiego sklepu z pamiątkami, szukając potem z płaczem swoich strzał zakończonych gumowymi przylepkami.

 

Kompleks

Może właśnie dlatego, że legenda została tak potraktowana, postanowiły przejąć ją inne, okoliczne hrabstwa. Do tego stopnia, że w Yorkshire dawne lotnisko RAF-u, które teraz stało się pasażerskim, ochrzczono imieniem Robin Hooda. Wstęgę przecinał sam książę Yorku. Ale tu też tradycja stoi na głowie. Dziś „tanie linie” łupią biednych podróżnych, dokładając opłaty za każdy kilogram bagażu. Kiedy wchodziliśmy na terminal, trwało przepakowywanie, turyści zostawiali ciuchy, by tylko oszczędzić.

Wszędzie widać też pewien kompleks. Tam gdzie byliśmy – czy to w restauracji, sali kinowej czy szopce w Nottingham, pojawiają się plakaty z hollywoodzkich filmów o Robin Hoodzie. Oglądamy Errola Flynna z lat 30., Kevina Costnera, „Facetów w rajtuzach”, kreskówki Disneya, ewentualnie brytyjski serial „Robin z Sherwood”. I choć nie wierzę, że to mówię, wolę tak przetrawionego Hooda niż jego niestrawną, dzisiejszą wersję z okolic Sherwood.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:30)
~Marta Leon:  ŁAŁ!! To jest najwspanialsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczy

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 22:00)
~Doretta: O MÓJ BOŻE!!! To z pewnością szokujące i prawdziwe świadectwo

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 09:32)
~Emil: Dobra wiadomość

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:41)
~Jana Alois:  Nie chciałem rozwodu, ponieważ bardzo kocham mojego męża i nie ch

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 05:03)
~JEFF: Moja rodzina jest bardzo szczęśliwa, że ​​jesteśmy teraz razem

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.