prl cooltura
       
Środa, 17.07.2019 Aleksego, Bogdana, Martyny
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Udawało mi się wygrać
Udawało mi się wygrać



ostatnia aktualizacja: 2013/10/27 06:00

W listopadzie w Londynie odbędzie się prapremiera sztuki MARCINA SZCZYGIELSKIEGO, „Kochanie na kredyt”. Z autorem sztuki rozmawia Piotrek Dobroniak.

Zanim przejdziemy do „Kochania na kredyt” chciałbym się zapytać o pana wcześniejszą twórczość. Przez kilka lat był pan dyrektorem artystycznym w Playboyu, jest pan uznanym grafikiem, projektował pan między innymi makietę graficzną Gali, ma Pan na koncie wiele projektów, że tak się wyrażę, wizualnych. Co spowodowało, że zaczął pan również pisać?
- Ja rzeczywiście grafiką się zajmowałem. Mój pierwszy zawód to rzeczywiście jest dziedzina grafiki użytkowej przede wszystkim. Początkowo wydawało mi się to czymś, co będzie moim przeznaczeniem. Przekonałem się dosyć szybko, że w dzisiejszych czasach nie jest to dziedzina, która może dać pełne spełnienie i zadowolenie. Pomimo tego, że udawało mi się rzeczywiście – powiedzmy w cudzysłowiu – robić karierę, jako grafik. To ona nie była w pewnym momencie dla mnie satysfakcjonująca, a poza tym poczułem się tym trochę zmęczony, że projektując „layout”, czyli układ graficzny pisma, nie jest to tak istotne jak dajmy na to „myjka”, która zaczęła być do tego pisma dołączana i była tym gratisem, który przyciągał czytelników, a nie zawartość pisma i jego wygląd. Dlatego uznałem, że ta dziedzina jest jakby już trochę nie dla mnie, zrobiłem co miałem zrobić i kiedy skończyłem trzydzieści lat zacząłem od nowa i zacząłem robić to, o czym marzyłem od zawsze czyli pisaniem.

Pierwszą pana powieścią był „PL-BOY czyli dziewięć i pół tygodnia z życia pewnej redakcji” – nie ukrywał pan nawet, że inspiracją do tej książki była praca w playboyu, potem jedną z kolejnych książek były „Nasturcje i ćwoki. Kryminał romantyczny”, to było wtedy, kiedy związany był pan z pismem „Gala”. Nie obawia się pan, że koledzy w każdej kolejnej pracy będą się obawiali, że „obsmaruje” ich pan w kolejnej książce?
- Ja nawet poniekąd zrobiłem to z rozmysłem, ponieważ uznałem, że jeżeli chce pisać, zajmować się pisaniem, to musze poświęcić się temu całkowicie i nie ma mowy o tym, żebym pracował gdziekolwiek indziej poza własnym gabinetem. Paląc za sobą most – oczywiście robiłem to z wielką przyjemnością i satysfakcją, ale paląc za sobą most, nie dawałem sobie szansy, żeby wrócić do tamtego życia i to było celowe. To była decyzja przemyślana od początku, od pierwszej książki.

A utrzymuje pan kontakt z tymi ludźmi, z którymi pracował pan w Playboyu i Gali, czy teraz nie poznają pana i przechodzą na drugą stronę ulicy?
- Paradoksalnie tak się jednak nie stało. My te kontakty utrzymujemy. Oczywiście celem ataków moich, oczywiście w cudzysłowiu, bo to były raczej takie dobrotliwe złośliwości, a nie szkalowanie i paszkwil, byli raczej szefowie nasi, którzy tak samo jak mi nie podobali się innym moim kolegom, a ich decyzje komentowane były zazwyczaj, jako idiotyczne po prostu. W związku z tym napisanie tych książek, musze powiedzieć, nawet przysporzyło mi wiele sympatii.

Pośród pana książek zwróciły moją szczególną uwagę: „Poczet Królowych Polskich”, powieść inspirowana (jak podają niektóre źródła) życiem Iny Benity, wspaniałej polskiej przedwojennej aktorki znanej między innymi z filmu „Sportowiec mimo woli”. Dochodzi do tego seria dla młodzieży zaczynająca się od książki pod tytułem „Omega”. Dodając do tego inne pana książki społeczno-obyczajowe, można odnieść wrażenie, że szuka pan swojego miejsca w literaturze. No i właśnie, szuka pan, czy po prostu nie chce się zamykać w jednym gatunku literackim?
- Ja raczej nie szukam swojego miejsca czy niszy tylko raczej nie pozwalam się zamknąć w jakiejkolwiek szufladzie. To jest niestety taka tendencja w Polsce i myślę, że na świecie też. Jest konieczność przystawienia komuś na czole stempla z napisem, że ten człowiek robi to, a tamten, co innego. Ja się tego potwornie bałem i zorientowałem się w pewnym momencie po napisaniu książki „Berek”, że zostałem jednoznacznie określony, jako autor literatury gejowskiej. Nie mam oczywiście nic przeciwko. Piszę takie książki, jednak nie mam zamiaru w swojej twórczości do takiej dziedziny jedynie się ograniczać. Dlatego po „Berku” zrobiłem sobie po pierwsze przerwę, a po drugie postanowiłem zrealizować swój plan, czyli zabrać się za książki dla młodzieży. Uważam, że ta literatura jest bardzo istotna, choć bagatelizowana. One mają bardzo istotną rolę i są nawet bardziej ważniejsze niż książki dla dorosłych.

Na podstawie pana książek było wystawianych kilka sztuk teatralnych. Pisze pan również samodzielne scenariusze, niebędące adaptacjami pańskich powieści. Londyńska publiczność miała okazję zobaczyć jeden z nich – „Single i Remiksy” w reżyserii Olafa Lubaszenko. Teraz zobaczymy kolejną sztukę – „Kochanie na kredyt”. Zdradzi pan naszym słuchaczom trochę fabuły?
- Fabuła jest mam nadzieję bardzo wciągająca, a jest na pewno bardzo aktualna, bo dotyczy tego jak może wyglądać życie osoby, która grzęźnie w bagnie kredytów, a ponieważ jest to komedia, to musi być w tym czarnym scenariuszu też trochę światła. Pojawia się postać kogoś, kto naszą bohaterkę, która w tych kredytach ugrzęzła, zbawi.

Czy kiedykolwiek wyobrażał pan sobie, że pańska sztuka zagości w Londynie?
- Nawet nie fantazjowałem, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby marzyć, bo to wydawało mi się absolutnie nieprawdopodobne. To w ogóle dotyczy pisania, bo kiedyś wydawało mi się, że napisanie czegoś pomimo, że takie próby czyniłem od najwcześniejszej młodości, nawet brałem udział w jakichś tam konkursach literackich. Czasem nawet udawało mi się wygrać, ale z tego nic nie wynikało. Perspektywa tego, że zobaczę swój własny wydrukowany tekst była w ogóle nieprawdopodobna. Później, kiedy była pierwsza sztuka którą napisałem, czyli „Berek. Upiór w moherze” – ja zostałem zaproszony na próby czytane mojego tekstu – to była dla mnie nierealna sytuacja. Siedziałem i patrzyłem na aktorów, którzy mówią moimi słowami. Ostatecznie, kiedy okazało się, że moja sztuka zostanie wystawiona w Londynie, a w dodatku odbędzie się jej premiera, to musze powiedzieć, że nawet w najbardziej śmiałym śnie nie mógłbym tego w żaden sposób przewidzieć. 

Prapremiera spektaklu „Kochanie na kredyt” 16 listopada na deskach Mermaide Theatre. Na spektaklu będzie wielu zaproszonych gości. Oprócz Marcina Szczygielskiego będzie można zobaczyć również Tomasza Raczka czy Tomasza Jacyków.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 09:53)
~Franka Mauro:  To najwspanialsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem w swoim

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 09:25)
~Elena Vedran:  Nazywam się Elena Vedran. Bardzo się cieszę, że mogę dzielić si

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 23:55)
~ew: ja z mezem borykamy sie z nimi 5 lat.zero pomocy wreczprzeciwnie ,syn kradn

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:50)
~Tasha:  Chcę tylko szybko poradzić każdemu, kto ma trudności w jego zwią

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 14:10)
~Monika Patrik: Przeczytaj, a także skontaktuj się z dr Isikolo, jeśli potrzebujesz

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.