prl cooltura
       
Niedziela, 20.10.2019 Ireny, Kleopatry, Witalisa
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Wakacyjny saks
Wakacyjny saks

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2013/08/27 06:00

Dla zdecydowanej większości emigrantów początki pobytu w Zjednoczonym Królestwie są już odległym wspomnieniem. Wciąż jednak spotkać można takich, dla których przyjazd na Wyspy jest zupełnie nowym doświadczeniem. Pojawiają się zwłaszcza latem.

Mimo nieustających doniesień o niekończącym się kryzysie, wysokim bezrobociu i wyraźnym zaostrzeniu antyemigracyjnej retoryki rządzących w UK z Polski do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu wakacyjnej pracy i przygody wciąż przyjeżdżają sezonowi pracownicy. Większość już tutaj kiedyś była. Są jednak tacy, dla których jest to pierwszy pobyt na Wyspach.

Międzynarodówka mieszkaniowa

Władek przyjechał na saksy ze względu na biznes. A dokładniej dlatego, że interesy, które robił w obwodzie kaliningradzkim, po wprowadzeniu wiz przestały wystarczać na pokrycie bieżących wydatków. A Wyspy to najbezpieczniejszy szlak emigracyjny ze względu na szeroką samopomoc sąsiedzką i koleżeńską. Mieszkanie i praca, zmora każdego świeżego emigranta, dzięki znajomościom przestają być problemem. Władkowi kolega załatwił pokój w share housie. Właściciel o nic nie pytał, nie prosił o żadne referencje ani o zadatek, a to dla Władka było najważniejsze, bo z gotówką nie było najlepiej. Mieszka w domu z siedmioma pokojami i dziesięcioma współlokatorami. Trzy lodówki, dwie łazienki dla ogółu i trzy w poszczególnych pokojach. Prawie jak w hotelu. A do tego międzynarodowo. Na górze mieszkają: Władek, dziewczyna z Rumunii, Anglik, para z Litwy i dwie siostry z Rosji. Na dole dwie pary – jedna z Polski, druga z Anglii. Internacjonalistyczny kogel-mogel.

Najlepszy kontakt Władek ma z parą z Polski. Oni też są na Wyspach od niedawna, ale mówią, że chcą zostać. Każdy zaczyna od share house’u więc nie mają żadnych obiekcji. Razem z dziewczyną z Rumunii dzielą jedną z lodówek. Władek trzyma tam tylko mleko. Po pierwsze stołuje się głównie w pracy, a po drugie Rumunka ma tendencje do zbyt długiego przechowywania w lodówce zup, przez co zapach po otwarciu jest nie na Władkowy nos.

Z komunikacją też nie najlepiej. Głównie ze względu na obopólne braki językowe. Dlatego Rumunka głównie się uśmiecha, a Władek próbuje po rosyjsku. Bez większego powodzenia. Z powyższych powodów nie rozmawia też z Anglikiem, który mieszka na górze. Władek wie o nim tylko tyle, że ani nie pracuje, ani się nie uczy. W ciągu dnia gra na gitarze gdzieś w okolicach miejskiego rynku, a wieczorami pali marihuanę, co Władek wnioskuje po specyficznym zapachu wydzielającym się z pokoju. Z Rosjankami może szlifować mowę Puszkina, ale rzadko z tej możliwości korzysta. Siostry z pokoju wychodzą tylko na chwilę, aby zrobić sobie herbatę. Władek na początku był nawet otwarty w kwestii ewentualnego wakacyjnego romansu, ale gdy dowiedział się, że jedna z sióstr ma w swojej kolekcji kilka medali w zawodach pięściarskich juniorów, stracił rezon czy, jak mówi, „rezonans”.

Kartofle i makaron

Zresztą na pogaduszki Władek nie ma czasu. Pracuje przez 6 dni w tygodniu. Od rana do wieczora. Przyjechał w końcu na zarobek. Pracę znalazł szybko i bez problemu, nawet pomimo braku językowego obycia. Poszedł do agencji pracy, gdzie za kontakty z interesantami odpowiedzialna jest Polka, i szybko znalazł z nią wspólny język. Powiedział, że umie trochę po angielsku i da radę, bo szybko się uczy, co okazało się właściwie nieistotne. W zakładzie, do którego trafił, i tak większość zatrudnionych to Polacy. Prawie na wszystkich szczeblach. Poza tym do sortowania ziemniaków angielski wydaje się całkowicie zbędny. A to głównie Władek robi. Przez 7 godzin dziennie, z krótkimi przerwami na śniadanie i obiad po przystępnej cenie kilku funtów. Byłby zadowolony, gdyby nie ten pył. Praca nie jest w końcu wymagająca ani ciężka. Pył wchodzi jednak w płuca, męczy, drażni, irytuje. Dlatego po zmianie Władek ciągle kaszle. I z radością pędzi do swojej drugiej pracy we włoskiej knajpie. Tam oddycha pełną piersią. Z szefem, brzuchatym Włochem, ma dobry kontakt. Mimo że, jak większość, zatrudniony jest nielegalnie, wypłatę otrzymuje regularnie po każdym wieczorze. Dziwi się tylko kelnerkom, głównie z Polski, dlaczego trzymają się tej pracy. Włoch zabiera im napiwki, nie płaci ubezpieczenia i podszczypuje na zapleczu. Z dwoma nawet oficjalnie sypia. Władek stwierdza z przekonaniem, że Polki za granicą się nie szanują i zamiast słynnych już kurwików mają banknoty z królową w oczach. Przeszkadza mu to bardziej niż osobne krany do ciepłej i zimnej wody, lewostronny ruch i fałszywe uśmiechy Brytyjczyków. Czasem nachodzi go refleksja, że kiedy wróci już do kraju i zacznie rozglądać się za potencjalną kandydatką na żonę, unikał będzie takich, co były za granicą. On już wie, z jakiego pieca jadły chleb.

Młodość w trampkach

Malwina i Basia przed wyjazdem nasłuchały się niezliczonej ilości ostrzeżeń o smaku brytyjskiego chleba. Dlatego przywiozły ze sobą kilka bochenków na zapas. Niepotrzebnie. W mieście, do którego trafiły, jest kilka polskich sklepów, a nawet piekarnia. Na Wyspach są po raz pierwszy. W przyszłym roku zdają maturę i w planach mają coroczne letnie przyjazdy do Wielkiej Brytanii, aby odciążyć rodziców w kosztach ewentualnych studiów. Ten wypad to przetarcie. Bez napinki i stresu. Przygoda i zabawa. Wakacyjny saks. Chociaż nie zamierzają za bardzo kabanić.  O nie.

Wzięły ze sobą, oprócz chleba, także wygodne trampki, bo im powiedziano, że w obecnych, ciekawych czasach za pracą nawet w Wielkiej Brytanii trzeba się nachodzić, a nie chcą mieć odcisków ani zrogowaciałego naskórka na piętach w tak młodym wieku. Trzeba w końcu dbać o image. Nawet stóp. Wzięły też parasolki, płaszczyki przeciwdeszczowe i kalosze. Z wiadomych względów. Przywitały je upały. Deszczu doświadczyły zaledwie dwa razy. I to przelotnego. Kalosze i płaszczyki wciąż gniotą się na dnie walizek. Za to trampki się przydały. Niekoniecznie do chodzenia za pracą, raczej do chodzenia w pracy. Mają ich kilka. Wszystkie nielegalne.

Pierwszą fuchę wyłapały w nocnym klubie. Nie w TAKIM nocnym klubie. Normalnym. Chociaż na środku danceflooru jest rura do tańczenia. Dla klientów. Co ciekawe, wywijają na niej głównie chłopcy. To była zresztą pierwsza różnica kulturowa, jaką zaobserwowały. W Polsce na balach na parkiecie wyginają się głównie dziewczyny. Faceci siedzą albo stoją po kątach i obserwują. Tutaj kolesie nie czują wstydu ani takiego ciśnienia. Tańczą sami ze sobą, nawet bez dziewczyn. No szok totalny.

W klubie dziewczyny pracują na czarno, ale jest im to na rękę. Nie mają jeszcze skończonych osiemnastu lat. Kiedy menadżer pytał je o wiek, ukryły się za uśmiechem i dorosłym makijażem. Nie drążył tematu, bo potrzebował rąk do pracy. Mają co prawda otrzymać niedługo umowę o pracę, ale nie bardzo w to wierzą. Wszyscy są zalatani, bo klub mimo kryzysu każdego wieczora pęka w szwach. A szklanki opróżnianie są ekspresowo. Brytyjska kultura picia przypomina naszą.

Piesze wycieczki

W drugiej pracy Malwina i Basia również pokonują kilometry. To prawie jak piesze wędrówki. Praca jest nieregularna i nisko płatna, ale nawet te 30-35 funtów za kilka godzin roznoszenia ulotek piechotą w końcu nie chodzi. Dodatkowo można plotkować, oglądać mieszczańską architekturę i wyspiarskie zwyczaje.

Słynny brytyjski small talk w ekstremalnej wersji poznają w swojej trzeciej pracy w hotelu. Ubrane w uniformy sprzątają pokoje. Goście opowiadają co nieco o sobie i prawie za każdym razem starają się powiedzieć coś dobrego o Polsce. I ten wszechobecny, życzliwy, nieustający uśmiech. Brak burczenia i ponurych min. To olbrzymia różnica w stosunku do życia społecznego w Polsce. Ale i bałagan. Pokoje hotelowe, które zajmują Brytyjczycy, to czasem totalny Sajgon. Chaos. Ludzie przyjeżdżają na weekend i zaledwie w ciągu kilku godzin potrafią rozpętać istne pandemonium. Co zastanawia tym bardziej, że – jak zauważyły niemal od razu dziewczyny – w pracy wymaga się regulaminowej dokładności i porządku. Na każdą, nawet najprostszą czynność, przypada mnóstwo wytycznych, szczegółowych rozporządzeń i poleceń.

Bezpieczeństwo i higiena pracy nie są tylko sloganami na papierze. Informacje o myciu rąk po czynnościach fizjologicznych śmieszą. Ćwiczenia teoretyczne i praktyczne z ewakuacji pożarowej męczą. Formułki, które wymagane są w kontaktach z klientem, drażnią język przyzwyczajony do spontaniczności. Niemal karne przestrzeganie reguł widoczne wśród brytyjskich współpracowników niepokoi anarchistyczną, słowiańską duszę. Informowanie menadżerów o błędach oraz wpadkach kolegów i koleżanek z pracy oburza brzydzącą się donosicielstwem zakodowaną w polskim DNA solidarność.

Przeważają jednak pozytywy. Słońce świeci, funty płyną z trzech źródeł, ludzie są przyjaźni i życzliwi. Basia i Malwina znalazły nawet czas, żeby pozwiedzać. To był totalny spontan. Były na plaży z kolegą i wpadł im pomysł na wycieczkę. Gdziekolwiek. Zamknęły oczy i wskazały palcem na mapie. Los wybrał Edynburg. Po kilku godzinach były na miejscu. Niewiele widziały, bo było już zupełnie ciemno i zaczął padać deszcz. Ostatecznie wylądowały w McDonaldzie. Big Mac smakował tak samo jak we Wrocławiu.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:45)
~Florence: Nazywam się Florencja z Londynu. Miałem poważne problemy z męże

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:44)
~Loveth: Nazywam się Loveth z Kanady. Po siedmiu latach kontaktu z nim rozwi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:41)
~Rose: DR.Sango jest najprostszym pisarzem i pomocnikiem. Nazywam się Rose James.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:40)
~Betty: Udane świadectwo Beth: „Jak szybko możesz odzyskać byłego partner

Manchester United w końcówce stracił zwycięstwo (godz. 11:21)
~bestdiscocam:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.