prl cooltura
       
Czwartek, 17.10.2019 Antonii, Ignacego, Wiktora
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Przemoc made in Poland
Przemoc made in Poland

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2013/08/20 06:00

4-letni Daniel padł ofiarą bestialskich rodziców, ignorancji opieki społecznej, obojętności nauczycieli, ale także polskiej mentalności, z której wyrasta społeczne przyzwolenie na bicie dzieci. Te „metody wychowawcze”, które stały się niemal normą kulturową, stosujemy także na emigracji.

Daniel Pełka zmarł w marcu 2012 r. Dwa tygodnie temu sąd w Birmingham uznał, że zamordowała jego 27-letnia matka oraz jej 33-letni partner i skazał ich na dożywocie. Będą mogli się ubiegać o przedterminowe zwolnienie dopiero po 30 latach. Sadystyczne podejście, wielomiesięczne maltretowanie i głodzenie czterolatka wstrząsnęły Wielką Brytanią. W emocjonalnym wystąpieniu sędzina Justice Cox powiedziała:
- To była prawdziwa kampania okrucieństwa. Ten chłopiec niewiarygodnie cierpiał. Był zmuszany do połykania soli, co wywoływało wymioty. Był karany przy użyciu lodowatej wody, musiał godzinami klęczeć i robić karne przysiady. Plamy moczu na materacu, na którym kazali mu spać, świadczą, że nie wolno mu było korzystać z toalety, kiedy tego potrzebował.

Po ogłoszeniu wyroku rozpętała się medialna burza. O sprawie wypowiadali się wszyscy, począwszy od publicystów i psychologów, po pracowników opieki społecznej i polityków najwyższego szczebla. Wbrew obawom większości polonijnych mediów wizerunek Polaka na emigracji niewiele ucierpiał. Uwaga brytyjskiej opinii publicznej skupiła się na maltretowanym dziecku oraz terrorze matki i ojczyma, zaś kwestię narodowości zepchnięto na margines. Szybko też akcenty zostały przesunięte na nieudolność brytyjskiego systemu opieki nad dziećmi. Raport oceniający zachowanie nauczycieli, lekarzy, pracowników społecznych i policjantów, na wyraźnie polecenie wicepremiera Nicka Clegga, ma być gotowy najpóźniej za sześć tygodni. Wszyscy bowiem zignorowali niepokojące sygnały. Jednak pomijanie przez Brytyjczyków, czy to przez polityczną poprawność, czy też niewiedzę, narodowości sprawców albo chociaż kontekstu kulturowego to błąd. Jak bardzo bowiem byśmy się tego wstydzili lub nie przyjmowali do wiadomości, jako społeczeństwo z przemocą wobec dzieci oraz kobiet mamy poważny problem. I powinniśmy coś z tym zrobić, nawet kosztem nadszarpnięcia naszego wizerunku.

Wstyd przed królową!

Pozytywny obraz Polski i Polaka za granicą stał się naszym narodowym fetyszem. O ile we własnym gronie potrafimy i lubimy narzekać, oburzać się, krytykować i dyskutować, o tyle w kwestii naszego wizerunku poza granicami kraju panuje powszechny konsensus – ojczyzny w oczach obcych nie należy kalać. Emigrant zaś ma swoim postępowaniem przynosić chlubę krajowi, być jego wizytówką, a na barkach dźwigać honor Rzeczpospolitej. Robić wszystko, żeby ojczyzna nie musiała się za niego wstydzić. Jeśli nie spełnia tych warunków, zostaje medialnie wykluczony ze wspólnoty, stając się czarną owcą, zgniłym jabłkiem w koszu pełnym zdrowych, polskich owoców. Kiedy zaś jego występki na emigracji odbijają się szerokim medialnym echem, w polonijnej i polskiej prasie rozpoczynają się modły w intencji zatrzymania generalizacji i powstawania stereotypów. Rusza machina zarówno w środowiskach emigracyjnych, ambasadach, ośrodkach polonijnych, jak i w kraju, która za cel stawia sobie przekonanie Zachodu, że był to jedynie jednostkowy przypadek. Aberracja. Wyjątek, który niczego nie potwierdza.

Ten mechanizm, w całej okazałości, można było zaobserwować w przypadku Magdaleny Łuczak i Mariusza Krezolka – sprawców śmierci Daniela. Dziennikarze zarówno w Polsce, jak i w polonijnych mediach po pierwszym szoku rozpoczęli bój o wizerunek. Bo, owszem, zwyrodniali rodzice popełnili straszną zbrodnię, ale afera negatywnie wpływa na postrzeganie Polaków za granicą. A przecież brytyjskie media tylko czyhają na pretekst, żeby kalać nasze dobre imię. W końcu w kręgach zachodnich elit i wśród społeczeństw panuje ideologiczny antypolonizm i każda okazja, dzięki której można o Polakach pisać źle, to dar z niebios. Po raz kolejny złe brytyjskie media biją Polaków, a kiedy nam dzieje się na Wyspach krzywda, nikt nawet nie kiwnie palcem. Tyle tylko że zrzucanie odpowiedzialności na pojedyncze osoby, zwłaszcza w tym przypadku, to działanie społecznie szkodliwe, gdyż skala przemocy w polskich rodzinach pomimo tendencji malejącej pozostaje ciągle bardzo duża.

Dzieci jak kotlety

W zeszłym roku liczba Niebieskich Kart założonych przez policjantów dla małoletnich ofiar przekroczyła 19 tys. Dane są jednak niepełne, gdyż swoje karty mają także szkoły i, według szacunków organizacji zajmujących się przemocą domową, stanowią zaledwie wierzchołek góry lodowej. Według badań fundacji Dzieci Niczyje aż 21 proc. polskich dzieci w wieku 11 – 17 lat przyznaje, że doświadczyło przemocy fizycznej ze strony dorosłych, a w ponad połowie przypadków (55 proc.) sprawcami byli rodzice. Co dziesiąte dziecko zaś jest multiofiarą, czyli doświadczyło przynajmniej sześciu z dwudziestu dwóch badanych form przemocy.

Raport Rady Europy dodaje, że Polska ma jeden z najwyższych wskaźników przemocy domowej w całej Unii Europejskiej. W polskich domach bite są nie tylko dzieci, ale i kobiety. Co gorsza, ta spirala przemocy nie kończy się, kiedy kobiecie uda się uciec od bijącego partnera. Według Jolanty Zmarzlik – specjalistki od diagnozy, interwencji, terapii rodzin i dzieci doznających przemocy oraz wykorzystania seksualnego z Fundacji Dzieci Niczyje – kobiety i dzieci po doświadczeniu przemocy domowej, kiedy lądują w ośrodkach pomocy, same zamieniają się w sprawców. Matki odreagowują na dzieciach, a dzieci na młodszych dzieciach. Zaś kiedy w rodzinie odseparowanej od sprawcy jest nastolatek, który w przemocowym domu był obrońcą matki, to potem sam przejmuje rolę sprawcy.

Gorzej, że ta przemoc jest sankcjonowana społecznie. Według badań TNS OBOP przeprowadzonych na zlecenie rzecznika praw dziecka 78 proc. Polaków wie, że bicie dzieci jest niezgodne z prawem, ale jednocześnie aż 68 proc. uważa, że w pewnych sytuacjach można dać klapsa. W tym samym badaniu, przeprowadzonym jednak na przedstawicielach tzw. grup pierwszego kontaktu, czyli wśród grup zawodowych mogących na co dzień spotykać się ze zjawiskami przemocy wobec dzieci, ze stwierdzeniem „Rodzice mają prawo ukarać swoje dziecko laniem” zgodziło się 5 proc. pracowników socjalnych, 8 proc. pedagogów szkolnych, 14 proc. pracowników służby zdrowia oraz prawie co czwarty (23 proc.) policjant…

Jak wynika z opracowania rzecznika praw dziecka, co roku na oddziały chirurgiczne trafia 500 zmaltretowanych przez rodziców dzieci, kilkanaście z nich umiera wskutek ran celnie zadanych przez kochających rodzicieli. Ulubione sposoby sprawowania władzy rodzicielskiej to potrząsanie niesfornymi niemowlętami, co może prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń mózgu, przypalanie papierosami, zadawanie ran ciętych i kłutych za pomocą noża. Szacuje się, że przemoc domowa występuje w 30 proc. rodzin w miastach i ponad 40 proc. na wsi. Pociechy traktowane są jak przedmiot; lżenie, poniżanie i szarpanie są na porządku dziennym. Jeśli dorzucić do tego wyniki badań Instytutu SMG KRC, według których co piąty Polak uważa, że „rękoczyny i wyzwiska zdarzają się niemal w każdym domu i nie ma co robić z tego problemu”, a ponad połowa sądzi, że w prywatne sprawy rodziny nikt nie powinien się wtrącać, mamy pełen obraz społeczeństwa, w którym bicie dziecka lub partnerki to kulturowa norma.

Bij, kto w Boga wierzy

Nie ma żadnych dowodów na to, że emigracja z tej patologii leczy. Być może nawet ją pogłębia. W końcu, jak przekonują psycholodzy, ludzie biją i poniżają innych ze względu na stres i frustrację, zrzucając swoje niepowodzenia na bezradnych. Bijąc i krzywdząc, mają poczucie kontroli nad światem. A przecież dla wielu emigrantów życie z dala od domu, praca poniżej kwalifikacji, niepewność zatrudnienia w kryzysowych czasach te stany psychiczne jeszcze bardziej pogłębiają. To nie przypadek, że co roku brytyjskie służby socjalne odbierają Polakom setkę dzieci, co, nawiasem mówiąc, również spotyka się ze zmasowaną krytyką polonijnych mediów i ośrodków emigracyjnych.

Tymczasem liczba polskich zaniedbanych dzieci oraz ofiar przemocy w rodzinie na Wyspach wzrasta. Brytyjskie organizacje społeczne twierdzą na dodatek, że na tle innych grup emigrantów w polskich rodzinach jest najwięcej przypadków patologii. Brytyjczycy najczęściej zabierają polskie dzieci z powodu przemocy w stosunkach między rodzicami, rażących zaniedbań wychowawczych, znęcania się nad dzieckiem, pozostawiania dzieci bez opieki, molestowania seksualnego i alkoholizmu rodziców. Czy ta polska specjalność wynika z dominującego w naszym społeczeństwie modelu patriarchalnej rodziny, gdzie uświęconym obyczajem mężczyzna kontroluje życie żony i dzieci? Domaga się obsługiwania go, określa sposoby, w jakie domownicy mają spędzać swój czas, oraz wymierza kary, często fizyczne, za niestosowanie się do jego zasad? Czy też wpływ na polską przemoc ma dominujący u nas katolicyzm, wspierający surowe wychowanie, „świętość rodziny”, pobłażliwie traktujący przemoc domową wobec kobiet i dający przyzwolenie na wymierzanie kar dzieciom oraz nakaz absolutnego posłuszeństwa rodzicom? A być może czynnikiem decydującym jest nasza narodowa skłonność do alkoholu, frustracja, bieda, konserwatyzm i kulturowe zacofanie? To kwestie do dyskusji. Jednak nie ulega wątpliwości, że musimy zmienić naszą mentalność. Nie tylko żeby nie wstydzić się przed Zachodem i dbać o dobry wizerunek, ale przede wszystkim dla dobra naszych dzieci.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:45)
~Florence: Nazywam się Florencja z Londynu. Miałem poważne problemy z męże

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:44)
~Loveth: Nazywam się Loveth z Kanady. Po siedmiu latach kontaktu z nim rozwi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:41)
~Rose: DR.Sango jest najprostszym pisarzem i pomocnikiem. Nazywam się Rose James.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:40)
~Betty: Udane świadectwo Beth: „Jak szybko możesz odzyskać byłego partner

Manchester United w końcówce stracił zwycięstwo (godz. 11:21)
~bestdiscocam:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.