prl cooltura
       
Poniedziałek, 21.10.2019 Celiny, Hilarego, Janusza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
XXXrucjata Camerona
XXXrucjata Camerona

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2013/08/04 06:00

Filmy pornograficzne przepełnione są mizoginią, przemocą wobec kobiet, podważają równość płci i mają negatywny wpływ na dzieci. Tylko czy propozycje ograniczenia dostępu do twardej pornografii, które Dawid Cameron czerpie z publicystyki „Daily Mail” to zmienią?

Na pierwszy rzut oka pomysł premiera Wielkiej Brytanii aby do końca 2014 roku dostawcy internetu założyli na swoich łączach filtry rodzinne, które zablokują dostęp do treści pornograficznych, wygląda sensownie. W przemówieniu wygłoszonym dla National Society for Preventing Cruelty against Children Cameron argumentował, że „dostępna w sieci pornografia niszczy niewinność i dzieciństwo, a w najczarniejszych zakątkach internetu można znaleźć treści, które stanowią dla dzieci bezpośrednie zagrożenie. Musimy je ograniczyć. Nie mówię tego jako panikarz. Nie chcę moralizować. Ale jako polityk i ojciec czuję, że nadszedł czas, aby działać. Krótko mówiąc: musimy chronić nasze dzieci i ich niewinność”. Zmiany mają objąć zarówno nowych użytkowników sieci, jak i tych, którzy korzystają z usług brytyjskich dostawców internetu od dawna. Ci pierwsi dostaną filtry automatycznie, choć na żądanie będą mogli z nich zrezygnować. A miliony dotychczasowych brytyjskich internautów będą musiały zadeklarować czy życzą sobie blokady czy nie. Pomysł Camerona, wbrew całej masie komentarzy o cenzurze, wcale nie jest rewolucyjny. Pornografia nie będzie zakazana. Będzie na żądanie. Obecnie konsumpcja treści pornograficznych jest pasywna i łatwa. Jeśli pomysł premiera wejdzie w życie dostęp do porno będzie wymagał aktywności. Czy to, jak argumentują krytycy, faktycznie zamach na wolność słowa podszyty pruderią, hipokryzją i chęcią kontroli społeczeństwa?

Wytrysk krytyki

Komentatorzy, którzy sprzeciwiają się propozycjom szefa brytyjskiego rządu mają sporo racji. Rzeczywiście Dawid Cameron po raz kolejny potwierdza tezę, że politycy nie za bardzo rozumieją dynamikę i funkcjonowanie internetu. Pedofilia, która była punktem wyjścia w przemówieniu premiera już dawno z ogólnodostępnej sieci przeszła do internetowego undergroundu. Zarówno Google jak i Microsoft czy British Telecom, od lat konsekwentnie walczą z obrotem filmów i zdjęć pornograficznych z udziałem nieletnich. Przyjęta przez korporacje polityka „zero tolerancji” spowodowała, że większość tego typu treści można jedynie oglądać na stronach i kanałach peer to peer, niedostępnych poprzez dominujące mainstreamowe wyszukiwarki i trudno wykrywalnych przez policyjny radar. Mieszane uczucia budzi także fakt, że pomysł blokowania treści pornograficznych Cameron zaczerpnął z dziennika „Daily Mail”, prowadzącego publicystyczną kampanię przeciwko „pedofilii w sieci”. Popularny wśród klasy średniej tabloid, który od lat, czy to w kwestii emigracji, czy zasiłków razem z The Sun i telewizją SKY, zmienia brytyjską politykę z mechanizmu rozwiązywania problemów i zarządzania państwem w mechanizm omijania problemów i zarządzania emocjami ludności, nie jest najlepszym źródłem, z którego rządzący powinni czerpać inspiracje. Krytycy zwracają również uwagę na „cyfrowe kompetencje” dzieci i młodzieży, znacznie przewyższające umiejętności posiadane przez starsze pokolenie przekonując, że dla młodych obejście zabezpieczeń będzie dziecinnie łatwe.

Wreszcie pojawia się kwestia cenzury internetu jako zamach państwa na wolność słowa. Problem polega jednak na tym, że czas niby otwartej, niepodlegającej żadnym regulacjom sieci dobiega końca. Internet jest dziś w praktyce prywatnym poletkiem kilku korporacji. Google czy Facebook, chociaż mówią „o wolności w sieci”, w rzeczywistości walczą o uniknięcie regulacji, które wpłynęłyby na ich przychody. Zresztą, tak naprawdę, wolności w internecie nie ma i nigdy nie było. Najpierw panował nad nim kompleks militarno-wojskowy, potem akademicy, a dziś rządzą nim, równie autorytarnie jak poprzednicy, międzynarodowe korporacje. I chociaż w powszechnym odczuciu sieć  jawi się jako utopijna cywilizacja i miejsce gdzie ludzkość może zacząć od nowa, to jednak jest tylko kolejnym wytworem człowieka i nie ma żadnych przeciwwskazań żeby nie podlegała kontroli. Podobnie jak prasa, radio czy telewizja.

Reszta argumentów przeciwników propozycji Camerona ociera o śmieszność. Bo czy można na poważnie rozważać stwierdzenie Louise Mensch byłej konserwatywnej parlamentarzystki, że zmiany niekorzystnie wpłyną na wiele kobiet, które fantazjują o gwałcie? Albo, że pornografia na życzenie będzie zagrożeniem dla małżeńskiej harmonii w momencie kiedy jeden z partnerów będzie chciał dostępu do treści XXX, a drugi niekoniecznie?

Pornland zamiast Disneylandu

Idea Camerona to w praktyce powrót do przeszłości kiedy za materiałami XXX trzeba było się nachodzić. Pornografia przez lata zepchnięta była na margines, dostępna jedynie spod kioskowej lady, w seks kinach, w sprzedaży wysyłkowej, seks shopach, a w przypadku dzieci i nastolatków spod szafki z bielizną ojca, albo z plecaka kolegi. I najczęściej było to soft porno w stylu Playboya albo Emmanuelle. Z perspektywy 2013 roku niewinne jak kreskówki.

Dziś twarde, brutalne porno jest na wyciągnięcie klawiatury, dzięki czemu przemysł pornograficzny w dobie cyfrowej rewolucji przeżywa prawdziwy rozkwit. I, mimo libertyńskich wyobrażeń, niekorzystnie wpływa na seksualność młodych ludzi. Według marketingowych badań dostawców internetu statystyczny chłopiec w Wielkiej Brytanii pierwszy raz ogląda film pornograficzny w wieku 11 lat. Magazyn Psychologies alarmuje, że największymi konsumentami treści pornograficznych w internecie są dzieci w wieku 12 do 17 lat, a 81 proc. z nich z pornografią zetknęło się w domu, zaś 63 proc. poprzez telefony komórkowe.

Seksterapauta dr Thaddeus Birchard przekonuje, że istnieje wyraźna korelacja między oglądaniem treści pornograficznych przez chłopców, a uznawaniem molestowania seksualnego koleżanek jako normę. Według szacunków National Society for the Prevention of Cruelty to Children jedna trzecia dziewczynek w wieku 13-17 lat została zmuszona do „niechcianych aktów seksualnych”, zaś jedna czwarta doświadczyła „seksualnej przemocy ze strony chłopaka”. Gail Dines profesorka socjologii z Wheelock College w Bostonie w swojej głośnej książce „Pornland: How Porn Has Hijacked Our Sexuality” udowadnia, że „im wcześniej mężczyźni mają styczność z pornografią tym trudniej jest im nawiązać intymne, zdrowe relacje z prawdziwymi kobietami”. Zwłaszcza, że porno głównego nurtu stopniowo staje się coraz bardziej brutalne. I nawet twórcy filmów XXX są zaskoczeni wzrastającą popularnością sadystycznych obrazów. Według Dines zachodnie społeczeństwa wychowują generację chłopców, dla których przemoc, mizoginia, dehumanizacja i traktowanie kobiet jako obiektów seksualnych jest czymś oczywistym i normalnym. Obrazy pornograficzne są dziś tak ekstremalne jak nigdy przedtem. Ejakulacja na twarz, penetracja jednej kobiety przez dwóch lub więcej mężczyzn, ostry seks analny, ekstremalny seks oralny – z penetracją nie tyle jamy ustnej co gardła – w wyniku którego aktorki się krztuszą to propaganda patriarchatu.

Problem z mainstreamowym porno nie polega na tym, że pokazuje seks (oglądanie kochającej się pary to wszak czynność przyjemna i podniecająca także dla kobiet), tylko na tym, że przedstawia kobiety jako pojemniki na męskie wydzieliny. Bezwolne, uległe i spełniające wszystkie fantazje szowinistów. Żywe dziury. Biologiczne seks-zabawki nakręcane kokainą i zasilane bateriami w postaci zielonych papierków. I ta patriarchalna fantazja, z obrzeży rzeczywistości, wciska się do głównego nurtu. Nie ma to nic wspólnego z wolnością ani eksplorowaniem seksualności. Porno na żądanie nie spowoduje odwrócenia tego trendu i na pewno nie wpłynie na zmniejszenie aktów pedofilskich. Ale to dobry początek. Od czasu do czasu nawet David Cameron i „Daily Mail” mogą mieć rację.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:45)
~Florence: Nazywam się Florencja z Londynu. Miałem poważne problemy z męże

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:44)
~Loveth: Nazywam się Loveth z Kanady. Po siedmiu latach kontaktu z nim rozwi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:41)
~Rose: DR.Sango jest najprostszym pisarzem i pomocnikiem. Nazywam się Rose James.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:40)
~Betty: Udane świadectwo Beth: „Jak szybko możesz odzyskać byłego partner

Manchester United w końcówce stracił zwycięstwo (godz. 11:21)
~bestdiscocam:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.