prl cooltura
       
Wtorek, 31.03.2020 Balbiny, Kamila, Kornelii
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Mam swój plan B
Mam swój plan B

Robert Jasiewicz


ostatnia aktualizacja: 2013/05/12 06:00

O spektaklu „Single i remiksy” opowiada Wojtek Medyński, aktor młodego pokolenia.

Cześć. Nazywam się Wojtek Medyński i w sztuce „Single i remiksy” gram dyrektora reklamy Sebastiana.

Jaki jest Sebastian?
-Sebastian.. hyh… Sebastian jest dość złożoną, wydaje mi się, postacią, ponieważ na jego cechy charakteru składa się wiele różnorakich opcji. Jest znerwicowany – to na pewno – niepewny siebie, ale z drugiej strony też ma ogromną siłę, z której nie do końca zdaje sobie sprawę, ale ona czasami się pojawia i sam nawet jest nią zaskoczony. Jest też zdecydowany, kiedy trzeba. No i odzywa się w nim prawdziwy mężczyzna, tak więc widzowie, którzy obserwują Sebastiana, będą mogli zobaczyć cechy, które są bliskie nim samym, i myślę, że ubawią się po pachy.

Jak trafiłeś do zespołu „Single i remiksy”?
-Do zespołu „Single i remiksy” trafiłem dzięki mojej pani menadżer Marioli Berg. Z Mariolą pracujemy już ładnych parę lat. Tak się też akurat składa, że od kilku lat zajmuję się „teatrem impro” (teatr improwizowany, w którym aktorzy grają bez scenariusza – przyp. red.), w którym miałem okazję się sprawdzić i zaprezentować od strony, której nie wiedziałem, że ją w ogóle posiadam jako aktor, czyli od strony komediowej. Mariola jako zawodowiec blisko pracujący ze swoimi artystami była na naszych pokazach od samego początku i gdy tylko zobaczyła mnie w akcji, to raz, była na pewno zaskoczona, a dwa, powiedziała mi wtedy, że musimy to wykorzystać, bo ludzie nie wiedzą, że potrafię też być zabawny. No i gdy pojawiła się sztuka autorstwa Marcina Szczygielskiego, to zostałem przez Mariolę poinformowany, że miałem szczęście dostać rolę Sebastiana.

Jak ci się pracowało z Olafem Lubaszenko?
-Pracę z Olafem zaliczam do tych bardzo rzadkich, kiedy aktor przez cały czas czuje się megakomfortowo. Olaf nam to zapewnił. W takich warunkach każdy aktor może zrobić tylko jedno: rozwinąć skrzydła i dać z siebie, ile może najwięcej. Olaf, będąc megainteligentnym człowiekiem, do tego z ogromną dawką poczucia humoru, bardzo subtelnie, wręcz nieinwazyjnie nas nakierowywał i to była czysta przyjemność.

Jakie miejsce chciałbyś odwiedzić podczas wizyty w Londynie?
-Londyn udało mi się poznać, gdy byłem tu w 2004 r. przez dwa miesiące. Wtedy miałem szczytny plan nauczenia się języka angielskiego, co się zresztą udało, i wtedy też zaliczyłem wszystkie turystyczne miejsca, które są, że tak powiem, obowiązkowe. Tak więc teraz, jak mam już to odhaczone, nie będę się tam pchał, ale myślę, że na pewno odwiedzę Camden Town. Może też wybiorę się – bo wtedy jeszcze go nie było – na London Eye. A poza tym planuję, jeśli wystarczy czasu, wybrać się któregoś wieczoru do teatru albo na jakiś musical. No i w tym wszystkim muszę jeszcze znaleźć czas dla przyjaciół, którzy, mam nadzieję, zabiorą mnie w miejsce znane tak naprawdę tylko ludziom tam mieszkającym, które właśnie nie jest turystyczne, a można w nim posmakować innego rodzaju Londynu.

Jeśli nie byłbym aktorem, to…
-Oczywiście mam swój plan B. Nieraz się zastanawiałem, co by było gdyby, i z moich licznych rozkminek, często nocnych… oczywiście chciałbym być zawodowym wampirem, ale jak na razie nie ma takiego zawodu… więc zostaje mi psychologia zwierząt, behawioryzm zwierząt. Zwierzaki zawsze uwielbiałem i zawsze mnie interesowało poznawanie ich lepiej przez ich zachowania, obserwowanie ich. Myślałem, żeby im pomóc, także w kontaktach z ludźmi, oraz dowiedzieć się, co powoduje takie a nie inne zachowanie, jak można to zmienić, żeby dane zwierzę czuło się bardziej komfortowo, a przede wszystkim nie wzbudzać w nim agresji. Uważam, że to jest megaciekawe i na pewno odnalazłbym w tym mnóstwo satysfakcji, już nie wspominając o tym, że widząc kilku śmiałków – jeden co prawda skończył tragicznie, żyjąc z niedźwiedziami, drugi z kolei wśród lwów – myślę, że mogłaby to być przygoda życia. Mało powiedziane, na pewno byłby to mój plan B.

Jak ci się pracuje z Anią Muchą przy tym spektaklu?
-To jest tak naprawdę mój pierwszy kontakt zawodowy z Anią. Na początku nie wiedziałem w ogóle, czego się spodziewać. Oczywiście liczyłem na to – co się zresztą sprawdziło – że będę miał do czynienia z profesjonalistką. W trakcie naszej pracy okazało się, że nadajemy na tych samych albo przynajmniej podobnych falach, co w obliczu faktu, że gramy małżeństwo, było bardzo istotne. Wcześniej wspominałem moje doświadczenia z teatrem improwizacji. Zacząłem czasami ją wprowadzać albo troszeczkę inaczej grać, niż wcześniej próbowaliśmy, i, jak się potem okazało, Ania, będąc czujną aktorką, też w to wchodziła. Są to rzeczy, które nie zmieniają kontekstu ani wymowy sceny, które są naszymi takimi małymi smaczkami, o jakich my wiemy, bo wiemy, jak graliśmy wczoraj i przedwczoraj w Koninie, we Wrocławiu, i mamy porównanie. Dzięki temu nie ma czegoś takiego, że gramy na pamięć. Za każdym razem jest to żywe, za każdym razem iskrzy, no i oboje mamy ogromną frajdę z tego. Zresztą cały zespół został rozsądnie dobrany i pomimo że każdy z nas jest z innej parafii, każdy ma inną wrażliwość, co jest zrozumiałe, to jednak mamy połączenie w jakimś jednym punkcie i to połączenie, ten „przelot” między nami powoduje, że my się nawzajem ogromnie lubimy, a to automatycznie przebija się przez rampę. Myślę, że widzowi też sprawia przyjemność, jeśli może obserwować przy pracy czwórkę przyjaciół. Oby więcej takich „ani muchów” w moim życiu.

Moim marzeniem jest, aby zagrać u boku…
-Lista tych, u których boku chciałbym zagrać, jest oczywiście długa. Na pewno Judi Dench, Helena Bonham Carter. Na pewno Ralph Fiennes oraz Kenneth Branagh. Super by było, gdyby Kenneth robił od razu swój film, bo jest też świetnym reżyserem, a jeżeli z Heleną, to fajnie byłoby, gdyby to było u Tima Burtona. Największym marzeniem, jeśli chodzi o granie u reżyserów, jest na pewno Quentin Tarantino. Trzymajcie więc kciuki.

„Single i remiksy”
To komedia napisana przez Marcina Szczygielskiego, demaskująca mechanizmy korporacyjnych stosunków i obnażająca rzeczywisty charakter życia wielkomiejskich singli, wychwalających swoją niezależność i swobodę, a tak naprawdę stających się niewolnikami wychwalanej przez siebie wolności i kariery...
Obsada: Anna Mucha, Weronika Książkiewicz, Wojtek Medyński, Lesław Żurek

Sztuka będzie przetłumaczona na język angielski. Podczas spektaklu na specjalnych ekranach pojawią się napisy.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
UKIP za wprowadzeniem zakazu noszenia burki i nikabu (godz. 16:09)
~terepsegway:

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:30)
~Marta Leon:  ŁAŁ!! To jest najwspanialsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczy

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 22:00)
~Doretta: O MÓJ BOŻE!!! To z pewnością szokujące i prawdziwe świadectwo

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 09:32)
~Emil: Dobra wiadomość

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:41)
~Jana Alois:  Nie chciałem rozwodu, ponieważ bardzo kocham mojego męża i nie ch

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.