prl cooltura
       
Sobota, 14.12.2019 Alfreda, Izydora, Zoriny
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
UKIPtrupić rozsądek
Nigel Farage. Fot Shutterstock
UKIPtrupić rozsądek

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2013/05/10 13:13

Rosnąca siła prawicowych populistów w Europie zmusza polityczne siły głównego nurtu do uwodzenia wyborców populistycznymi chwytami. W Wielkiej Brytanii trzy główne partie zaostrzyły antyemigracyjną retorykę, żeby konkurować z Nigelem Farage, a demagogia na dobre zagościła w centrum politycznej debaty.

Nigel Farage, europoseł i lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (United Kingdom Independence Party, UKIP), nie ma ani jednego posła w brytyjskim parlamencie, ani też ministra w gabinecie Camerona, ani spójnego programu politycznego oprócz nawoływania do ograniczenia emigracji, a jednak od kilku tygodni wydaje się, że rządzi Wielką Brytanią. Charyzmatyczny lider UKiP, partii będącej do tej pory na obrzeżach mainstreamu i traktowanej z przymrużeniem oka, napędza polityczną debatę, zmuszając partie głównego nurtu do wyścigu na formułowanie twardych stanowisk w kwestii emigracji.

Każde, nawet najmniejsze sondażowe drgnienie UKiP powoduje na 10 Downing Street panikę i polityczne trzęsienie ziemi. Fale sejsmiczne wywołują drgawki również w Partii Pracy, a dla Nicka Clegga oznaczają polityczne tsunami i rewidowanie poglądów. Konsekwencją jest zatrucie brytyjskiej polityki toksycznymi, szkodliwymi społecznie ideami.

Hodowla populizmu

Według niektórych brytyjskich publicystów w ostatnich latach na Wyspach w kwestii polityki emigracyjnej panowała „zmowa milczenia”. Liberalne elity polityczne, chcąc oszukać społeczeństwo lub bojąc się rozbudzić wyborcze emocje, nałożyły na ten temat kaganiec, rezygnując z otwartej debaty. Brytyjskie elity zastosowały hegemonię, która sprawia, że w powszechnym odczuciu jedne poglądy są rozsądne i uprawnione, a inne niemądre i zasługujące na eliminację. W ten sposób bez formalnego przymusu wyznacza się faktyczne, społeczne granice debaty publicznej. Tworzy się polityczną poprawność.

Teoretycznie można powiedzieć, co się chce, ale skrajnych poglądów nikt nie słyszy, bo poprawność nie dopuszcza ich do powszechnego obiegu. Na wolność wypowiedzi nakłada się gorset, który nie przepuszcza do głównego nurtu niechcianych, uważanych za błędne, niestosownych czy obrazoburczych idei, myśli czy poglądów. Wbrew powszechnym odczuciom i wulgarnie czy też infantylnie pojmowanej idei „wolności wypowiedzi” jest to działanie racjonalne. Sensem prowadzenia polityki jest cywilizowanie konfliktu poprzez zawieranie kompromisów i temperowanie nastrojów przy równoważeniu sprzecznych interesów. Minimalizowanie napięć społecznych. Tyle tylko, że w demokracji nie da się usunąć napięcia między czynnikiem racjonalistycznym, zwykle reprezentowanym głównie przez biurokrację i rządzącą elitę, a emocjonalnym, w dużym stopniu określającym zachowania wyborcze i obywatelskie postawy. Przez to polityka to także arena rozhuśtanych emocji, pędu do akceptacji ludu, przypodobania się wyborcom.

Brytyjskie elity nie podjęły najmniejszego wysiłku, żeby rozładować społeczne napięcie w kwestii emigracji, które, głównie w wyniku kryzysu oraz obniżenia się standardu życia, osiągnęło poziom maksymalny. Skutkiem technokratycznie stosowanych w Wielkiej Brytanii hegemonicznych poglądów na kwestie imigracji był wzrost popularności UKIP (a jeszcze wcześniej BNP) oraz dzisiejsza kakofonia populizmu. Po latach ciszy w głównym nurcie słuchać teraz przeraźliwy, nieznośny wrzask.

Kakofonia nonsensów

Ed Miliband na kongresie partyjnym tematowi emigracji poświęcił całe przemówienie, przyznając, że za czasów rządów Partii Pracy popełniono błąd w podejściu do polityki imigracyjnej.
– W naszym kraju jest zbyt wielu słabo wykwalifikowanych imigrantów i musimy to zjawisko ograniczyć – mówił, promując nową politykę laburzystów pod hasłem „One nation”.

– Potrzebne są maksymalnie długie okresy przejściowe dla wszystkich nowych krajów wchodzących do Unii Europejskiej. Trzeba też właściwie egzekwować stawkę minimalną, aby imigranci nie byli tu ściągani po to, by podbierać pracę miejscowym. Konieczne są też odpowiednie szkolenia dla naszych pracowników, aby mogli mieć szansę w walce o nowe miejsca pracy – mówił Miliband.

Lider Partii Pracy zastosował identyczną retorykę jak konserwatystka Teresa May w swoim słynnym gwiazdkowym przemówieniu, minister pracy i emerytur, znany z antyemigracyjnych poglądów, Iain Duncan Smith oraz coraz bardziej skręcający na prawo premier Cameron, który już w 2011 r. w Monachium zżymał się na multikulturalizm i problemy z emigracją. Do grona emigracyjnych sceptyków dołączył nawet Nick Clegg, wicepremier i lider Liberalnych Demokratów – jedynej na Wyspach partii, która w programie miała powszechną amnestię dla osób przebywających w Wielkiej Brytanii nielegalnie – całkowicie rewidując poglądy i proponując, żeby obywatele niektórych krajów byli wpuszczani do Wielkiej Brytanii wyłącznie po zapłaceniu kaucji w wysokości tysiąca funtów, a pracodawcy zatrudniający „nielegalnych” płacili 20 tys. funtów kary.
– Jestem pełen determinacji, by położyć podwaliny pod system kontroli imigracji, który będzie ucieleśniał ducha tego kraju i jego wartości: naszą otwartość i tolerancję z jednej strony i uczciwe zasady z drugiej – mówił Clegg po ogłoszeniu swoich pomysłów.

Przy okazji dochodzi do pomieszania pojęć, politycznych ideologii i absurdów. Partie głównego nurtu, za wszelką cenę chcąc odzyskać społeczną aprobatę i akceptację tabloidalnej prasy, która karmi się i pobudza niezdrowe emocje, przeczą same sobie. Liberałowie proponują nieliberalne rozwiązania. Celując w imigrantów, lewica jawi się jako partia atakująca tych najbiedniejszych i słabych. Torysi zaś, którzy na idei wolnego rynku i nieograniczonego przepływu dóbr, kapitału oraz siły roboczej zbudowali swoje polityczne credo, marzą o etatystycznych rozwiązaniach, większej regulacji i biurokratyzacji. Największy problem polega jednak na tym, że jak zawsze populistyczna retoryka oparta jest na wątłych przesłankach i opozycji do faktów.

Wielkie małe liczby

Toksyczna debata o emigracji i problemach z nią związanych toczy się w oparach emocji i mitów. „Turystyka zasiłkowa”, „presja na mieszkania socjalne”, „zbyt duża liczba imigrantów”, „zmniejszenie zarobków pracowników niewykwalifikowanych” – wszystkie hasła, stale obecne w wypowiedziach polityków, są nieprawdziwe. Statystyki ministerstwa pracy i emerytur pokazują, że zaledwie 7 proc. emigrantów pobiera zasiłki – przy 17 proc. Brytyjczyków. Do tego jeszcze przybysze z nowych państw członkowskich wpłacili 37 proc. więcej pieniędzy z podatków bezpośrednich i pośrednich do skarbu państwa, niż otrzymali w postaci świadczeń, jak np. na edukację, mieszkania czy opiekę zdrowotną.

Jonathan Portes, dyrektor National Institute of Economic and Social Research, obala zaś kolejny mit, jakoby napływ taniej siły roboczej skutkował obniżeniem zarobków pracowników niewykwalifikowanych. Tezę tę potwierdziły również badania przeprowadzane przez Sarę Lemos z Uniwersytetu w Leicester.
Także stwierdzenie lidera Partii Pracy, że emigranci nie mówią po angielsku, jest błędne. Według Office for National Statistics językiem angielskim nie posługuje się zaledwie 0,3 proc. mieszkańców Wielkiej Brytanii. Również liczba emigrantów nie jest tak duża, jak sądzi brytyjskie społeczeństwo, szacując, że emigranci stanowią 30 proc. mieszkańców Wysp (badania przeprowadzone przez Transatlantic Trends). W rzeczywistości, według danych OECD, w Wielkiej Brytanii emigranci stanowią 10,8 proc. społeczeństwa, a więc znacznie mniej niż w Niemczech, Holandii, Kanadzie, USA czy Hiszpanii.

Między bajki należy też włożyć tezy, powielane również przez mieszkających na Wyspach Polaków, o „islamizacji Wielkiej Brytanii”, gdyż muzułmanie stanowią ledwie 5 proc. brytyjskiego społeczeństwa. Wszystkie te liczby oznaczają, że brytyjskie społeczeństwo, tabloidalne media i politycy uczestniczą w jałowej, pozbawionej jakiegokolwiek oparcia w rzeczywistości dyskusji. Partyjni liderzy grają w politycznym teatrze, powtarzając fałszywe tezy, odwołując się do pojęcia woli powszechnej, manipulując ludem, tworząc niepokój, żonglując pustymi obietnicami, grając na emocjach. Wszystko to źle wpływa na jakość polityki. Tymczasem jednym z głównych zadań polityków jest nie tylko podążanie za głosem ludu, ale również kształtowanie opinii publicznej. Zwłaszcza że większość wyborców nie ma dostępu do faktów. Pytanie tylko, czy którakolwiek z brytyjskich mainstreamowych partii odważy się przeciwstawić Nigelowi Farage?

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Polak oskarżony o gwałt (godz. 10:58)
~: ~Sara napisał:  A ja wiem ze tego nie zrobil bo znim byla

Polak oskarżony o gwałt (godz. 10:54)
~:  

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 07:51)
~Anna Lennox:  Moje życie jest pełne szczęścia, ponieważ DR EDO sprawiło, że

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:11)
~Dora Maxim:  Dzisiaj jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego, co DR ISIKOLO zrobi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:28)
~toly: Mój były chłopak opuścił mnie i moją córkę od 6 tygodni

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.