prl cooltura
       
Środa, 13.11.2019 Arkadii, Krystyna, Stanisławy
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Londyn, którego nigdy nie zbudowano
Londyn, którego nigdy nie zbudowano

Jakub Ryszko


ostatnia aktualizacja: 2012/12/28 15:07

Korniszon, tarka do sera, ananas, puszka z szynką czy walkie-talkie to nie lista zakupów na sobotnie party, tylko popularne nazwy budowli, które już zmieniły lub w najbliższym czasie zmienią panoramę Londynu. W stolicy Zjednoczonego Królestwa od ponad dekady trawa nieprzerwany boom na budowanie drapaczy chmur. Do niedawna jednak londyńczycy nie mogli się pochwalić niczym, co byłoby wyższe od Pałacu Kultury.

Aż do lat 60. ubiegłego wieku nad panoramą miasta samodzielnie górowała 111-metrowa kopuła katedry św. Pawła. Świątynia zaszczytne miano najwyższego budynku w Londynie utrzymywała przez z górą 250 lat. Trzeba przyznać, że w pewnym momencie w utrzymaniu tego rekordu pomógł jej brytyjski ustawodawca, uchwalając w 1894 r. prawo The London Building Act, zgodnie z którym żadna nowo powstała w stolicy konstrukcja nie mogła swą wysokością przekroczyć 80 stóp, czyli niecałych 25 metrów.

Oficjalnie ograniczenia tłumaczono troską o bezpieczeństwo mieszkańców. Ówczesna straż pożarna dysponowała drabinami, które nie przekraczały takiej właśnie długości, przez co ewakuacja wyższych budynków mogła nastręczać pewnych problemów. Tajemnicą poliszynela jest jednak, że swój wkład w uchwalenie ustawy miała również królowa Wiktoria.

Wszystko przez niejakiego Henry’ego Alersa Hankeya, który w 1873 r. zakupił działkę w pobliżu St. James Park. Już wkrótce potem zaczął w tym miejscu rosnąć apartamentowiec. Początkowo sięgnął on 12 pięter, wkrótce potem Hankey dobudował jednak jeszcze dwa. W tym czasie był to najwyższy budynek mieszkalny w całym Zjednoczonym Królestwie i, co więcej, jedyny w kraju, w którym zainstalowano hydrauliczne windy i hydranty przeciwpożarowe.

Nie powinno więc dziwić, że pomimo wysokich cen – czynsz za sześciopokojowe mieszkanie wynosił 300 funtów rocznie – nie brakowało chętnych na wynajem. Jednym z najbardziej znanych lokatorów Queen Anne’s Mansions był kompozytor Edward Elgar. Bardzo szybko jednak wśród konserwatywnych londyńskich mieszczan budowla zyskała sobie wielu wrogów. W roku 1897 komentator nadwornego dziennika „Court Circular” określił ją mianem „zdumiewającego stosu”.

Żurnalista nie miał zresztą innego wyjścia, skoro do największych przeciwników apartamentowca należał nie kto inny, jak królowa Wiktoria we własnej osobie. Przyczyna tej niechęci była niezwykle prosta. Kiedy Queen Anne’s Mansions sięgnął swego najwyższego piętra, zasłonił monarchini widok na parlament z okien Buckingham Palace. Niestety, szybko wprowadzona ustawa nie była już w stanie zapobiec dokończeniu budowy kontrowersyjnego wysokościowca. Na prawie 100 lat ograniczyła jednak możliwość wznoszenia innych tego typu budynków.

Wysokie jak Shard

Zanim jeszcze The London Building Act zabronił budowania w stolicy wieżowców, miasto kilka razy miało szansę na to, by sięgnąć chmur. W roku 1831 wzbogacić tutejszą panoramę zapragnął Richard Trevithick. Wynalazca lokomotywy parowej, któremu w biznesie nie zawsze dopisywało szczęście, w pewnym momencie zmuszony był wyjechać do Peru, by konstruować maszyny dla tamtejszych kopalń srebra. Kiedy wreszcie udało mu się wrócić do Londynu, potrzebował czegoś, co Brytyjczykom przypomniałoby o jego inżynieryjnym geniuszu.

Traf chciał, że właśnie w tym czasie w parlamencie przegłosowany został the Reform Bill – reforma, która dawała klasie średniej prawo do udziału w wyborach. Aby ją uczcić, Trevithick zaproponował wzniesienie wysokiej na ponad 300 metrów kolumny The Reform Tower. Na położony na jej szczycie taras widokowy goście mieli być transportowani za pomocą opracowanych przez genialnego konstruktora, napędzanych energią parową „poduszek powietrznych”. Niestety, rok później Trevithick zmarł i projekt nigdy nie opuścił desek kreślarskich.

Podobny los spotkał dzieło nieznanego architekta, który zgłosił swą pracę do konkursu na pomnik upamiętniający zmarłego w 1861 r. małżonka królowej Wiktorii księcia Alberta. Mężczyzna zaproponował, żeby do konstrukcji monumentu wykorzystać pozostałości po zniszczonej przez burzę gigantycznej hali Crystal Palace. Elementy miały być przewiezione w nowe miejsce i przebudowane na obelisk o wysokości 304,8 metra, czyli dokładnie tysiąca stóp. Na swój sposób była to niezwykle prorocza wizja. Konstrukcje ze szkła i stali sięgnęły przecież nieba dopiero pół wieku później w Chicago i Nowym Jorku. Najwyraźniej jednak nie spodobała się ona członkom komisji opiniodawczej i dziś naprzeciwko Royal Albert Hall stoi znany wszystkim złocisty Albert Memorial.

Wielkie jak piramida

Najdziwniejszy jednak z wszystkich projektów zaprezentował w latach 20. XIX wieku mało znany wówczas architekt Thomas Wilson. Londyn, w tym czasie największa metropolia świata, stał przed pewnym niezwykle ważnym, a zarazem delikatnym problemem – wielkie miasto potrzebowało odpowiednio pojemnego cmentarza. Wilson uznał, że zmarłych najlepiej będzie zgromadzić w jednym miejscu, tak żeby „mogli spoczywać w idealnym pokoju, nie zakłócając komfortu i nie szkodząc zdrowiu, biznesom i własności żywych”.

Żeby pomieścić wszystkich żegnających się z tym światem londyńczyków, potrzebna była oczywiście budowla o odpowiedniej kubaturze. Dlatego młody ambitny architekt chciał na szczycie wzgórza Primrose Hill zbudować piramidę, której podstawa miałaby mieć 15 akrów, czyli 60 tys. metrów kwadratowych. Rozmieszczone na jej 94 piętrach katakumby miały stanowić schronienie dla 5 milionów ciał. Na górę żałobników miały dowozić parowe windy.

Co najważniejsze, budowla miała zarabiać na siebie sama. Pochówek w niej miał kosztować £5, czyli biorąc pod uwagę prawie dwa wieki inflacji około 300 dzisiejszych funtów. Willson obliczył nawet, że potencjalni udziałowcy mogą liczyć na zysk rzędu £10 764 000, co w przeliczeniu na współczesną walutę daje całkiem pokaźną sumę.

Pomysłowy architekt nie chciał zresztą zarabiać jedynie na zmarłych. Uważał, że dla żywych piramida stanie się niezwykłą atrakcją turystyczną, dlatego też na jej szczycie planował postawić obelisk, w którym mieściłby się punkt widokowy. Niestety, na losie projektu zaważył fakt, że gigantyczna piramida przyćmiłaby swą bryłą katedrę św. Pawła, i Willsonowi nigdy nie udało się go zrealizować. Nie oznacza to jednak, że jego talent nie został doceniony.

W roku 1830 ufundowana została firma London’s General Cemetery Company. Willson i miłośnik gotyku Augustus Pugin zostali w niej zatrudnieni jako główni architekci i wkrótce objęli pieczę nad budową Kensal Green – pierwszego spośród Magnificent Seven, czyli siedmiu największych londyńskich cmentarzy.   

Ich własna Wieża Eiffla

Mało kto wie, ale niewiele brakowało, żeby Londyn oprócz piramidy miał również swoją własną Wieżę Eiffla. Najwyższej konstrukcji na świecie pozazdrościł Francuzom prezes tutejszego metra sir Edward Watkin. W 1890 r. rozpisany został konkurs na projekt, do którego zaproszony został również sam Gustave Eiffel. Architekt grzecznie jednak odmówił, stwierdzając, że jego rodacy mogliby w następstwie tego czynu stracić o nim dobre zdanie.

Ostatecznie wygrał projekt, który odpowiedniczkę z drugiej strony Kanału La Manche przewyższał o 45,8 metra. Budowa ruszyła w 1891 r., czyli na trzy lata przed tym, jak wznoszenia w stolicy zbyt wysokich konstrukcji zabronił The London Building Act. Niestety, kiedy w 1896 otwierano otaczający wieżę park, nie udało się ukończyć nawet pierwszego etapu prac, a wieża sięgała zaledwie wysokości 47 metrów. P

owodem były zmiany, jakie z przyczyn oszczędnościowych poczyniono w pierwotnym projekcie. Początkowo miała się ona opierać na ośmiu nogach. Kiedy wzorem Wieży Eiffla ich liczbę zredukowano do czterech, zbyt miękki grunt zaczął powodować osiadanie konstrukcji.

Budowniczowie nie poddawali się jeszcze przez kolejne trzy lata, jednak w 1899 r. z powodu braku funduszy trzeba było zaprzestać jakichkolwiek prac. Sam pomysłodawca zmarł w 1901 r., a wymarzoną przez niego wieżę jeszcze przez długie lata nazywano szaleństwem Watkina. W roku 1923 w miejscu, w którym miała stać, otwarto słynny stadion Wembley, na którym cudów w polskiej bramce dokonywał w 1973 r. Jan Tomaszewski.

Londyn pnie się do góry

Początkowo, kiedy w latach 60. zniesiono w końcu słynny zakaz budowania wieżowców, nikt się nie palił do pięcia się w górę. Jako pierwsza stanęła w 1964 r. 77-metrowa wieża radiokomunikacyjna BT Tower, która po ponad ćwiartce tysiąclecia zakończyła wreszcie dominację  katedry św. Pawła. Dopiero jednak 18 lat później w City wybudowano biurowiec NatWest Tower (dzisiaj Tower 42), który ze swoimi 183 metrami był pierwszym z prawdziwego zdarzenia londyńskim drapaczem chmur. W roku 1991 budynek przerósł 235-metrowy wieżowiec One Canada Square na Canary Wharf.

Jednak aż do roku 2012, kiedy to ukończony został mierzący 309,6 metra Shard, londyńczycy mogli co najwyżej pozazdrościć Warszawie Pałacu Kultury i Nauki. Nasz dar od Józefa Stalina poprzedni tutejszy rekord przewyższał bowiem o całe dwa metry. Mało kto o tym dzisiaj pamięta, ale ta sytuacja mogła się zmienić znacznie wcześniej. Kiedy w latach 90. ogłoszono konkurs na zagospodarowanie terenu po zniszczonym wybuchem na skutek podłożonej przez IRA bomby biurowcu Baltic Exchange, wygrał projekt Normana Fostera. Millennium Tower miał osiągnąć 386 metrów wysokości i ze swoimi 92 piętrami wprowadzić Londyn do światowej ligi drapaczy chmur. Na szczęście dla Warszawy plany budowy zostały anulowane i pod adresem 30 St Mary Axe stanął mierzący sobie „zaledwie” 180 metrów Gherkin. Przed Shardem szansę na zadziwienie Pałacu Kiltury i Nauki miały jeszcze dwie konstrukcje.

 Pierwszy to zaproponowany w 2002 r. wieżowiec Citygate Ecotower. Budowla miała mieć 108 pięter, mierzyć 460 metrów i zgodnie z najnowszymi trendami być jak najbardziej ekologiczna. Energii miały jej dostarczać zamontowane na ścianach ogniwa słoneczne i turbiny wiatrowe. Ten projekt przyćmił jednak Mile High Eco Tower. Przedstawiona w 2007 r. wizja zakładała zbudowanie wysokiego na jedną milę drapacza chmur, który pomieściłby w środku mieszkania dla 100 tys. osób.

Przynajmniej 20 spośród 500 planowanych pięter w całości miało zostać przeznaczonych na przestrzeń publiczną. Miałyby się na nich znaleźć ogrody, turbiny wiatrowe i gigantyczne akwaria z rekinami, w których przyszli dyktatorzy Wielkiej Brytanii mogliby dokonywać egzekucji swoich przeciwników politycznych. Jak widać, czasami jednak lepiej, gdy niektóre wizje nie dochodzą do skutku.
 

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 15:59)
~Tamara Leon:  Cześć chłopaki, jestem bardzo podekscytowany odzyskaniem męża po

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:24)
~Barbara Damjan:  Wracając do byłego kochanka, pilnie z zaklęciem miłosnym, DR ISIK

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 07:44)
~Dora Sebastian: Witam, jestem tutaj, aby przekazać tę dobrą wiadomość całemu światu,

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:08)
~Cristina Alen:  Jak ten wielki człowiek, dr Isikolo, pomógł mi przywró

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 13:07)
~:  

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.