prl cooltura
       
Niedziela, 08.12.2019 Delfiny, Marii, Wirginiusza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Moi koledzy na Zachodzie nie chcą wracać
Andrzej Urbański
Moi koledzy na Zachodzie nie chcą wracać

Rozmawiała Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2009/01/02 08:07

Jak czuł się za granicą i dlaczego mieszka tam jego córka? A przede wszystkim, co sądzi o serialu „Londyńczycy”?

Pańska córka jest w Londynie. Czy pracuje w swoim zawodzie?
Tak.

Jak tego dokonała?

Na studiach w kanadyjskiej British Columbia, aby się utrzymać, pracowała w bibliotece i knajpach. Tam skończyła prawo. Była prokuratorem w Vancouver, potem z mężem przeprowadzili się do Londynu. Dziś jest w Cameron McKenna. Sama to zrobiła. W naszej rodzinie nie ma tradycji prawniczych.

Czy znalazła już swoje miejsce na ziemi? I czy to jest Londyn?
Nie, woli Vancouver, gdzie ma mieszkanie. Tam się wychowała, więc ma to zapewne na nią duży wpływ. Od dzieciństwa Joasia cały czas była ze mną, sam ją wychowywałem. Wyjechała w 1989 roku i od tamtej pory mieszka za granicą. Co roku przyjeżdżała do Polski, a teraz robi to nawet co miesiąc (uśmiecha się).

Czy córka ogląda „Londyńczyków”?

Dobre pytanie. Chyba nie. Chociaż może w internecie, nie wiem.

To jest dla mnie ważne.
Domyślam się.

Ciekawa jestem, na ile utożsamia się z bohaterami filmu.
Oj, nie sądzę.

Ja oglądałam pierwszy odcinek, po drugim nie wytrzymałam, zrezygnowałam. Usilnie szukałam podobnych postaci w realnym życiu. Nie znalazłam. Gdzieś na pewno są, ale czy to nasza grupa reprezentacyjna? Może to wyłącznie moje odczucie, czy ma pan inne zdanie?
Ten film jest zrobiony dla publiczności w kraju. Jak pani wie, jest jej sporo, bo cztery miliony. Polacy polubili ten film. To po pierwsze. Po drugie, to nie jest opowieść o klasie średniej w sensie anglosaskim.

To jest serial o Polakach w Anglii. Zrobiony tak, że gdyby to miała być historia warszawiaków, to musiałby opierać się wyłącznie o wycinek praski. To bardzo zawęża i deformuje obraz.
W pełni się zgadzam. Być może w części drugiej lub trzeciej będziemy starali się rozszerzyć ten wątek i pokazać innych emigrantów. Zgadzam się, że to jest potrzebne. To na pewno nie jest serial o mojej córce. To na pewno nie jest film o mnie. Ani o pani, bo to nie jest film o ludziach, którzy tam odnieśli sukces.

Przez takie projekcje Polacy czują się gorsi.
Objechałem pół świata i nigdy nie miałem poczucia, że jestem kimś gorszym.

Nikt panu nie dawał powodów?
Pierwszy raz wyjechałem w 1984 jako tajny wysłannik „Solidarności” do Paryża. Miałem cudowną okazję zobaczyć Paryż oczami emigrantów Argentyńczyków, Chilijczyków, Marokańczyków. Obracałem się tam wśród środowisk trockistowskich. Wszędzie komuny, mnóstwo Polaków. Byliśmy z tego samego pokolenia. Każdy walczył u siebie ze swoim generałem. Pamiętam, jak zakładałem się z Chilijczykami, że oni prędzej poradzą sobie z Pinochetem niż my z Jaruzelskim. Przegrałem. „Stety” (uśmiecha się). Byłem przekonany, że im będzie łatwiej. Nie miałem poczucia, że jestem kimś na marginesie. Odwrotnie. Raczej uważałem, że jestem w centrum wielkiej wojny światowej z dyktatorami, draniami, generałami.

Z jakiego miejsca można najskuteczniej zmieniać świat? Z pozycji dziennikarza, posła na Sejm czy doradcy prezydenta?
Wtedy, kiedy odpowiada się za drogi w mieście. Gdy byłem wiceprezydentem Warszawy, odpowiadałem za edukację i infrastrukturę. To jest miejsce, z którego najskuteczniej można zmieniać świat. Gdy oddałem pierwsze w swoim życiu 7,5 km drogi ekspresowej, to odczułem największą zawodową satysfakcję. To było jak przedłużenie cywilizacji o te kilka kilometrów.

A z jakiej pozycji świat wygląda zupełnie inaczej niż na pozór?
Na pewno z pomieszczeń tajnych, gdzie działają służby specjalne, z miejsc, gdzie czyta się dokumenty tajne, poufne czy specjalnego znaczenia. Tam się dzieją rzeczy, o których obywatele dowiadują się dopiero po latach, a świat wygląda inaczej, niż mogłoby to wynikać z gazet czy telewizji. Wiem coś o tym, byłem szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego i szefem Kancelarii Prezydenta RP.

Pytam, bo z pańskiego życiorysu wynika, że w moim wieku musiał pan być osobą, której nie na rękę był zastany porządek świata.

Byłem w dość luksusowej sytuacji. Za mnie zadecydowała historia, w zasadzie za całe moje pokolenie. Pewni generałowie wywołali wojnę 13 grudnia 1981 roku. Gdy ma się tak twardego przeciwnika, to zmiana świata jest czymś oczywistym. Realna walka to była po 13 grudnia, kiedy trzeba było płacić realną cenę za bunt.

Gdzie są dziś pańscy koledzy z podwórka i z liceum?

Część z nich jest w USA, część w Kanadzie, część w Wielkiej Brytanii, ktoś jest w Danii. Nie wiem, jak to procentowo wygląda, ale sporo osób mieszka na Zachodzie i nie chce wracać.

A pan? Jakim sposobem został w kraju?

Tak się złożyło, że służbowo objechałem cały świat, ale pokus, aby zostać, nie miałem najmniejszych. Nie jestem materiałem na emigranta.

W jakim okresie życia wyemigrowali pańscy przyjaciele?
W moim pokoleniu to jednak emigracja polityczna. Większość znajomych wyjechała w czasie stanu wojennego.

Kiedy i od kogo otrzymał pan najwięcej informacji przydatnych w pracy?

Miałem duże szczęście, bo mam przyjaciela, niegdyś mojego szefa. Człowiek niezmiernie inteligentny, kompetentny, profesjonalny. On nauczył mnie, jak funkcjonuje świat władzy, państwo. Wprawdzie był w PZPR, ale wiedział, że ja jestem w opozycji. Uczył mnie i do tej pory jest moim przyjacielem.

Czy długo szukał pan swojej drugiej połowy?

Z moją obecną żoną jestem dwadzieścia lat, długo jej szukałem.

Ile miał pan lat, kiedy zamieszkał we własnym, niewynajmowanym mieszkaniu?
Pierwsze własne otrzymałem już w wieku dwudziestu kilku lat – rodzice rozwiedli się, więc zostawili mi mieszkanie. Za to własny dom postawiłem w 1991 roku.

Ile miał pan wtedy lat?
36.

Praca, kobieta, pieniądze – co najbardziej sprawiło, że poczuł się pan dobrze we własnej skórze?
Wolę odpowiedzieć na pytanie, kiedy w tej skórze czułem się fatalnie.

Bardzo proszę.

Dwa razy w życiu czułem się bardzo niekomfortowo z powodu ograniczenia mojej wolności. Wbrew pozorom to nie było w więzieniu, tylko w wojsku, bo tam były tylko rozkazy. Drugi raz, kiedy zostałem szefem kancelarii prezydenta RP, ponieważ mój dzień składał się z różnych nakazów. Musiałem przywitać ambasadora, przywitać ministra, przyjechać, być, brać udział. Wtedy granice mojej wolności były bardzo ograniczone, czego nie znoszę. Wówczas narasta we mnie brak sympatii do siebie samego. Taką mam naturę, to jest mój klucz do dobrego samopoczucia.

Więc pan najchętniej wybiera zajęcia, w których sam decyduje, co robi?
Dokładnie tak jest, dlatego uwielbiam pisać i komponować.

Zawsze tak było? Nic, nigdy ze wstrętem?

Ależ oczywiście, że nie. Bardzo szybko, bo jeszcze w VIII klasie szkoły podstawowej zacząłem udzielać korepetycji i robiłem to aż do końca studiów. Choć tego nie cierpiałem.

Dlaczego?
Bo z reguły korepetycji udziela się bęcwałom.

Czy pan wie, co to znaczy praca fizyczna?

W swoim życiu wykonywałem mnóstwo prac fizycznych. Pomagałem ojcu w zakładzie samochodowym, pracowałem w brygadzie budowlanej, nosiłem papier drukarski w podziemiu…

Pan się z tego utrzymywał?
Tak. Nie widzę w tym nic niegodnego. Uważam, że każdy powinien spróbować pracy fizycznej. Pamiętam, jak zostałem pierwszy raz bezrobotny – a byłem nim dwa razy – to pierwsze, za co się wziąłem, to był stół do ogrodu. Zrobiłem go z dwucalowych desek, położyłem trzy warstwy farby żeglarskiej i stał chyba z dziesięć lat. Stolarstwo jest jednym z moich ulubionych zajęć, poza pisaniem i komponowaniem.

Co pan sobie wtedy myślał, że tak zostanie?

Gdy to wszystko robiłem to po powrocie do domu, brałem książkę, czytałem, studiowałem albo zaczynałem pisać artykuł naukowy. Na koncie mam kilkaset publikacji.

To był dla pana rodzaj gimnastyki?
Tak. Wie pani, co było najgorszą rzeczą, jaką w życiu robiłem? Zbieranie zboża na polu. Gospodarz nie chciał się zgodzić, abyśmy u niego rozbili namiot za darmo. Musieliśmy to odpracować, w pełnym słońcu, masakra. Nic gorszego później mi się nie przytrafiło.


ANDRZEJ URBAŃSKI
Obecny prezes zarządu TVP SA. Wcześniej szef Kancelarii Prezydenta RP. Wiceprezydent Warszawy. Poseł na Sejm. Dziennikarz. Ostatnio wydał zbiór esejów historycznych „Wojna, o której nie chcieliśmy wiedzieć” (wyd. Iskry, 2007).

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 19:35)
~Maria Alexuta:  Prawdziwy czarodziej Dr Isikolo, który czyni cuda dla ludzi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:42)
~Hailey Mateo:  Budzę się codziennie z uśmiechem na twarzy i śpiewam pochwały te

Rozwody w Kościele (godz. 11:32)
~Barbar: A po rozwodzie,odpoczynek zapewniony przez [url]http://joanna.holiday[/url]

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:23)
~Rosalie Dorijan:  To jest świadectwo, które chcę, aby wszyscy je zobaczyli. je

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:22)
~Sofia Alen:  Mój chłopak zostawił mnie dla innej dziewczyny. Desperacko p

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.