prl cooltura
       
Piątek, 07.08.2020 Donaty, Olechny, Kajetana
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Świat słuchał Stonesów, Beatlesów. A oni słuchali jej
Barbara Hulanicki
Świat słuchał Stonesów, Beatlesów. A oni słuchali jej

Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2012/04/20 15:30

Królowa Elżbieta II przyznała Order Imperium Brytyjskiego projektantce BARBARZE HULANICKI. Rozmawia: Sylwia Milan


Zaczynała pani od sprzedaży wysyłkowej ubrań. Pierwszy sklep otwarliście wspólnie z mężem w 1964 r.
Został stworzony z myślą o modzie ulicznej, o kobietach podejmujących pierwszą pracę i kupujących co tydzień nową rzecz. Tak było. Dopiero później przyszły do nas gwiazdy. Zwykle bywa odwrotnie. To gwiazdy pierwsze kupują, są fotografowane, a później nosi to ulica. Z Bibą było odwrotnie. Bardzo demokratyczna moda (śmieje się). Fenomen. Tworzyłam w stu procentach dla mas, dla młodych dziewczyn, dla których w sklepach nie było wtedy nic. Kobiety stawały się niezależne. Szły do pracy, wynajmowały pokój, wydawały pieniądze na siebie. To do nich adresowałam moje projekty.

Z czasem i gwiazdy zaczęły odwiedzać pani sklep.
Tak, asortyment był różnorodny. Przychodzili Cher, Yoko Ono, Mick Jagger, Elton John, Brigitte Bardot, Mia Farrow i wielu innych.

Królowa Elżbieta?
Nie, ona nie, ale księżniczka Anna owszem. Ja nawet nie wiedziałam, kiedy się pojawiają. Nasze biuro mieściło się na zapleczu sklepu. Dopiero wieczorem ekspedientki mówiły mi, że dzisiaj byli Rolling Stonesi, Beatlesi albo ich dziewczyny.

Kto najlepiej wyglądał w pani projektach?
Każdy, kto był chudy, a wtedy większość taka była. Najważniejsze były dobre nogi i piękne włosy.

W jaki sposób dowiedziała się pani, że otrzymała Order Imperium Brytyjskiego?
Przyszło pismo z gabinetu premiera. Miałam wypełnić druczek i zachować pełną dyskrecję, bo na tym etapie nie ma jeszcze pewności, że otrzyma się odznaczenie. Przed świętami Bożego Narodzenia przyszło potwierdzenie.

Piękny prezent na Gwiazdkę.
Najlepszy, jaki mogłam dostać.

Mówiła pani, że w latach 50. ludzie, którzy zajmowali się modą, byli traktowani jako mniej poważni. Dlaczego?
Kiedy wraz z mężem otwieraliśmy pierwszy sklep, panował inny klimat niż dziś. Projektant to nie było najlepsze zajęcie. Ludzie śmiali się z nas, nikt nie traktował mody serio.

To dlaczego absolwentka świetnej uczelni postanowiła związać się z modą?
Cały czas coś rysowałam. Kocham to. Poza tym to był najprostszy sposób na ucieczkę z domu.

Jak na wybór drogi życiowej zareagowała pani mama?
Szokiem. Ciotka, która nas wychowywała, była przerażona.

Pamięta pani moment, kiedy mama po raz pierwszy była z pani dumna?
(śmieje się) Nie, nigdy. Raczej do końca była zdezorientowana i zakłopotana moim wyborem.

Dziewczyny kończyły szkoły i chodziły w sukienkach matek. Nie było ubrań dla nastolatków. Wymarzony rynek. Dlaczego nikt przed panią nie wpadł na ten pomysł?
Ja to zrobiłam, bo sama byłam w takiej sytuacji. Robiłam karierę jako rysownik, chciałam się ładnie ubierać, wydawać pieniądze. Nie było na co.

Jak wam się udało z firmy wysyłkowej przejść do wielkiego gmachu w centrum miasta?
Mąż miał głowę na karku. Zajmował się biznesem, jego interesowała wyłącznie sprzedaż, mnie tworzenie. To doskonałe połączenie, które jest odpowiedzią na pytanie o rozmiar sukcesu Biby. Wysyłanie pocztą to był jego pomysł. Już wtedy twierdził, że to przyszłość, i miał rację. Internet pojawił się potem. Całe wieczory spędzaliśmy na pakowaniu rzeczy i wysyłaniu ich. W pewnym momencie za sprawą dziennika „Daily Mirror” zamówienia zaczęły spływać tysiącami. Wówczas zapadła decyzja o otwarciu pierwszego sklepu.

Spodziewaliście się aż takiego sukcesu?
Sukcesu? To dziś tak wygląda. Wtedy nie odbierałam tego w ten sposób. Zapamiętałam ciężką pracę.

Miała pani szczęście, że mąż interesował się modą. Nie wszyscy mężczyźni za nią przepadają.
Ależ mój mąż nie interesował się modą. Dla niego liczyła się wyłącznie sprzedaż. 

Dlaczego zajęła się pani projektowaniem wnętrz? Znudziła panią konfekcja?
Gdy zamawiają projektowanie hotelu, to projektuję wnętrza, jeśli linię odzieży, to projektuję ubrania. Nie mam z tym problemu.

Zakładając konkretny strój, wysyłamy innym informację o sobie. Czy jest pani w stanie odczytać wiadomość z czyjejś sukienki? I co się kryje za tym, że ktoś się ubiera wyłącznie na czarno, tak jak pani?
Ludzie, którzy noszą się na czarno, są leniwi (uśmiecha się).

To nieprawda.
Prawda, prawda. Idą na łatwiznę, nie chcą dopasowywać kolorów. Czerń jest wygodna, wszystko do niej pasuje.

Kiedy była pani ostatni raz w Polsce?
Dwa lata temu, w Poznaniu na festiwalu Art & Fashion. Organizatorka, Grażyna Kulczyk, przygotowała zachwycający, niesamowity, elegancki event. Byłam pod wielkim wrażeniem.

Jakie polskie wspomnienia związane z pierwszymi latami życia zachowała pani w pamięci?
Skłamię, jeśli powiedziałabym, że mam takie. Miałam 3 miesiące, gdy wyjechaliśmy z Polski. 

Nie mówi pani po polsku, raz tylko była w kraju. Jak to możliwe, że czuje się pani Polką?
Nie mogę nazwać Polski domem, bo nie znam jej jeszcze. Jednak czuję się bardzo polska. Noszenie polskiego imienia i nazwiska w Wielkiej Brytanii w latach 60. nie było łatwe. Nie było nas wielu. Dziś jest inaczej, bo nie ma już w Anglii Smithów i Brownów, są tylko Polacy (śmieje się).

W Londynie jest pani rozpoznawana jako Polka. Pewnego dnia byłam w miejscu dawnej Biby. Personel lokalu, w którym dziś mieści się restauracja i klub nocny, dowiedziawszy się, że pochodzę z Polski, od razu wymienił pani nazwisko i wskazał na pani portet wiszący na ścianie.
To miłe, nie wiedziałam.

Miejsce, które przychodzi pani na myśl, gdy myśli pani o swoim domu?
Moja walizka i czarne ciuchy.

 

Rosie, osobista asystentka
Poznałam Barbarę w 1964 r. Usłyszałam o maleńkim sklepie Biba i bardzo chciałam w nim pracować. Miałam kuzyna, który już tam był. Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną. Nie trwała długo. Barbara powiedziała tylko: „Podobają mi się twoje włosy i to, co masz na sobie. Możesz przyjść w poniedziałek”. Zostałam jej osobistą asystentką. Szybko zaprzyjaźniłyśmy się, co trwa do dziś. Ponad 40 lat. Odwiedziłam ją w Miami. Widziałam zaprojektowane przez nią hotele, kluby. Imponujące, co udało jej się zrobić. Ona nigdy nie przestaje. Jest serdeczna, hojna, witalna i zabawna.

 Dobra przyjaciółka. Młoda duchem. Cudowna osoba. Razem dorastałyśmy. Ja byłam 18-latką, ona nieco starszą koleżanką. Dziś, gdy spacerujemy razem po Londynie, zdarza się, że zatrzymują Barbarę ludzie rozpoznający ją. Barbara przywołuje wspomnienia najlepszych lat. Co ciekawe, kojarzą ją nawet młodzi ludzie. Do dziś mam kamizelkę w panterkę z Biby za 12 funtów. Zakładam ją czasem do czarnej sukienki. 

Wiktor Moszczyński, klient
Drzwi, przez które dziś wchodzi się do sklepu Marks & Spencer na High Street Kensington, w latach 70. wiodły do jednego z najpopularniejszych na świecie sklepów. Przez te drzwi wchodziło się do zaczarowanego świata. Wewnątrz na pięciu kondygnacjach najnowsze cuda mody, artykuły wyposażenia wnętrz, księgarnia. Przychodziłem tu głównie oglądać, jak większość (uśmiecha się). Ale kilka razy kupiłem. Pamiętam koszulę z aksamitu. Jeden z kolegów, gdy dowiedział się, że Barbara Hulanicki dostała OBE, powiedział mi, że pamięta, jak przyjeżdżał do Biby na skuterze z żoną i wydawał swoje ciężko zarobione pieniądze. Bardzo modne było przesiadywać w tamtejszej kawiarni. Czasami przychodziły do niej znane osobistości.

Kiedyś widziałem ówczesną dziewczynę Micka Jaggera, Marianne Faithful. Ile tutaj małżeństw się zaczęło... Ile dzieci urodziło się po spotkaniach tutaj... To była taka świątynia, do której przyjeżdżało ok. miliona osób tygodniowo. Pierwszy sklep, w którym z głośników płynęła non stop muzyka. Romantyczny rock. Biba to przede wszystkim nastrój, poczucie dekadencji, do pewnego stopnia. Przychodzili przeważnie młodzi ludzie, ale nie tylko.

Teresa Stella Sawicka, modelka
Zobaczyłam malutką informację w „Evening Standard”, że Polka otwiera sklep na Abingdon Road. To był malutki pokoik wypełniony zakręconymi wieszakami. Nie mogło tam być więcej niż 50 sukienek. Kupiłam tam swoją pierwszą sukienkę. Później Hulanicka poszła na Church Street, ulicę z samymi butikami. W Bibie wszystko było nowe, inne, na przykład szatnie. Zupełnie inne niż dziś. W jednym dużym pokoju przebierały się wszystkie dziewczyny. Każda bez skrępowania chodziła w majtkach, biustonoszu czy nawet bez, bo wymagały tego niektóre stroje.

Miałam wtedy 16-18 lat. Odpowiadał mi ubiór retro, art nouveau, duże kapelusze, makijaż. Sukienki bardzo długie albo bardzo krótkie. Spodnie szerokie, żakiety czarne, białe bluzki z falbankami. A na wieczór turbany z lureksu, z przodu z dużą piękną broszką, na szyi aksamitna tasiemka, też z broszką. Obowiązkowe. Sukienki bardzo często podcięte pod biust, z długim rękawem zakończonym sznureczkiem zakładanym na palec. W tamtym czasie krótko zajmowałam się modelingiem. Poszłam na dwa pokazy mody i szybko odkryłam, że to zajęcie nie dla mnie, zbyt wstydliwej. Przejście po wybiegu było męczarnią. Interesowałam się filmem, więc z nim związałam moje późniejsze życie zawodowe.

Grażyna Kulczyk, organizatorka Art & Fashion Festival w Starym Browarze w Poznaniu
Z panią Barbarą Hulanicki widziałyśmy się niespełna dwa lata temu, podczas Festiwalu Mody w Starym Browarze. Po kilku dniach spędzonych razem okazało się, że spotkanie było tak znakomite, iż trudno sobie wyobrazić lepszego gościa, wspanialszego człowieka i osobę tak kreatywną, emanującą na wszystkich, którzy uczestniczyli w tym wydarzeniu. Lata 60. były cudownymi dla mnie latami. Jako młoda dziewczyna, pełna fantazji, sama szyłam swoje rzeczy. Próbowałam wymyślić sposób na radosne funkcjonowanie. Ubrania z tamtego okresu, który wspominam tak miło, były bardzo podobne stylem do tego, co robiła pani Hulanicki.


Barbara Hulanicki – ur. w 1936 r. w Warszawie. Wychowywała się w Wielkiej Brytanii. Ukończyła Brighton School of Art. Założycielka słynnego domu towarowego Biba (działał do 1976 r.), jednocześnie marki znanej na całym świecie. Obecnie Hulanicki mieszka w Miami na Florydzie. Nadal projektuje wnętrza (Habitat), linie odzieży (Top Shop), torebek (Coccinelle). Współpracowała m.in. z „Vogue”, „Daily Mirror”, „The Times”, „Observer”. Królowa Elżbieta II odznaczyła ją właśnie Orderem Imperium Brytyjskiego (OBE).

 


 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~żona ś.p. Leona Borowego: ...ale Lońkę zostawiła....
odpowiedz
 ~i umarł: biedny LoŃka z tęsknoty ... a Biba wyszłą za milionera i zrobiła karierę  ... nawet dostała medal za ojca ,którego partyzanci żydowscy zabili w Jerozolimie.
Szczęsciara ,ta Biba....

odpowiedz
 ~kolorowa postac Londynu: R.I.P.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1010249,title,Polski-Londyn-pozegnal-Leszka-Bobke,wid,14434938,wiadomosc.html
  dziennikarz i 'agent'.....

odpowiedz
 ~kto to...: na wokandzie ???
odpowiedz
laluniasweet: kto to jest Hulanicki?? i don't know???eee

======================================

http://www.cchtech.co.uk

naprawa komputerow, projektowanie stron,cctv



odpowiedz
 ~Nana: Ah my Biba moment came in the early 90s in the King's Road. i bgouht a second hand Biba dress long black crepe, high-necked, button through, puff sleeves from a shop called Eat Your Heart Out. I wore it clubbing for a few years (ruched up with big voile petticoats underneath), then forgot all about it and rediscovered it years later. I was talking about to a friend of mine who is a vintage dealer and it turns out he used to own Eat Your Heart Out, so I ended up giving the Biba back to him. I have to say, even now, Barabara Hulanicki is a great beauty icon.
odpowiedz
 ~jkretfetfrh: Y3QxeF , [url=http://ftonovvotlqy.com/]ftonovvotlqy[/url], [link=http://zmvovjdhzwbt.com/]zmvovjdhzwbt[/link], http://sghzvwizjnwr.com/
odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 23:41)
~Ogunamen : DZIĘKI DUŻEMU DR OGUNAMENOWI ZA ROZWIĄZANIE MOJEGO PROBLEMU JEGO E-

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:46)
~Laura Ivano:  Pomóż mi uczcić doktora Isikolo za jego wielką pomoc. Jeste

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 19:10)
~Mrs Rebeca:  Witaj przyjacielu, nazywam się Rozana Edin, chcę zeznawać i podzi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 09:51)
~Milena Carlos:  Prawdziwy czarodziej o imieniu DR ISIKOLO Byłem tak przygnębi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 02:36)
~Betty Oxlade: Oto moje świadectwo: Nazywam się Betty Oxlade i chcę tu

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.