prl cooltura
       
Niedziela, 17.11.2019 Grzegorza, Salomei, Walerii
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Poczuć ducha historii
Poczuć ducha historii

Piotr Gulbicki


ostatnia aktualizacja: 2012/04/12 16:29

Zakurzeni, spoceni, zmęczeni. Wkoło szczęk bitewnego oręża, słychać odgłosy wystrzałów. Bitewne zmagania porządnie dają w kość, jednak dla nich to kolejne wyzwanie. A nawet coś więcej – przygoda życia. Każda okazja jest dobra, żeby poczuć ducha historii…

Cztery dni, kilkadziesiąt pojazdów, ponad 300 uczestników. Grupy rekonstrukcyjne z Polski, Anglii, Francji. I ostatnie zadanie do wykonania – marsz na słynny John Frost Bridge.

– Na własnej skórze poczuliśmy klimat tamtych wydarzeń, kiedy 24 września 1944 roku polscy żołnierze na zaimprowizowanych pontonach, pomimo zmasowanego niemieckiego ognia, sforsowali odnogę Renu i przedostali się na przyczółki wroga – opowiada mieszkający w Brighton Marek Wierzbicki o swoim ubiegłorocznym pobycie w Arnhem. Jest co wspominać, jest o czym opowiadać. Nocny marsz wspólnie z holenderską młodzieżą – w ciemnościach i zupełnej ciszy – zmienna pogoda. Kilkakrotnie złapał ich deszcz, nie obyło się bez przerw i postojów. Ale ostatecznie, po pokonaniu dziesięciu kilometrów, dotarli do celu. W pełnym składzie, bez strat.

To był kulminacyjny punkt zlotu. W poprzednich dniach jego uczestnicy zwiedzali miejsca w których przed laty toczono walki, byli w muzeach w Overloon i Oosterbeek, złożyli wieńce na cmentarzu wojennym, na którym spoczywają polscy spadochroniarze polegli w walkach w operacji Market Garden.

W deszczu i słońcu

Lekarze, prawnicy, biznesmeni, zawodowi historycy. Przedstawiciele inteligencji, ale też pracownicy fizyczni. Ludzie różnych profesji, w różnym wieku. Tu nie ma ograniczeń. Od kilkunastoletnich zapaleńców, po dwu-, a nawet trzykrotnie starszych od nich weteranów. Liczy się profesjonalizm, sprawność fizyczna, a także zaangażowanie w podejściu do wykonywanych zadań. Według zasady – jeśli jesteś dobry i dajesz radę, jesteś jednym z nas. Zakres działań jest szeroki, podobnie jak historyczne zainteresowania. Od czasów starożytnych, po najnowsze konflikty zbrojne. Wielkie bitwy, strategiczne operacje, przełomowe wydarzenia. I wspólny mianownik – chęć doświadczenia tego wszystkiego na własnej skórze, naocznego przekonania się jak to dawniej bywało.

Rekonstrukcja to finalny punkt, wcześniej trwają długie, często wielomiesięczne przygotowania. Kompletowanie broni, sprzętu, umundurowania. Teoretyczne i praktyczne zgłębianie detali, rozpisywanie scenariuszy działań. Każdy ma z góry ustaloną rolę, podczas pokazów wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.

– Na wyposażeniu mam kilka różnych mundurów, ale najczęściej noszę uniform jednostek specjalnych używany przez naszych żołnierzy w Iraku; z flagą i napisem Poland – opowiada Marek Wierzbicki. Jest absolwentem wydziału transportu i łączności Uniwersytetu Szczecińskiego, od kilku lat mieszka w Brighton, gdzie pracuje w firmie telekomunikacyjnej. Historią interesował się od zawsze – jego wujek walczył w obronie Warszawy, a ciocia po wojnie trafiła do obozu pracy w Archangielsku. Z jedenastoletnim wyrokiem.
Marek zbierał militaria i zgłębiał białe plamy polskich dziejów, szczególnie tych najnowszych – Katyń, Narodowe Siły Zbrojne, prześladowanie Kościoła. Wtedy, w okresie komunizmu, były to tematy tabu. Podczas pobytu na Wyspach na dobre połknął bakcyla reenactingu – jak po angielsku nazywa się rekonstrukcje historyczne.

Obecnie jest członkiem brytyjskiej grupy BARS (British Airborne), a jednocześnie utrzymuje kontakty z polskimi pasjonatami, regularnie uczestnicząc w imprezach organizowanych w Wielkiej Brytanii i w kraju. Jedną z ciekawszych jest zlot w Bornem Sulinowie. Konie, parady, ciężki sprzęt. I piękne jezioro. Niedawno udostępniono też ponad 300-metrowy poniemiecki korytarz.
Inscenizacji bitewnych w Europie stale przybywa, uczestniczą w nich grupy rekonstrukcyjne z różnych krajów. Niektóre imprezy mają szeroki zasięg, inne – bardziej lokalny. Huk wystrzałów, szczęk broni. W deszczu czy w słońcu, w lesie czy na otwartej przestrzeni, w wodzie czy w powietrzu. Bez względu na pogodę i warunki zadanie musi zostać wykonane…

Bunkier atomowy

To jeden z największych zlotów na świecie. Beltring War and Peace Show odbywający się corocznie przez kilka dni, zazwyczaj pod koniec lipca, w gospodarstwie Hop w Beltring (Kent) robi wrażenie. Ponad 3,5 tysiąca pojazdów wojskowych, kilkadziesiąt tysięcy uczestników. Nie tylko w mundurach, bo to impreza otwarta również dla publiczności. Na gości czekają specjalne stoiska z akcesoriami, eksponaty, pokazy sprzętu… A także inscenizacje bitew oraz kempingi.

Zakwaterowanie, rejestracja broni, wydawanie specjalnych kart. Taka jest kolejność. A potem zaczyna się prawdziwe militarne święto. Podczas zlotu można zobaczyć w akcji różne formacje odwzorowujące konflikty zbrojne XX wieku, szczególnie te z okresu II wojny światowej. Głównie oddziały brytyjskie, amerykańskie, niemieckie… Ale nie tylko. W tym roku odbędzie się jubileuszowa, trzydziesta impreza. Jak zapewniają uczestniczy poprzednich zlotów, te kilka dni na długo zostaje w pamięci.

Beltring War and Peace Show to nie jedyne miejsce dla miłośników tego typu wrażeń w Wielkiej Brytanii. Dużym zainteresowaniem cieszy się Bunker Bash w Kelvedon Hatch (w pobliżu Brentwood), gdzie znajduje się słynny bunkier atomowy. Przez wiele lat było to miejsce niedostępne, opatrzone etykietką „ściśle tajne”. Dzisiaj to już przeszłość, historia ożywa tam na nowo.
Swoich zwolenników mają także inne brytyjskie zloty, szczególnie Overlord w pobliżu Waterlooville czy Leek Show w Staffordshire. Każdy ma swój klimat, na każdym panuje specyficzna atmosfera.

Pod Borodino

Dwadzieścia tysięcy. Tylu członków – według różnych szacunków – zrzeszają brytyjskie grupy rekonstrukcyjne. Ale nie tylko na Wyspach reenacting w ostatnich czasach przeżywa prawdziwy renesans. Renesans, gdyż rekonstrukcje bitew i wydarzeń historycznych mają długą historię sięgającą korzeniami starożytnej Grecji i Rzymu. W tamtejszych amfiteatrach odgrywano bitewne przedstawienia w formie publicznych spektakli, gromadzące na trybunach rzesze widzów.

Nie inaczej było w średniowieczu (wielu władców lubowało się w takich inscenizacjach, niejednokrotnie organizując je w swoich zamkach i dworach), a także w czasach późniejszych. Szczególną popularnością rekonstrukcje historyczne cieszyły się na początku XX wieku w carskiej Rosji, a do ulubionych motywów należały Bitwa pod Borodino z 1812 roku oraz oblężenie Sewastopola z lat 1854/55.

Obecnie reenacting najlepiej rozwinięty jest w Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Belgii oraz Stanach Zjednoczonych. Coraz bardziej popularny jest również w Polsce, gdzie działa kilkaset grup i bractw rycerskich.

Konflikty zbrojne XX wieku. I i II wojna światowa, kryzys koreański, wojna w Wietnamie. A także ostatnie wydarzenia w Iraku i Afganistanie. Rekonstrukcje tych wydarzeń są najbardziej popularne. Ale nie tylko, bardziej odległa historia też ma swoich zagorzałych pasjonatów. W zależności od kraju, tradycji, a przede wszystkim profilu konkretnych grup i bractw.

W czym tkwi popularność tego hobby? – Moim zdaniem, to coś więcej niż hobby. Sama inscenizacja walk jest tylko jednym aspektem naszej działalności. Jednak zanim do niej dojdzie zgłębiamy tajniki strojów, taktyki, ówczesnych uwarunkowań społecznych, politycznych i gospodarczych. Całej tej otoczki, która tworzy kulturę i z której wywodzą się nasze korzenie – mówi Karol Kugiel.

Szablą i mieczem

Karol obecnie mieszka w Londynie, wcześniej w rodzinnym Słupsku był jednym z założycieli Drużyny Bogusława V. Organizowali pokazy na zamkowym dziedzińcu, występowali w szkołach, a z czasem również na turniejach rycerskich. Podczas tych imprez odbywały się prawdziwe walki, były biegi w pełnym rynsztunku, przyznawano nagrody zwycięzcom. Jak przystało na tradycję, nie mogło zabraknąć tańców, muzyki, zastawionych jadłem i winem stołów.

– Na początku było nas 10, potem ta liczba wzrosła do 30, a po kilku miesiącach zarejestrowaliśmy się jako stowarzyszenie. Dziewczyny szyły stroje, przygotowywały uczty, a ja z kolegami troszczyliśmy się o broń i zbroje, przy czym samo ich wykuwanie było moim zadaniem – opowiada Karol, który z wykształcenia jest jubilerem. Biorąc pod uwagę fakt, że ma prawie dwa metry wzrostu i dłonie jak bochny chleba, ta koronkowa robota robi wrażenie.

Na początku trenowali fechtunek kijami, a za tarcze służyły im kawałki drewna. Z czasem stawali się prawdziwymi rycerzami, w prawdziwych średniowiecznych zbrojach. Metalowe buty, metalowe ręce z naramiennikami, rękawice, hełm z przyłbicą. Często pod zbroją noszono kolczugi, składające się z 18 – 25 tysięcy ręcznie łączonych metalowych kółeczek, tworzących swoistą koszulę. – Wykonanie całej zbroi od stóp do głowy zajmowało mi średnio miesiąc intensywnej pracy. Do tego dochodziła broń – wspomina Karol.

Rycerze używali mieczy, kusz, korbaczy (bojowe kule na łańcuchu), a nawet rusznic. Przy czym tych ostatnich nie ładowali czarnym prochem ubitym gwoździami i kamieniami, jak to drzewiej bywało. Zamiast tego proch ubijali papierem, żeby przy strzałach uzyskać huk i dym.

Arkusz blachy, drut, stalowe nity, kilka młotków, wiertarka, maszyna do cięcia metalu – to podstawowy zestaw, można się zabrać do wykuwania zbroi. Jak podkreśla Karol, najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby wiedzieć jak i gdzie uderzyć, żeby uzyskać pożądany efekt. A potem już samo idzie.
Osobna sprawa to oprawianie książek. Barwienie stron, wcieranie w kartki wosku pszczelego, rozrabianie roztworu z kawy i herbaty. Wszystko po to, żeby zaimpregnować kartki i nadać im odpowiedni połysk. Do tego drewniane oprawki, zdobione zawiasy, grawerowanie tytułu książki.

Silniki w akcji

Starożytny legionista, średniowieczny rycerz, piechur z czasów napoleońskich. Albo żołnierz XX wieku… Nie ma problemu, każdy znajdzie coś dla siebie. Mundury, zbroje, odznaki, naszywki. Kompletowanie wyposażenia do kolejnych wypraw to podstawa. Po to, żeby wszystko było jak najbardziej zbliżone do historycznych realiów. Część akcesoriów trzeba kupić, inne można wymienić z podobnymi pasjonatami, jeszcze inne sprowadza się na specjalne zamówienie. Powstały nawet specjalistyczne warsztaty trudniące się tego typu produkcją. I na brak zleceń nie narzekają.

Kwoty są zróżnicowanie, generalnie jednak nie są to małe pieniądze. Szczególnie jeśli wyposażenie ma być dobrej jakości i spełniać historyczne kryteria. Czego się jednak nie robi dla realizacji marzeń – często tych młodzieńczych, spod znaku miecza i szpady. Może nie wszystkich, bo na posiadanie czołgów czy pojazdów opancerzonych mogą pozwolić sobie tylko nieliczni. Maszyny stoją w garażach, przechodzą konserwację i czekają na swoje kilka czy kilkanaście dni w roku. Dni, w których ponownie odpalą silniki i wyruszą do akcji, żeby na bitewnym polu, w bojowym zgiełku, wskrzeszać historię…

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Plaga XXI wieku (godz. 13:36)
~Jacek:  Dorota Maglo dostala dom od cansilu i podnajmuje ludziom pokoje, nie

Plaga XXI wieku (godz. 13:26)
~Jacek:  Dorota Maglo to osoba ktora wpedza ludzi w depresje

Branża motoryzacyjna niepewna przyszłości po Brexicie (godz. 11:57)
~aleksander: upadek przemyslu  motoryzacyjnego w UK

Wielka Brytania najpopularniejszym kierunkiem emigracji Polaków (godz. 11:16)
~aleksander: Koniec masowych wyjazdów Polakow doUK

Tani przewoźnicy zapowiadają wzrost liczby obsługiwanych pasażerów w Polsce (godz. 11:13)
~aleksander: Sytyacja linii lotniczych po wyjściu UK znacznie się skomplikuje

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.