prl cooltura
       
Środa, 08.04.2020 Amadeusza, Cezaryny, Juliany
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Do dziś nie mogę uwierzyć, że ludzie chcą mnie słuchać…
Sir David Attenborough
Do dziś nie mogę uwierzyć, że ludzie chcą mnie słuchać…

Filip Cuprych


ostatnia aktualizacja: 2012/04/04 15:51

Od 60 lat jest głosem i twarzą najpopularniejszych programów przyrodniczych, które łączą pokolenia widzów na całym świecie. W sobie tylko właściwy sposób analizuje teorię ewolucji i krok po kroku przybliża nam tajniki życia zwierząt i roślin. Rok 2012 to dla sir Davida Attenborough kolejne wyzwania i kolejne plany zawodowe. Z dziennikarzem i dokumentalistą specjalnie dla „Cooltury” rozmawia Filip Cuprych.


Czy kiedykolwiek zdawał pan sobie sprawę, że praktycznie cały świat będzie pana słuchać z otwartymi oczami i ustami?
Nigdy. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Poza tym w bardzo wielu przypadkach, kiedy moje programy pokazywane są w którymś z krajów, mój głos nie jest usuwany i nie jest podkładany głos lektora. Ludzie wiedzą, że oglądają efekty mojej pracy. Ale najważniejsze jest nie to, że ja się w nich pojawiam czy że ja je tworzę, ale to, że możemy podziwiać tak wiele zwierząt i roślin. To one są najważniejsze. Jak można nie zainteresować się tygrysem czy słoniem? To one sprawiają, że widzowie chętniej zasiadają przed telewizorami. Ktoś taki jak ja powinien być i jest wyłącznie na drugim planie. To nie ja jestem najważniejszy.

Z czasem chyba jednak zaczął pan sobie zdawać sprawę z tego, że pana programy kształtowały wybory i zamiłowania tysięcy ludzi na całym świecie?
Odpowiem panu tak: wydaje mi się, że to wyłącznie zasługa przyrody. Niczyja inna. Od urodzenia fascynuje nas przyroda. Smutne jest to, że według ONZ ponad połowa ludzkiej populacji mieszka na terenach zabudowanych. Oznacza to, że w mniejszym lub większym stopniu odcinają się od naturalnego środowiska, tracą z nim kontakt. I kiedy nagle stają z nim oko w oko, nie mogą się mu oprzeć, bo jest ono tak bardzo ważne dla każdego z nas. Jesteśmy przecież jego częścią. Programy przyrodnicze pełnią niezwykle ważną rolę w każdej telewizji. Ale nie dlatego, że jakaś konkretna osoba je tworzy i jest ich prezenterem. Dzieje się tak dlatego, że sama przyroda jest dla nas tak ważna. I choć schlebia mi twierdzenie, że miałem wpływ na czyjąś drogę życiową, to jednak wydaje mi się, że to nie ja. To przyroda.

Kiedy patrzy pan na swoje pierwsze programy i porównuje je z możliwościami, do jakich dzisiaj mamy dostęp, jak pan myśli, co było w pana pracy najtrudniejsze?
Zacznijmy od tego, że pierwsze programy, jakie tworzyłem, powstały 60 lat temu. Technologia była wtedy taka, jaką dysponowaliśmy, i niewiele można było z nią zrobić. Pamiętam, że największe trudności mieliśmy z nakręceniem czegokolwiek, co by wymagało dodatkowego oświetlenia. Moje pierwsze kamery były, w porównaniu z dzisiejszymi, dość prymitywne.

Nie miały opcji przybliżania filmowanych obiektów, obsługiwane były ręcznie, taśma kończyła się po 2 minutach i 40 sekundach, więc trzeba było ją ciągle zmieniać. W dodatku była tak mało czuła, że nie mogliśmy niczego filmować np. w lesie tropikalnym, bo było za ciemno. W tamtych czasach musieliśmy się skupiać na filmowaniu tego, co działo się w otwartej przestrzeni.

 Na szczęście wszystko zmienia się praktycznie z każdym rokiem. Dzisiaj pracuje się z kamerami elektronicznymi, możemy robić nieprawdopodobne zbliżenia, mamy kolor, sprzęt jest też zdalnie sterowany. Kamery są tak różnych rozmiarów, że możemy je także doczepiać do grzbietów wieloryba, do głowy ptaka, możemy oglądać mrówki powiększone do rozmiarów krowy. Technicznie, dzisiaj możemy wpuścić kamerę wszędzie i zobaczyć dosłownie wszystko. Rozbieżność między tym, co było, a tym, co jest, jest ogromna.

Czy to czasami nie sprawia większych kłopotów, nie wymaga większego nakładu pracy?
Tak, to prawda. Z jednej strony, jest łatwiej, bo na przykład można gdzieś pozostawić włączoną kamerę, która będzie rejestrowała wszystko przez 24 godziny. Można ustawić swego rodzaju „pułapki” z kamer, które uruchomią się, gdy tylko jakieś zwierzę znajdzie się w pobliżu. Z drugiej strony, posługiwanie się nowoczesnym sprzętem wymaga specyficznych umiejętności. Ten problem kiedyś nie istniał, bo i sprzęt był znacznie prostszy w obsłudze. Ale za to dzisiaj możemy pokazać znacznie więcej.

Biorąc pod uwagę cały swój dorobek, czego bał się pan najbardziej?
Przede wszystkim ludzi, a nie zwierząt. Zresztą byłoby czystą głupotą nie bać się na przykład kobry królewskiej, która ma prawie 6 metrów długości, potrafi się podnieść i pluć jadem. Trzeba zachować spokój, zimną krew i być po prostu wyjątkowo ostrożnym. Ale tak, potrafi to być przerażające spotkanie.

Wydawać by się mogło, że już pan wszystko widział i wszędzie był. Jest jakieś miejsce, które ciągle chciałby pan odwiedzić z kamerą?
Chciałbym jeszcze odwiedzić pustynię Gobi, przede wszystkim ze względu na skamieniałości, jakie się tam znajdują. Ale nie wydaje mi się, żeby to marzenie się spełniło. Na pustyni Gobi nie ma zbyt wielu zwierząt. Ci, którzy finansują nasze wyprawy, chcą, żebym wracał z nich z niezwykle bogatym materiałem. A tam nie ma zbyt wielu żywych atrakcji.

Czy po 60 latach pracy z kamerą jest jeszcze coś, co pana zaskakuje?
Tak. Powiedziałbym, że bez przerwy coś mnie zaskakuje. Im więcej się dowiadujemy, tym bardziej fascynuje nas przyroda. Kto by przypuszczał, że na Madagaskarze żyje kameleon mniejszy od muchy. Kto by w to kiedykolwiek uwierzył? A przecież właśnie niedawno odkryto ten gatunek.

Nie jest żadną tajemnicą, że wielu ludzi nie wierzy w teorię ewolucji i odrzuca wszytko, co stworzył Darwin. Zdarzyło się, że musiał pan staczać z nimi walkę na  argumenty?
Tak, wiele razy. Niemniej ci, którzy odrzucają teorię ewolucji, do czego mają pełne prawo, nie mogą odrzucić tego, co pokazuję w swoich programach. Ja pokazuję zwierzęta i rośliny. Nie można ich zanegować, bo przecież istnieją i są na to namacalne dowody. Swoją drogą niezależnie od tego, czy się akceptuje teorię Darwina, czy nie, wszyscy, nawet podświadomie, przyjmują do wiadomości fakt, że zwierzęta są ze sobą spokrewnione.

Wystarczy wyjrzeć za okno czy wyjść do ogródka. Zobaczyć można sikory: bogatkę, modrą, czubatkę i wiele innych rodzajów. Patrząc na nie, wszyscy wiedzą, że pochodzą z tej samej rodziny i są ze sobą spokrewnione, a to oznacza, że jeden rodzaj wywodzi się z drugiego. Akceptujemy organiczną ewolucję. Czy akceptujemy jej mechanizm, opisany przez Darwina, to już zupełnie inna sprawa.

A czy religia, jakiekolwiek wyznanie, była przeszkodą w pana pracy? 
Nie. Zacznijmy od tego, że głowy kościoła w Rzymie czy w Canterbury akceptują fakt ewolucji. To z kolei nie musi być przeszkodą czy też kłócić się z wiarą we Wszechmogącego. Wystarczy przyznać, że owszem, istnieje siła wyższa, ale też i istnieje ewolucja, przez którą ta właśnie siła stwarzała życie na ziemi. Teorię ewolucji całkowicie negują tylko ci, którzy uważają Biblię za jedyne źródło faktów. To są ci ludzie, którzy wierzą, że pierwsza kobieta została stworzona przez Boga, kiedy ten wyjął żebro z ciała mężczyzny. Jeśli się w to wierzy i uznaje za prawdę absolutną, to ja nie mogę z tym polemizować, bo nie ma żadnego racjonalnego argumentu, który można takiej teorii przeciwstawić.

Co powiedziałby pan komuś, kto zgodzi się z teorią ewolucji, ale powie, że skoro gatunki ewoluowały z jednego w drugi, to dlaczego ciągle mamy ryby czy bakterie?
(śmiech) Na przykład ryby, które są zwierzętami wodnymi, dały początek zwierzętom, które za swoje środowisko naturalne mogły obrać błoto. Ale to nie znaczy, że morza, rzeki, jakiekolwiek zbiorniki wodne nie nadają się już do zamieszkania. Oczywiście, że są, dlatego ciągle mamy ryby.

Oprócz tego, że jest pan dokumentalistą, jest także widzem. Ogląda pan najróżniejsze programy przyrodnicze?
Bez przerwy. Najczęściej te, które tworzą moi znajomi i przyjaciele.

Mając tak ogromny bagaż doświadczeń i wiedzę, zdarza się, że oglądając taki program, mówi pan sam do siebie: „Nie, to nie tak”?
Rzeczywiście, zdarzyło się tak kilkakrotnie. Ale wynikało to raczej z niedokładności. Czasami, kiedy montuje się dany film, można popełnić nawet drobne błędy, które wykreują nieprawdę. Trzeba bardzo uważać.

Czy pan jako ktoś, kto dla wielu jest autorytetem, popiera klonowanie zwierząt?
Wiele zależy od okoliczności. Tak naprawdę liczba gatunków, które można sklonować, jest niewielka. Nie dzieje się tak przez przypadek. Osobiście nie widzę sensu w klonowaniu rzadkiego gatunku, bo niby dlaczego miałoby się tak dziać? Na jakiej podstawie?

Konkretne gatunki mają sens wyłącznie w określonym kontekście. Jeśli znikają, to tylko dlatego, że ich naturalne środowisko zostało zniszczone. Jaki jest więc sens klonowania, jeśli nie przywraca się ich środowiska? Co innego, jeśli najpierw miałby być przywrócony ich „dom”. Ale nawet i w takich przypadkach klonowanie miałoby krótkotrwałe efekty.

Podobnie jest z odtwarzaniem gatunków. Zwłaszcza tych wymarłych. Mówienie, że można przywrócić do życia dinozaury na podstawie krwi pobranej z zatopionego w bursztynie komara, nie ma żadnych podstaw. DNA musi mieć jakąś bazę, jakąś podstawę. Czym innym jest odtworzenie komórek oka, wątroby, kości, nerek dinozaura. To jest niemożliwe, to czysta fikcja.

Rozumiem, że sprzeciwia się pan także krzyżowaniu gatunków?
Zdecydowanie. Zawsze pojawia się zasadnicze pytanie: „Po co?”. Nie widzę ani sensu, ani celu w krzyżowaniu gatunków. A co jakiś czas czyta się gdzieś, że człowiek odniósł sukces, bo skrzyżował delfina z orką albo lamę z wielbłądem. Po co? Krzyżówki nie są niczym nowym. Skrzyżowano na przykład lwa z tygrysem, ale ich potomstwo jest bezpłodne, więc to tylko zabieg jednorazowy. Według mnie nie ma to najmniejszego sensu.

 

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:48)
~Barbara Damjan:  Wracając z byłym kochankiem, natychmiast z zaklęciem miłosnym, to

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:38)
~Barbara Damjan:  Wracając z byłym kochankiem, natychmiast z zaklęciem miłosnym, to

Kryzys imigracyjny największym wyzwaniem dla UE (godz. 06:28)
~: zielony

Kryzys imigracyjny największym wyzwaniem dla UE (godz. 06:27)
~alex: bolek

Kryzys imigracyjny największym wyzwaniem dla UE (godz. 06:26)
~alex: biały

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.