prl cooltura
       
Środa, 19.06.2019 Gerwazego, Protazego, Sylwii
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Prawo do piractwa
Prawo do piractwa

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2012/02/10 09:26

Niedawna próba wprowadzenia „antypirackiego” ustawodawstwa w USA i Unii Europejskiej to nie tylko zamach na wolność słowa w internecie. To także chęć ograniczenia dostępu biedniejszym społeczeństwom do zasobów globalnej kultury.


Przez lata politycy nie przejmowali się siecią i zachodzącym dzięki niej przemianom społecznym i kulturowym podkopującym XX wieczne pojmowanie dostępu do informacji oraz dóbr kultury. Teraz państwa demokratyczne dążą w kierunku nadmiernej regulacji internetu, pod dyktando lobbystów z dominujących na medialnym rynku firm.

Ostatnie zamieszanie wokół amerykańskich projektów ustaw: SOPA (Stop Online Piracy Act) i PIPA (PROTECT IP ACT) oraz „europejskiej” ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement) to kolejna odsłona toczącej się od kilkudziesięciu lat podjazdowej wojny światów. Światów kompletnie różnych i zupełnie się nierozumiejących. Świata analogowego z cyber przyszłością. Świata nastawionego na zysk, pełnego regulacji, praw, przepisów ze światem, w którym dominuje nieskrępowana wolność i darmowe treści.

Jeszcze w zeszłym roku prezydent Francji Nicolas Sarkozy podczas szczytu G8 w Deauville głośno mówił, że internet to współczesny odpowiednik Dzikiego Zachodu, wymagający pilnej kolonizacji, uładzenia i ucywilizowania. Wówczas ostro przeciwstawił się mu Lawrence Lessig, amerykański prawnik, twórca koncepcji i ruchu Creative Commons, który stwierdził, że nadmierna regulacja internetu blokuje zarówno wolność, jak i innowacyjność. Ta wymiana zdań i bon motów jak w soczewce skupia w sobie i obrazuje pozycje zajęte przez przedstawicieli obu wrogich światów. Szans na negocjacje i kompromis nie ma tutaj żadnych gdyż zwycięstwo jednej z opcji skutkuje unicestwieniem porządku drugiego świata.

„Ucywilizowanie” internetu oznacza przecież śmierć sieci w formie, w jakiej ją znamy. Wprowadzenie regulacji i surowych antypirackich praw do cyberprzestrzeni zamieni darmowy dostęp do wielu treści oraz dóbr kultury i wolny internet w wirtualny supermarket. Jednak prawdziwa wojna światów nie odbywa się między politycznym establishmentem, a użytkownikami sieci, tylko między medialnymi korporacjami, a internatami czy szerzej odbiorcami kultury. Politycy, którzy w olbrzymiej większości o internecie nie mają zielonego pojęcia, a przede wszystkim boją się otwartości, jaką niesie rozwój sieci stają się tylko marionetkami tańczącymi pod dyktando medialnych koncernów. 

Prawo dżungli

Kluczem do przetrwania zarówno w dżungli jak i w biznesie jest umiejętność uczenia się na własnych błędach i wyciągania wniosków. Tym dziwniejsze więc, że najwięksi gracze tzw. przemysłu rozrywki czy też szerzej „conent industries” czyli wielkie korporacje medialne produkujące treści rozrywkowe począwszy od filmów, poprzez muzykę i książki, a na produkcjach telewizyjnych kończąc, wciąż nie potrafią sobie poradzić z nową, cyfrową rzeczywistością.

Od ponad dwudziestu lat rozwój technologiczny rzuca wyzwanie tym gałęziom przemysłu i za każdym razem reaguje on histerycznie. Kiedy pojawiły się kasety magnetofonowe przemysł muzyczny zaciekle z nimi walczył wieszcząc nadejście ery piractwa i rychły upadek wytwórni. Zamiast tego sprzedaż kaset jak i płyt tylko wzrosła. Później pojawiło się video, na które z kolei pomstował przemysł filmowy. I w tym przypadku efekt jednak był taki sam. Pomimo możliwości przegrywania i nagrywania pirackich kopii filmów, dzięki kasetom VHS wytwórnie filmowe zanotowały sprzedażowy boom. Potem historia powtórzyła się jeszcze z DVD i odtwarzaczami mp3.

Za każdym razem przedstawiciele „content industies” ogłaszali koniec przemysłu muzycznego/filmowego i za każdym razem sprzedaż i zyski koncernów medialnych rosły. Jednak lekcja, że nowe technologie, które na początku wydają się być olbrzymim zagrożeniem po czasie otwierają przed danym sektorem nowe możliwości rozwoju, wciąż nie została odrobiona.

Piraci z Hollywood

Paradoks polega też na tym, na co w swojej, dostępnej za darmo w internecie książce „Wolna kultura” zwraca uwagę Lawrence Lessig, że jeśli „piractwo” oznacza używanie czyjejś własności twórczej bez pozwolenia – jeśli teoria „tam gdzie wartość, tam prawo” jest prawdziwa – to historia przemysłu medialnego jest historią piractwa. Każdy istotny sektor dzisiejszych „wielkich mediów” – filmowy, nagraniowy, radiowy, telewizji kablowej – narodził się w pewnym sensie z piractwa. A piratom minionego pokolenia udawało się dołączyć do dzisiejszej śmietanki towarzyskiej. W końcu przemysł filmowy Hollywood narodził się dzięki zbiegłym piratom.

Na początku XX wieku twórcy filmowi i reżyserzy migrowali ze Wschodniego Wybrzeża do Kalifornii głównie dlatego, by wyzwolić się spod kontroli, jaką patenty przyznawały twórcy techniki filmowej, Thomasowi Edisonowi. Kontrola była egzekwowana przez monopolistyczny „trust”, Motion Pictures Patents Company (MPPC) i opierała się na własności twórczej Thomasa Edisona – na patentach. Edison założył MPPC, by korzystać z praw, jakie dawała mu owa własność twórcza, a MPPC ich egzekwowanie traktowała poważnie. Napsterami, czy też piratami  tamtych czasów były firmy takie jak Fox, „niezależni”, którym przeciwstawiano się nie mniej energicznie niż dzisiaj. Doprowadziło to do tego, że niezależni uciekali w popłochu ze Wschodniego Wybrzeża, a Kalifornia była wystarczająco daleko poza zasięgiem Edisona, żeby mogli tam spokojnie uprawiać piractwo wobec jego technologii bez obawy pociągnięcia do odpowiedzialności prawnej. Tak właśnie działali liderzy Hollywood, z Foxem na czele.

Wykluczeni na prowincji globalnego świata

Pomimo wycofania się amerykańskiego rządu z prac nad tymi dwiema ustawami przemysł filmowy być może i tak dopnie swego. A wszystko to za sprawą ACTA czyli międzynarodowego porozumienia o zwalczaniu podróbek towarów markowych. Co ciekawe ACTA nie dotyczy tylko piractwa i internetu.

Większość postanowień odnosi się do handlu towarami lekami, nasionami i ubraniami. To akt prawny skierowany (głównie) przeciwko biednym krajom, których społeczeństwa nie mają wystarczającej ekonomicznej siły i finansowych możliwości, aby legalnie kupować amerykańskie czy zachodnioeuropejskie produkty, więc na potęgę je kopiują, powielają i udostępniają za darmo innym. ACTA, o którą w zeszłym miesiącu cyber boje stoczyła grupa Anonymous z polską administracją rządową to efekt głębszej kapitalizacji czy też jak chce genewskie Obserwatorium Finansów oraz Jacek Żakowski finansjalizacji rzeczywistości. To proces, który od przeszło trzydziestu lat społeczne relacje zamienia w transakcje. Wszystko staje się towarem.

Wszystko musi mieć swoją cenę i każda aktywność społeczna powinna generować zyski. To, krótko mówiąc, urynkowienie wszystkich aspektów społecznego życia. Żakowski w swoim komentarzu w Gazecie Wyborczej trafnie diagnozuje, że „pod dyktatem tej logiki lekarz zamienia się w dostawcę usługi medycznej, a pacjent w klienta. Twórca jest dostawcą, a odbiorca konsumentem i nabywcą.” Amerykanie narzucając innym krajom ACTA w praktyce dokonują fragmentacji sieci i ograniczają innym, biedniejszym społeczeństwom dostęp do globalnej kultury.

Podczas cyberzamieszania w Polsce niemal wszyscy uczestnicy debaty publicznej zgadzali się, że piractwo jest złe. Wątpliwości budziła jedynie potajemna próba wprowadzenia regulacji oraz to, czy w ochronie świętego prawa własności nie idziemy zbyt daleko, naruszając inne podstawowe prawa, jak wolność wypowiedzi i działalności gospodarczej czy prawo do prywatności. Tymczasem Polska i polskie społeczeństwo znajdują się na uboczu globalnej wioski. Zaś to „wstrętne” i moralnie wątpliwe piractwo daje możliwość darmowego korzystania z żywej i aktualnej oferty kulturalnej świata. Dla zachodnich producentów muzycznych, filmowych, telewizyjnych czy domów wydawniczych Polska (jak i inne biedniejsze kraje) jest rynkiem marginalnym co wiąże się z tym, że premiery filmów, seriali, a także ważnych książek są z reguły mocno opóźnione. Zaś treści niszowe, specjalistyczne bądź niekomercyjne nie są wydawane w ogóle.

Gdyby nie nielegalne serwisy biedniejsze społeczeństwa nie miałyby żadnej możliwości w pełni uczestniczyć w konsumpcji światowych dóbr kulturalnych. Według raportu „Obiegi kultury. Społeczna cyrkulacja treści” medioznawcy Mirosława Filiciaka, socjolożki i badaczki internetu Justyny Hofmokl oraz socjologa Alka Tarnowskiego „nieformalny obieg potrafi przyciągnąć tych, którzy wcześniej nie kupowali muzyki, filmów i książek i nie korzystali z oferty instytucji kultury. Dzięki łatwości dostępu i darmowości dostęp do kultury ma jedna czwarta Polaków, którzy wcześniej jedynie oglądali telewizję.” A w kraju gdzie książki mają zaporowe ceny, biblioteki coraz mniej pieniędzy co wyraźnie wpływa na ilość dostępnych bezpłatnie nowości zaś wysoka kultura w konwencjonalnej formie jest albo droga, albo słabo dostępna to wartość „piractwa” w ujęciu społecznym znacznie rośnie.

 Nielegalny obieg kruszy bowiem sztywną formę udziału w kulturze i pozwala biedniejszym społeczeństwom uniknąć kulturowego wykluczenia. W kapitalnej książce „Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynki i wolność” prof. Yochai Benkler z Berkman Center for Internet and Society z Harvard Law School przestrzega przed nadmierną regulacją internetu oraz antypirackim ustawodawstwem.  Według Benklera skomercjalizowanie sieci doprowadzi do dyktatu komercyjnych mediów, a to zaś ograniczy wolność gdyż „kto kontroluje środki produkcji, ten zachowuje kontrolę nad swoją podmiotowością i rozszerza pole własnej wolności. Bo wolność jest pojęciem czysto formalnym, jeśli dostęp do niej blokują bariery kapitałowe i instytucjonalne. Co bowiem jest warta wolność słowa, jeśli jedynym sposobem dostępu do debaty publicznej są instytucje komercyjnych mediów”?

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:26)
~Zara Šime:  Mój chłopak zostawił mnie dla innej dziewczyny. Desperacko p

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:59)
~Barbara Alen:  DR BEN to najlepszy system rzucania zaklęć online przywracający mi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:02)
~Malinka:  Witam. Bardzo proszę o pomoc!!!? Mieszkam z chłopakie

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:53)
~Ana David: Dziękuję Dr Isikolo za pomoc Nazywam się Ana Dawid. Z szacun

Najstarszy zawód na... Wyspach (godz. 02:00)
~Śmierć Munika:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.