prl cooltura
       
Piątek, 10.04.2020 Borysławy, makarego, Michała
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Blame Europe!
David Cameron
Blame Europe!

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2011/12/12 06:07

Polityczny i ekonomiczny kryzys w Unii Europejskiej pozwala rządzącym zrzucić z siebie część odpowiedzialności za słabe wyniki gospodarcze Wielkiej Brytanii. Strategia „blame Europe” jest co prawda pełna dziur i ryzykowna, ale może zadziałać. I w dłuższej perspektywie dać partii konserwatywnej zwycięstwo w kolejnych wyborach.

„Blame Canada! Blame Canada” (Wiń Kanadę!) śpiewali bohaterowie „South Parku”, pełnometrażowej wersji popularnej kreskówki z 1999 roku. Rodzice Cartmana i spółki za wszystkie problemy wychowawcze zamiast siebie obwiniali Kanadyjczyków. „Blame Europe! Blame Europe!” śpiewają polityczni bohaterowie Wielkiej Brytanii dwanaście lat później. Cameron i spółka za ekonomiczne problemy Wysp zamiast siebie obwiniają Unię Europejską. Ten politycznie zaangażowany song wpada w ucho Brytyjczykom, bo to stara śpiewka i dobrze im znana melodia. Konserwatywne nuty i prawicowa partytura od lat odgrywają tę samą symfonię. Zmienia się tylko tekst.

(Stara) piosenka jest dobra na wszystko

W politycznej historii Wielkiej Brytanii w konserwatywnych pieśniach śpiewanych elektoratowi za winnych fatalnej sytuacji w kraju zazwyczaj uchodzili politycy Partii Pracy, po rządach których torysi musieli posprzątać. Ta prosta piosenka z nieskomplikowaną linią melodyczną przez lata utrzymywała się na szczycie politycznej listy przebojów. Do czasu. Bo chociaż Brytyjczycy, podobnie jak Polacy, najbardziej lubią utwory, które już znają, to w pewnym momencie zaczęli reagować irytacją na dźwięki starej, zdartej, konserwatywnej płyty. Dlatego nowy prawicowy rząd postanowił odświeżyć dawny przebój. Dokonać politycznego masteringu. W ostatnim roku torysi do tradycyjnie za bolączki Wysp obwinianych labour dodali także nowych winnych. Zimno, Angela Merkel, europejscy biurokraci, sądy pracy, związki zawodowe, ceny energii, emigracja, ślub Williama i Kate Middleton, a zwłaszcza kryzys w Europie w opinii rządzących są przyczynami tragicznego stanu brytyjskiej gospodarki. W ostatnich tygodniach ofensywa medialna brytyjskiego rządu skupia się głównie na wskazywaniu palcem w kierunku UE. Premier Cameron (w Londynie) i kanclerz Osborne (w Brukseli) w odstępie krótkiego czasu straszyli perspektywą upadku Unii i chaosem w Europie, który to destabilizuje i negatywnie wpływa na ekonomiczną sytuację w Wielkiej Brytanii. Premier podczas wystąpienia zorganizowanego przez biznes w Londynie używał apokaliptycznych sformułowań, tj. „alarmujące czasy”, „nowe trudności”, „niestabilność rynków” czy „jasne i olbrzymie zagrożenie”. To wszystko jest oczywiście prawdą, ale polityczna strategia torysów polegająca na skupieniu uwagi brytyjskiej opinii publicznej na kryzysie Unii ma także za zadanie ukształtować narrację na przyszłe wybory w Wielkiej Brytanii, a przede wszystkim ukryć wzrastającą desperację spowodowaną rozpadem ich strategii gospodarczej, w wyniku której recesja na Wyspach trwa w najlepsze.

Kryzysowe perpetuum mobile

Od września bezrobocie wzrastało w tempie niewidzianym w Wielkiej Brytanii od siedemnastu lat. Liczba młodych bezrobotnych (w wieku 16-24 lat) wzrosła do ponad miliona osób – to najwyższy poziom od 1992 roku. Liczba wszystkich bezrobotnych wynosi obecnie 2,62 mln, a stopa bezrobocia to 8,3 proc. Ponadto realne przychody Brytyjczyków maleją. Płace wzrosły o 2,3 proc., a stopa inflacji sięga 5 proc. w skali roku.

Przyszły rok zapowiada się jeszcze gorzej. Kanclerz Osborne przewidywał, że w 2012 roku Wielka Brytania zanotuje prawie 3-proc. wzrost, tymczasem, jak podaje Bank of England, może liczyć na co najwyżej 1 proc. Ryzykowna gospodarcza strategia George’a Osborne’a i Davida Camerona, mająca na celu ograniczenie deficytu za wszelką cenę, polegała na tradycyjnej neoliberalnej wierze, że rozwój sektora prywatnego zamortyzuje straty wywołane cięciami w sektorze publicznym, a wzrost gospodarczy pozwoli na szybsze zasypanie długu publicznego. Zamiast tego rządzący mogą zaobserwować negatywne sprzężenie zwrotne. Rachityczny wzrost gospodarczy, wysokie bezrobocie, spadek poziomu życia ludności, mniejsza produkcja i konsumpcja oznaczają, że cel ograniczenia deficytu nie zostanie osiągnięty. Co z kolei oznacza, że jedyny, jak dotąd, sukces kanclerza – przekonanie rynków finansowych o stabilności gospodarki brytyjskiej, czyli zapewnienie jej pożyczania na procent niewiele wyższy niż Niemiec, stanie pod znakiem zapytania. Utrata wiarygodności w oczach rynków może zaś spowodować wzrost obsługi kosztów brytyjskiego długu i jeszcze większy kryzys. Dlatego politycy na Wyspach uwagę opinii publicznej kierują na turbulencje w Europie, przygotowując sobie wymówkę na wybory w roku 2015.

Zagraj to jeszcze raz, Dave

Cameron z uwagą spogląda na polityczne konsekwencje gospodarczego zawirowania w Unii. Krach finansowy kraju i powodzenie w wyborach rzadko idą w parze. Przekonali się o tym już liderzy Grecji, Włoch i Hiszpanii. Polityczne ścięte głowy  Papandreou, Berlusconiego i Zapatero umieszczone przez społeczeństwa w muzealnych gablotach straszą urzędujących liderów innych europejskich krajów. Niemal pewne jest zaś, że kampania wyborcza w Wielkiej Brytanii w 2015 roku zostanie zdominowana przez debatę o gospodarczej polityce konserwatystów i liberalnych demokratów. Polityczna batalia o serca i umysły Brytyjczyków zaczyna się jednak już teraz. Jak dotąd obwinianie o ekonomiczny bałagan Wysp Partii Pracy zdawało egzamin. Zdaniem wyborców koalicja robi to, co należy, i to, co jest koniecznością.

Tylko 29 proc. Brytyjczyków uważa, że cięcia wydatków są niepotrzebne, i tylko jedna trzecia wolałaby, aby u steru stał Ed Miliband. Koalicja nie może jednak w nieskończoność obwiniać labour. Ostatnie doświadczenia zarówno Grecji, jak i USA pokazują, że współcześni władcy polityczną przestrzenią życiową, podczas której mogą zrzucać odpowiedzialność za stan państwa na poprzedników, cieszą się przez około dwa lata. Po tym okresie elektorat zaczyna koncentrować uwagę i niezadowolenie na rządzących. Strategia obwiniania Europy wpisuje się zaś idealnie w nastroje eurosceptycznego społeczeństwa brytyjskiego i może zapewnić koalicji wygraną w przyszłych wyborach. Bo chociaż bolączką brytyjskiej gospodarki jest niski popyt, kruche nastroje konsumenckie i brak inwestycji, które nie wynikają z turbulencji w UE, to jednak narracja rządzących, według której na przeszkodzie w rozwoju brytyjskiej gospodarki stoi „schłodzenie gospodarek Unii”, „brak elastyczności” i „sztywne instytucje, które krępują rozwój strefy euro”, trafia na podatny grunt. Do grona winnych stagnacji Europy i Wielkiej Brytanii dołączają „mało elastyczni eurobiurokraci”, „leniwi Grecy”, „rozrzutni Włosi” i „nieodpowiedzialni Hiszpanie”. To proste, zgodne z duchem czasu przesłanie w odbiorze elektoratu jest wystarczająco wiarygodne i może zadziałać. Pobrzmiewają w nim stare i dobrze znane nuty. A te wyborcy lubią najbardziej.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 13:35)
~Kenneth:  Nazywam się Ken Strickland. Moja rada skierowana jest do każdego, k

Chelsea dostała zgodę na modernizację stadionu (godz. 20:48)
enowysacz: Dobra wiadomość

Za większą aktywność fizyczną zniżki przy zakupach (godz. 20:48)
enowysacz: Dobry pomysł. Opcja tylko na zdrowe produkty.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:48)
~Barbara Damjan:  Wracając z byłym kochankiem, natychmiast z zaklęciem miłosnym, to

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:38)
~Barbara Damjan:  Wracając z byłym kochankiem, natychmiast z zaklęciem miłosnym, to

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.