prl cooltura
       
Piątek, 20.09.2019 Eustachego, Faustyny, Renaty
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Uśmiech szczęścia, czyli loteria prawdę ci powie
Uśmiech szczęścia, czyli loteria prawdę ci powie

Filip Cuprych


ostatnia aktualizacja: 2011/10/01 06:12

Możliwość wielkiej wygranej zawsze kusiła i kusić będzie. Opowieści o zwycięzcach z takich samych lub podobnych środowisk, z takimi samymi lub podobnymi życiorysami kuszą jeszcze bardziej. Co komu szkodzi zagrać za półtora czy za 2 funty? Szczęśliwy traf może się okazać naprawdę szczęśliwym. Każdy ma marzenia i zastanawia się: „Co by było, gdyby wygrało się chociaż milion?”. Są jednak tacy, którzy za nic w świecie nie chcieliby nawet tego miliona. A co dopiero jego wielokrotności.

National Lottery to najpopularniejsza loteria, w której liczą się naprawdę wielkie wygrane. Są jednak i tacy jej zwycięzcy, którzy żałują chwili, w której za jeden jedyny los zapłacili tylko półtora funta.

Pieniądze niszczą relacje międzyludzkie

W 1995 roku padła wygrana w wysokości 22,6 miliona funtów. Połowa przypadła Markowi Gardinerowi z Hastings. „Myślę, że liczba problemów mnoży się właśnie dlatego, że nagle masz pieniądze” – mówi dziś Gardiner. Razem z kolegą kupili losy i wpisali te same numery. Później okazało się, że podzielili wygraną. Kiedy poszedł z losem do punktu lotto, ktoś z kolejki rozpoznał go i powiadomił media.

Następnego dnia w prasie, zwłaszcza lokalnej, ukazały się serie artykułów, które uderzyły w Gardinera. „Nie wiedziałem, o kim piszą, ale potem dotarło do mnie, że wiele historyjek o mojej przeszłości, nieudanych związkach sprzedała prasie moja własna mama. To pokazuje, jak bardzo pieniądze mogą zniszczyć każde relacje międzyludzkie” – opowiada Brytyjczyk. Wraz z narzeczoną wyjechał na tydzień na Teneryfę, aby burza w mediach ucichła bez jego udziału. Wtedy zaczęła się fala listów z prośbami o pomoc i ofertami matrymonialnymi. Media nie odpuszczały. „W ciągu miesiąca dostałem list od mojej byłej narzeczonej, w którym zagroziła pozwem sądowym, jeśli nie przeleję na jej konto pewnej sumy na dziecko, które rzekomo miało być moje. Przez kilka lat przychodziły do mnie pisma, w których ktoś chciał sądowo uszczknąć coś z mojej wygranej” – wspomina Gardiner.

Za część wygranej kupił dwa lokalne kluby sportowe, ale przyznał potem, że pieniądze zostały wyrzucone w błoto. Kupił też domy dla czterech najbliższych przyjaciół, którzy wkrótce, jeden po drugim, zaczęli wykorzystywać jego hojność. Kiedy ich relacje zaczęły się psuć, posprzedawali domy i wyprowadzili się z pieniędzmi, które za nie dostali. „Odeszła ode mnie żona, która nie mogła wytrzymać napięcia psychicznego. Zaczęliśmy się awanturować o najgłupsze drobiazgi. Nie da się ukryć fortuny. Prędzej czy później ludzie się dowiedzą i zaczną się problemy. Jedyną dobrą rzeczą, jaka wynikła z wygranej, jest to, że znowu jestem ze swoją pierwszą żoną” – podsumowuje.

Szemrani przyjaciele

Rok 1995 to także jeszcze jeden głośny przykład wielkiej wygranej. 9 milionów funtów przypadło wtedy piekarzowi Keithowi Gough’owi. Wraz z żoną Louise Gough wydawał pieniądze na drogie samochody, wyścigi konne, wielki dom za pół miliona funtów, lożę w Aston Villa za 350 tysięcy. Zaraz po wygranej małżonkowie zdecydowali się upublicznić swoje szczęście.

Z czasem Keith zagustował w alkoholu. Po kilku latach przestał sobie radzić z uzależnieniem, rozstał się z żoną i zmuszony był przejść terapię odwykową. W szpitalu poznał Jamesa Prince’a, znanego policji oszusta finansowego. Na tej znajomości stracił kolejne 700 tysięcy funtów.
Keith Gough zmarł w wieku zaledwie 58 lat. „Wygranie takich pieniędzy było chyba najgorszą rzeczą, jaka mogła mu się przytrafić” – stwierdzili znajomi Gough’a.

„35 milionów zrujnowało jej życie”

15 sierpnia 2007 roku Angela Kelly ze szkockiej miejscowości East Kilbride wygrała 35 milionów funtów. Kiedy poszła do pracy w lokalnym oddziale poczty, zorientowała się, że półtora funta, które zapłaciła za jeden los, odmieniło jej życie.

Dzięki wygranej Angela Kelly mogła liczyć na procent w wysokości 21 tysięcy funtów tygodniowo. Ostrzeżono ją także przed konsekwencjami ujawnienia wygranej, ale Kelly postanowiła upublicznić ten fakt. Ta decyzja okazała się nieszczęśliwa. Szkotka nie była rozwiedziona, jednak nie mieszkała ze swoim mężem. Samodzielnie wychowywała syna i dzieliła życie z narzeczonym. Mąż nie wnosił żadnych roszczeń i otwarcie gratulował Kelly wygranej, powtarzając, że na nią w pełni zasłużyła. Pierwsze problemy wydały się błahe. Początkowo kobieta chciała się przeprowadzić do większego mieszkania. Oznaczałoby to jednak przeniesienie syna do innej szkoły, a ten nie chciał się na to zgodzić. Ostatecznie oboje przeprowadzili się do pobliskiego mieszkania, którego właścicielką była siostra kobiety. Dzięki temu jej syn mógł kontynuować naukę w tej samej szkole. Informacja o jej wygranej szybko rozeszła się po okolicy i po kraju. Codzienna obecność mediów i dziesiątki listów z prośbami o pomoc finansową zaczęły powodować presję psychiczną. Razem z małżonkiem obawiała się o życie syna. Brali pod uwagę możliwość porwania i żądania okupu. Zdecydowali się na wynajęcie ochrony. Po pewnym czasie odszedł od niej narzeczony. Angela Kelly nadal mieszka sama z synem. Nie wydała wygranej na drobiazgi i chwilowe przyjemności. Najwyższa kwota, jaką kobieta zdecydowała się wtedy wydać, to 63 funty na fryzjera. Nie ujawnia się, nie pokazuje się publicznie, nie zwraca na siebie uwagi, robiąc zakupy. „Gdyby wygrała 50 tysięcy, byłaby najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. 35 milionów przytłoczyło ją psychicznie i zrujnowało jej życie. Presja jest dla niej nie do zniesienia. Była naprawdę szczęśliwą kobietą, zanim wygrała” – mówią jej przyjaciele.

315 milionów „w plecy”

Czy można marzyć o cenniejszym prezencie świątecznym niż wysoka wygrana na loterii? 25 grudnia 2002 roku Jack Whittaker wygrał 315 milionów dolarów. Natychmiast dowiedział się o nim świat, a i sam zwycięzca nie robił z tego żadnej tajemnicy. Kłopot w tym, że świat nie zamierzał odstępować milionera i media śledziły każdy jego krok. I Whittaker, i jego najbliższa rodzina wystąpili także w kilku programach telewizyjnych. Dzisiaj Whittaker mówi, że „chciwość wymknęła się spod kontroli”. Jak sam opowiada, chciał budować kościoły, chciał kupować jedzenie tym, którzy go potrzebują, chciał kupować ubrania tym, którzy ich nie mają. W kilka miesięcy od wygranej wydał 15 milionów dolarów na budowę dwóch kościołów. Powołał też fundację swojego imienia, żeby sprostać tysiącom próśb o pomoc. Mężczyzna nie skąpił pieniędzy i rozdał blisko 50 milionów. Kupił nawet dom i nowy samochód kobiecie, która sprzedała mu los. Whittaker wychował się w bardzo biednej rodzinie. Z czasem otworzył własną firmę konstrukcyjną. Wygrana na loterii zmieniła wszystko diametralnie. Nagle pojawiły się pozwy sądowe „od ludzi, którzy ciągle czegoś chcieli i uważali, że jestem im winien jakieś pieniądze”. Na samych prawników wydał blisko 3 miliony dolarów. Z czasem mężczyzna popadł w alkoholizm, wdawał się awantury i bójki. Skradziono mu samochód, w którym miał pół miliona dolarów. Najwięcej pieniędzy Whittaker wydawał jednak na swoją 17-letnią wnuczkę, której kupił dom, 4 samochody i co tydzień dawał 2 tysiące dolarów. Status materialny dziewczyny zrócił uwagę dealerów narkotyków. W końcu sama wpadła w nałóg, choć Whittaker kilkakrotnie próbował jej pomóc, wysyłając ją na odwyk. Pewnego dnia dziewczyna zniknęła. Jej ciało znaleziono 20 grudnia 2004. Whittaker popadał w coraz poważniejsze kłopoty, głównie wywoływane jego alkoholizmem. Coraz częściej pozywany był do sądu za groźby lub też rękoczyny, co systematycznie uszczuplało jego portfel. W roku 2007 zgłosił się na policję, twierdząc, że skradziono mu wszystkie pieniądze, jakie mu zostały. „Loteria zniszczyła moje życie. Gdybym wygrał raz jeszcze, zatankowałbym samochód, zabrał ze sobą kilka kanapek i wyjechał gdzieś, gdzie nikt by o mnie nie słyszał”. – mówi były milioner.
Przykładów losów ludzi, którzy wygrali na loterii i stracili niemal wszystko, jest wiele. Ale są też, rzecz jasna, tacy, do których los się uśmiecha, choć wcale nie zdają sobie z tego sprawy. I dopiero potem zaczyna się dramat.

Los w śmietniku

38-letni Cemal Celikkanat wygrał 100 tysięcy funtów, grając w kartę zdrapkę. Po zdrapaniu odpowiednich pól jego oczom ukazała się suma 100 000. Mężczyzna wyrzucił jednak los do śmietnika, myśląc, że, tradycyjnie, trzy takie same symbole muszą się ustawić w rzędzie. Zorientował się dopiero wtedy, kiedy znajoma powiedziała mu o swojej, znacznie mniejszej wygranej. Celikkanat pobiegł natychmiast do sklepu, w którym wyrzucił szczęśliwy los. Śmieci zostały jednak dawno wywiezione.

Los w żołądku

Niecodzienny przypadek odnotowano podczas lotu liniami Ryanair z Krakowa na lotnisko East Middlands. Pasażer kupił pokładową kartę zdrapkę i okazało się, że wygrał 100.000 euro. Do frustracji doprowadził go fakt, że personel pokładowy nie miał takiej sumy i nie mógł jej wypłacić. Mężczyzna musiał się po nią zgłosić do biura firmy prowadzącej losowania. Zły na zaistniałą sytuację, zjadł zwycięski los.

Oczywiście nie wszyscy loteryjni milionerzy tracą na wygranej, ale i też nie wszyscy przyznają się do niej. Najczęściej wygrane sumy są stosunkowo niewielkie w porównaniu z bajońskimi sumami, które padają od czasu do czasu. Każdy ma marzenia i stara się je urzeczywistnić. Zdarza się jednak tak, że kiedy wszystko staje się możliwe, świat zaczyna się walić na głowę. Kuszeni wielkimi wygranymi, skreślamy tych kilka numerków z nadzieją na wielkie szczęście. Okazuje się jednak, że w wielu przypadkach wygrana nie ma nic wspólnego ze szczęściem.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 18:16)
~Loreta Emilio:  DR ISIKOLO jest po prostu najlepszym rzucającym zaklęcia i pomocnik

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:24)
~Milena Carlos:  Prawdziwy rzucający zaklęcia o nazwie DR ISIKOLO Byłem tak p

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 19:50)
~Chris:  Nazywam się Chris, jestem z Rzymu we Włoszech, chcę podzielić si

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 12:55)
~Ariana Dalen:  Mój ex i ja zerwaliśmy 1 rok i 2 miesiące temu i byłem w sz

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 09:17)
~Maya:  Uwaga:   Nazywam się Maya, jestem z Berlina,

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.