prl cooltura
       
Wtorek, 12.11.2019 Konrada, Renaty, Witolda
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Davos, David i Tina
David Cameron
Davos, David i Tina

Radosław Zapałowski


ostatnia aktualizacja: 2011/02/20 09:42

Światowe Forum Ekonomiczne miało być dla Dawida Camerona politycznym odpoczynkiem od coraz bardziej napiętej sytuacji w kraju. Zamiast tego premier Wielkiej Brytanii słyszał od światowych liderów to samo pytanie, które na Wyspach wciąż zadaje mu opozycja, eksperci i dziennikarze: Macie plan B?

„Msza neoliberałów", jak nazwał kiedyś Davos Aleksander Smolar odbyła się w tym roku bez specjalnych niepokojów. W przeciwieństwie do zeszłorocznego szczytu, który charakteryzował się posępnym, grobowym nastrojem czasu kryzysu, teraz dominowały tony optymistyczne. Świat odradza się z pokryzysowych popiołów, a trendy i wskaźniki makroekonomiczne wyglądają obiecująco. W zeszłym roku elity dyskutujące w Davos, żeby nie drażnić zmagających się ze skutkami globalnej recesji ludzi, zrezygnowały z hucznych bankietów i zabaw. Teraz wszystko wróciło do normy. Rano dyskusje i panele, po południu narty, a wieczorem bankiety, za które hojnie płacili bankierzy i finansiści.

Piękny widok z góry

Elity bawiące się wśród szczytów Alp miały powody do zadowolenia. Widoki na przyszłość są znacznie lepsze niż dwanaście miesięcy temu. Obawy z 2009 roku o pogłębiającej się recesji nie sprawdziły się. Zamiast tego w 2010 roku nastąpiło solidne odbicie się od kryzysowego dna. Wróciły zyski, sowite premie i dobre nastroje. Tak powinno pozostać przez cały rok 2011. Bo przecież, cieszono się w Davos, rynki wschodzące – Indie i Chiny rozwijają się z zawrotną prędkością. USA dzięki pakietowi stabilizacyjnemu wreszcie odnotowały wzrost gospodarczy. Nawet stara, zmęczona Europa powoli dojrzewa do tego, aby zmierzyć się ze swoim olbrzymim zadłużeniem. Wielkie korporacje, które w czasie kryzysu mocno ograniczyły koszty, mają teraz w bankach spore nadwyżki i znów mogą agresywnie inwestować. A najważniejsze, że świat jest na progu olbrzymiej rewolucji cywilizacyjnej i technologicznej. Kris Gopalakrishnan z Infosys – indyjskiej firmy technologicznej wskazał, że na szczycie w Davos niemal wszyscy goście zamiast starych laptopów, używali smart phonów oraz tabletów. – To mikro dowód na to, że światowa gospodarka jest w początkowej fazie olbrzymich zmian strukturalnych, które zdarzają się co 50, 60 lat – przekonywał. Połączenie innowacyjności Zachodu i  super szybkiego wzrostu w Azji oraz w Ameryce Łacińskiej to dowód na to, że światowa gospodarka jest w dekadzie rozkwitu. Niemal jak w czasach powojennych. W tym morzu optymizmu i wielkich nadziei miał zamiar popływać także premier Wielkiej Brytanii, który na szczycie przekonywał, że „redukcja długów jest warunkiem długofalowego wzrostu” Zamiast gorących oklasków, światowi liderzy urządzili mu jednak zimny prysznic.

Trzej jeźdźcy ekonomicznej apokalipsy

Zdyscyplinowana i stabilna – tak David Cameron chciał przedstawić brytyjską gospodarkę najbardziej wpływowym ludziom na świecie. Nie udało się. Tuż przed szczytem okazało się, że w ostatnim kwartale 2010 roku brytyjska gospodarka skurczyła się o 0,5 proc. A do tego jeszcze doszły niepokoje zwiastowane są przez następnych dwóch jeźdźców ekonomicznej apokalipsy – wzrost bezrobocia i wzrost inflacji. Na Wyspach premier Cameron coraz częściej słyszy pytanie o „Plan B” bo forsowany przez konserwatystów program cięć budżetowych mający przynieść budżetowi 80 mld funtów w ciągu czterech lat, jak na razie nie działa. A zaniepokojenie stanem brytyjskiej gospodarki, również za granicą, wzrasta. W Davos brytyjski sposób na kryzys krytykowali wszyscy najwięksi. O plan B pytał George Soros, a Nouriel Roubini, który jako jeden z niewielu ekonomistów, przewidział krach z 2007 roku podkreślał, że Wielka Brytania stoi wobec kolejnego załamania koniunktury, mimo, że reszta świata wychodzi z kryzysu. Ostro na ekonomiczny plan Camerona zareagowali również Amerykanie. Prezydent Obama przestrzegał, że zbyt głębokie i przedwczesne cięcia wydatków budżetowych mogą zagrozić całej światowej gospodarce kolejną recesją. W podobne tony uderzał również sekretarz skarbu Timothy Geithner, który zauważył, że „nieznacznej poprawy koniunktury nie wolno psuć przedwczesnymi, drastycznymi cięciami.” Na Wyspach zaś, Narodowy Instytut Badań Ekonomicznych i Społecznych orzekł, że zbyt szybkie i nerwowe próby zduszenia deficytu i chęć uporania się za wszelką cenę z zadłużeniem powodują, zamiast korzyści, jeszcze większy bałagan. Zdaniem Instytutu brytyjska gospodarka mogłaby operować na poziomie o 4 procent wyższym niż obecny, ale polityka rządu nie pozwala wykorzystać tych „wolnych mocy.” Premier Wielkiej Brytanii mocno trzyma się jednak swojej linii, a przed krytykami za granicą i na Wyspach zasłania się słowem TINA czyli There Is No Alternative.

Planu B nie ma

Cameron i Osborne nie godzą się na żadne ustępstwa. Zresztą nie mogą. Byłoby to politycznym samobójstwem i przyznaniem się do błędu. Dlatego właśnie za problemy brytyjskiej gospodarki kanclerz George Osborne obwinia „trudne warunki atmosferyczne.” Zasłanianie się śniegiem jest politycznie niepoważne, ale jeszcze bardziej niepoważne byłoby według kanclerza „porzucenie planu redukcji deficytu” gdyż Wielką Brytanię „natychmiast ogarnąłby finansowy chaos.” Jak trafnie zauważa jednak publicysta Andrey Rawnsley rządząca koalicja nie ma tak naprawdę żadnego planu B. Bo wciąż wierzy w plan A. Cięcia wydatków rządowych to przecież fundament ekonomicznej polityki tego rządu. Cameron i Osborne są fiskalnymi konserwatystami z krwi i kości. Są święcie przekonani, że walka z deficytem i trzymanie w ryzach finansów publicznych to główne zadania konserwatywnego rządu. Ani przywódcy innych krajów, ani brytyjscy eksperci na ich politykę nie mają najmniejszego wpływu. Konserwatyści idą bowiem wyraźnie w ślady Żelaznej Damy, która w 1981 doprowadziła do uchwalenia jednego z najtrudniejszych i najbardziej drastycznych budżetów w historii Wielkiej Brytanii. Wówczas również po Wyspach rozlała się fala krytyki, a Times opublikował słynny list 364 ekonomistów, w którym przestrzegano przed „oszalałą, ideologiczną polityką, która nie ma żadnego oparcia w teorii ekonomii.” Wówczas Margaret Thatcher oparła się wszelkim naciskom i według opinii prawej części brytyjskiej sceny politycznej, historia przyznała jej rację. Dziś Torysi również liczą na pozytywny osąd historii zapominają jednak, że w tamtym czasie bezrobocie w Wielkiej Brytanii rosło systematycznie jeszcze przez kolejne cztery lata, a thatcherowski „sado – monetaryzm” dokonał ogromnego spustoszenia w brytyjskiej gospodarce. Deindustrializacja w latach osiemdziesiątych doprowadziła do uzależnienia się Zjednoczonego Królestwa od sektora finansowego. A ten z kolei do globalnej recesji. Dziś historia się powtarza. Zaciskanie brytyjskiego pasa odbywa się za pomocą żelaznej ręki godnego następcy Żelaznej Damy.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:24)
~Barbara Damjan:  Wracając do byłego kochanka, pilnie z zaklęciem miłosnym, DR ISIK

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 07:44)
~Dora Sebastian: Witam, jestem tutaj, aby przekazać tę dobrą wiadomość całemu światu,

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 17:08)
~Cristina Alen:  Jak ten wielki człowiek, dr Isikolo, pomógł mi przywró

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 13:07)
~:  

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:24)
~Diana Luis:  Witam wszystkich, chcę polecić dr Mohammeda, który pom&oacut

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.