prl cooltura
       
Czwartek, 17.10.2019 Antonii, Ignacego, Wiktora
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Kornwalia: Raj w szklarni
Eden Project. Fot. Jarek Sępek
Kornwalia: Raj w szklarni

Jarek Sępek


ostatnia aktualizacja: 2008/08/28 17:16

Eden Project jest jakby wyjęty z filmu science-fiction. Jego olbrzymie, przezroczyste, foliowe kopuły wyglądem przypominają bazę kosmiczną. To największy botaniczny ogród Europy, który mieści sztucznie wyhodowaną dżunglę. Wizyta tutaj z pewnością wywoła ekologicznego kaca.

By dokonać rachunku sumienia, jechałem aż 250 mil z Londynu na południowy zachód, spalając dziesiątki litrów benzyny, emitując do atmosfery kłęby spalin, nie bardzo się tym jednak przejmując. Chciałem zobaczyć olbrzymi ogród botaniczny, który powstał w hrabstwie Kornwalia, w okolicach miasteczka St. Austell.

 

Wprowadzając się w przyjazny środowisku klimat, zacząłem jednak słuchać w radiu BBC 4 programów o ogrodnictwie. Wiem, co zrobić, żeby bambus nie rósł tak szybko, albo dlaczego cytrynki rosnące w doniczkach opadają, zanim jeszcze dojrzeją.

 

Dotarłem do Edenu. Cały ogród zajmuje powierzchnię 15 hektarów i powstał w głębokim na 60 metrów kraterze po kopalni porcelanowej glinki. Składa się z kopuł zrobionych z kilkuset sześciokątnych, plastikowych, szklarnianych plastrów, przepuszczających światło i wilgoć. A w środku mieści rośliny z przeróżnych części świata. Całość podzielona jest na dwa środowiska – tropikalne i śródziemnomorskie.

 

Wymyślił go niejaki Tim Smit, archeolog i muzyk holenderskiego pochodzenia. Wydaje się więc, że już z definicji musiało to być oryginalne miejsce, łączące różne dziedziny życia i wiedzy.

 

Największa kopuła ma 55 metrów wysokości, jest długa na 200 i szeroka na 100. Przykrywa obszar półtora hektara. Rosną tu banany, ananasy, kawa, palmy, bambusy.

 

Przed wejściem do środka, w sklepie z ekologicznymi produktami i książkami, możemy przeczytać w jednej z nich: „Eden to symbol nadziei na przyszłość”. Całość była jednym z projektów mających upamiętnić wejście Wielkiej Brytanii w nowe tysiąclecie. „Dobrą wiadomością było to, że poprosiliśmy architektów, by zbudowali ósmy cud świata. Złą, że nie mieliśmy żadnych pieniędzy” – pisali pomysłodawcy.

 

Projekt Edenu nastawiony jest na budzenie ekologicznej świadomość. Ale nie nachalnie, nie na siłę. Przed wejściem do szklarni stoi WEEEman, monstrualny robot, stworzony z 3,3 ton odpadów elektrycznych i elektronicznych. To tyle, ile człowiek w tym kraju średnio w życiu wyrzuca. Robot na ramionach ma kuchenkę mikrofalową, a zęby zrobiono z komputerowych myszek.

 

Cały kompleks ogrodowy, otwarty w 2001 roku, przyciągnął już 9 milionów odwiedzających. Marzenie to kosztowało 140 milionów funtów, zebranych dzięki państwowej loterii, funduszom europejskim i pożyczkom. Mieści najbogatszą kolekcję gatunków, które zasadził człowiek w jednym miejscu. To ponad milion roślin. Rosną tu nawet konopie siewne (wyglądają jak marihuana, choć jak podaje oficjalny przewodnik po ogrodach – nie mają one substancji narkotycznych). W szklarniach kłębią się krzewy oliwkowe, orzeszki ziemne, wino. Pomiędzy nimi uatrakcyjniające wszystko rzeźby, instalacje z samochodów i motocykli. Wydaje się, że jest tu wszystko, co potrzebne do życia. Przyjazne środowisku. Zmuszające do refleksji.

 

Zmagania z pogodą

 

Rodzi się jednak pytanie czy środowisko, o które mamy się troszczyć, jest przyjazne nam? Spacerując w tym sztucznie stworzonym klimacie, zastanawiam się czy dobrym pomysłem byłoby przykrycie całych Wysp takim kloszem. Podróżowanie po Wielkiej Brytanii i Irlandii to przecież głównie zmaganie z pogodą, z siłami natury. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Można byłoby wytworzyć lepsze warunki. Bardziej słoneczne.

 

Nasza przygoda z Wielką Brytanią rozpoczęła się 10 tygodni temu od Stonehenge, gdzie przyjechała cała armia ludzi, by podziwiać wschód słońca. Kiedy zrobiło się jasno, przez deszczowe chmury nie przebił się ani jeden promień. 30 tysięcy zgromadzonych ludzi osłupiało, nie wiedząc, co o tym myśleć.

 

Deszcz zalewał nam także drogę w Irlandii Północnej, przelewając się z jednej strony na drugą. Nie przestawał padać. Odwołano imprezy, które chcieliśmy zobaczyć, w tym najstarsze wyścigi motocyklowe pod Belfastem. – Dlatego właśnie Irlandia jest taka zielona! – komentowali mieszkańcy, patrząc na ilość wody lejącej się z nieba.

 

Spacerując po Edenie przypominam sobie wszystkie te wyjazdy, w czasie których obserwowaliśmy zmaganie ludzi ze środowiskiem. W miejscu, gdzie grasował najsłynniejszy łucznik w kapturze, rośnie teraz zboże i marchewka. Po legendarnym lesie Sherwood zostały tylko strzępy, dlatego serial o przygodach Robin Hooda, tak popularny w Polsce, kręcono w parku, w zupełnie innej części kraju. Jechaliśmy do Sherwood przez teren pagórkowaty, z polami i kopalniami, gdzieniegdzie tylko rosły drzewa. Największa z zachowanych części ogromnego leśnego kompleksu ma zaledwie 180 hektarów.

 

Widzieliśmy przemysłowe strony Walii Południowej. Cardiff stało się w czasach wiktoriańskich największym eksporterem węgla. Przemysłowe miasto Swansea i jego okolicę zmieniły się na zawsze przez industrializację. Już od średniowiecza wydobywano tu węgiel, a wraz z rewolucją przemysłową z XIX wieku zaczęto przywozić tutaj miedź do przetworzenia. Wszędzie nadchodzi nowoczesność, technologia. Kiedyś powstawaniem szkockiej whisky rządziła natura, to był naturalny proces. Każda butelka mogła być inna. Dziś rządzą komputery. Wszystkie butelki są takie same.

 

Wyjście ze szklarni

 

Problem w tym, że kloszem całego kraju przykryć się nie da. Nie da się utrzymać ładnej pogody ani w pełni pogodzić z naturą. Będzie na nas padało, będzie mgła, wiatr i słota.

 

Nie ma wyboru, trzeba docenić to, co mamy, próbować jakoś o to zadbać. Mimo wszystko Wielka Brytania to malowniczy zakątek świata, stworzony przez samą naturę. Stojąc na przylądku Land`s End, na samym końcu południowo-zachodniej części wyspy, staram się to sobie wmówić. To już koniec tej motocyklowo-samochodowej przygody.

 

Wokół latają białe mewy. Lepiej trzymać się od nich z daleka, nie wiadomo, do czego są zdolne. Te kornwalijskie stworzenia opisała Daphne du Maurer, w opowiadaniu „Ptaki”, a Alfred Hitchcock uwiecznił je w filmie. Ale tak naprawdę to spokojne stworzenia. Zjadają mój kwadratowy chleb, którego ja już nie mogę. To tylko wyobraźnia ponosi robiąc z nich drapieżne ptaszyska. Można więc przekierować wyobraźnię na coś innego. Niech tworzy projekcję słońca. Dlaczego nie? Gdyby tutaj słońce świeciło codziennie, byłby to, mimo wszystko, całkiem niezły kraj do życia.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
 ~kik: widziałem Kornwalię - też gorąco polecam
odpowiedz
 ~mimi: a ja sie tam wybieram
odpowiedz
 ~Kriso: Byc , widziec , fajne
odpowiedz
 ~Asia Londyn: Fajna sprawa :P
odpowiedz
 ~adamski: spoko luzik
odpowiedz
 ~Baltayor: nie być

odpowiedz
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:45)
~Florence: Nazywam się Florencja z Londynu. Miałem poważne problemy z męże

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:44)
~Loveth: Nazywam się Loveth z Kanady. Po siedmiu latach kontaktu z nim rozwi

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:41)
~Rose: DR.Sango jest najprostszym pisarzem i pomocnikiem. Nazywam się Rose James.

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:40)
~Betty: Udane świadectwo Beth: „Jak szybko możesz odzyskać byłego partner

Manchester United w końcówce stracił zwycięstwo (godz. 11:21)
~bestdiscocam:

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.