prl cooltura
       
Czwartek, 09.07.2020 Hieronima, Palomy, Weroniki
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Rzeczpospolita III i pół
Jacek Kurski
Rzeczpospolita III i pół

Rozmawiała Sylwia Milan


ostatnia aktualizacja: 2008/11/08 08:54

Sejm jest stale pusty, partie mają za dużo pieniędzy, a politycy otrzymują za wysokie diety. To punkt widzenia wyborcy. Z punktu widzenia posła, sprawy wyglądają inaczej. Jak? Opowiada Jacek Kurski, dziennikarz, polityk, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Ludziom na zewnątrz trudno jest zrozumieć to, co dzieje się wewnątrz wielkiej polityki.

To prawda.

Proszę im zatem wytłumaczyć – jest okazja.

Przykład pustych ław poselskich. Wyborców denerwuje, że wybierają posłów, płacą na nich podatki, a na przebitkach widzą ciągle pusty Sejm.

Może to krzeseł jest za dużo?

Nie. Posłowie bardzo pracowici nie mają czasu siedzieć na obradach plenarnych. Nie chcę obrażać tych, którzy tam siedzą, ale to najlepszy sposób na wypoczynek, bo zasuwa się w komisjach.

A nie tam, gdzie kamery ustawiają?

Na posiedzeniach plenarnych trzeba być na głosowaniach. Natomiast pretensje do posła, że nie siedzi na sprawozdaniu ustawy o kryteriach nasiennictwa czy gleboznawstwa, nie mają najmniejszego sensu. Ja się interesuję kilkoma dziedzinami, więc jestem tam, gdzie się je omawia. Inny przykład: subwencja partyjna. Ludzi wkurza budżetowanie partii. Zniesienie subwencji partyjnych uderzy w społeczeństwo stukrotnie wyższą kwotą. Politycy będą się łasić i merdać ogonkiem do biznesu, który wystawi rachunki do zapłaty społeczeństwu. Obecny sposób finansowania jest w interesie państwa i jego obywateli.

Czy partie mają wystarczająco pieniędzy?

Wystarczająco.

Czy mają ich dużo?

W porównaniu z tym, że kiedyś nie miały wcale, to dobrze, że w ogóle mają. Kilkadziesiąt milionów złotych dla wielkiej partii wygląda na dużo, ale tak nie jest. Ja się boję gdziekolwiek powiedzieć, że od 10 lat posłom nie podniesiono pensji, właśnie ze strachu przed opinią publiczną. Na tle innych przedstawicieli tej profesji w Europie, poseł polski jest na przedostatnim miejscu.

Czy ten poseł pracuje tyle samo, co 10 lat temu?

To zależy od posła. Można będąc w Sejmie nie robić nic, a można bardzo dużo.

A pan?

Nie wyrabiam się z obowiązkami, tyle ich mam. Nie uważam, bym zarabiał krocie, bo obecnie dostaję jedną z niższych stawek w moim życiu. Jako dziennikarz czy szef agencji reklamowej miałem wielokrotnie więcej niż dziś.

Czy pan wie, co jest potrzebne teraz Polsce?

Wykorzystanie szansy cywilizacyjnej, jaką niesie ten czas.

A tak konkretnie?

Drogi, autostrady, infrastruktura ze wsparciem pieniędzy unijnych, utrzymanie wzrostu gospodarczego tak, by ograniczyć sfery ubóstwa, naprawa służby zdrowia, dostęp do przedszkoli i studiów.

PiS tego nie robił.

PiS to robił, ale za krótko rządził.

Czy znajdzie się odważny, który powie 50-latkom: „Macie za dobrze, do pracy”?

Takiego rządu nie było i chyba nie będzie. Polska jest jeszcze za biedna i taki drastyczny krok zmiecie każdy gabinet.

Jaki procent w pańskiej partii to ludzie młodzi?

W partii mamy więcej ludzi młodych niż w elektoracie, który nam się starzeje.

Na ile ideowi są ci, którzy wstępują dziś w wasze szeregi?

Czas ideowców się niestety generalnie skończył. Starsi bywają ideowi i bezinteresowni, młodzi rzadziej.

Ogłaszamy koniec?

Motywacje mojego pokolenia w polityce były ideowe, trzeba było dostać pałą po tyłku od ZOMO i zaryzykować.

Może za małe emocje towarzyszą polityce, by zainteresowała młodych? Co może stanowić porównywalny bodziec i przyciągnąć wartościowych ludzi?

W demokratycznych warunkach polityka daje szansę zmieniania świata na lepsze.

To dla misjonarzy.

Tak, chociaż... ideowcy w polityce nie są sprawni.

W czyjej głowie i kiedy zrodziła się idea IV Rzeczpospolitej?

Pierwszy tego określenia użył chyba Ujazdowski, który teraz jest poza PiS-em, ale cała idea jest oczywiście Kaczyńskiego.

W którym to było roku?

W 2003 albo 2004.

Gdybym chciała umieścić datę pod naszym wywiadem, to jaką mamy teraz Rzeczpospolitą?

III-cią i pół.

A kiedy wchodzimy w IV-tą?

Jak PiS drugi raz wygra wybory i nie popełni tylu błędów, ile za pierwszym razem.

Dwadzieścia lat temu zaczynał pan swoją działalność w redakcji tygodnika „Solidarność” regionu gdańskiego.

Tak, tego samego, którego pierwszy numer ukazał się w stoczni gdańskiej 1980 r. Po wpadce Borusewicza w 1986 r., trójka łepków, wówczas dwudziestoletnich (ja, Piotr Semka i Mariusz Wilczyński) przejęła to pismo i robiła dalej.

Pan pochodził z rodziny opozycyjnej?

Tak. Mama – członek zarządu „Solidarności” regionu gdańskiego, zakładała „Solidarność” w sądach. Za to wyrzucili ją 13 grudnia 1980. Przez 9 lat z wilczym biletem. Korporację sędziowską doskonale potrafię ocenić po tym, co mamę spotykało. Gdyby mój brat nie był rzecznikiem Wałęsy w 1990 r., co było pewną presją polityczną, to nie przyjęto by jej, bo zwyczajnie nie chciano. Środowisko betonowo wrogie jakimkolwiek zmianom. Filar III RP.

Czy był pan był zadowolony z rezultatów Okrągłego Stołu?

I tak, i nie. Przestałem, kiedy lewica solidarnościowa przehandlowała listę krajową. Wzięliśmy 161 miejsc do Sejmu i 99 do Senatu. Czyli wszystko. Było pytanie, co się stanie z listą krajową dla komunistów, ordynacja nie przewidywała jej upadku. Trzeba było zrobić na gwałt interpretację. Nasi z premedytacją, zamiast zawalczyć o te 33 miejsca z listy krajowej, oddali je komunistom. Później nie spodobało mi się, gdy w grudniu 1989 r. zaczęto wybielać stan wojenny, co było konsekwencją „grubej kreski”. Zauważyłem, że jest wyraźna presja rządu Mazowieckiego na niepodejmowanie rozliczania ze stanem wojennym.

To było oczywiste, kiedy system zmieniamy bezkrwawo i bez odwetu.

Żeby być precyzyjnym. Były dwa podejścia do Okrągłego Stołu. Pierwsze, wówczas jeszcze Wałęsy (dopóki nie przeszedł na drugą stronę), Kaczyńskiego, również i moje, jako młodego solidarnościowca, które oznaczało, że traktujemy Okrągły Stół jako licytację naszej polskiej sprawy w górę. Z komunistami rozmawiamy, wkładamy nogę w drzwi, a kiedy się zmienią warunki, to nie będą nas obowiązywały umowy i komunę rozwalimy. Było też drugie podejście. Wydawało się mniejszościowe, ale to ono wygrało, Geremka, Michnika, Kuronia i Mazowieckiego, które traktowało Okrągły Stół, mówiąc żargonem politologicznym, jako prefigurację generalnego rozstrzygnięcia. Konsekwencją była dwuwładza z komunistami. Pozostawienie im ekonomii, banków, sądów, mediów i służb przez wiele lat. To później skutkowało ucinaniem głowy każdemu, kto próbował zmiany. Tak jak rząd Olszewskiego zmieciony w sekundę.

Pan nie chciał płacić za wolność żadnej ceny?

Ależ Czechy, Litwa, oni też przeszli pokojowo z systemu do systemu. Nie było takiej dwuwładzy i skundlenia elit opozycyjnych.

Kiedy zauważył pan, że drogi opozycjonistów zaczęły się rozchodzić?

W 1989, w 1990, w 1992. Potem zaczęto usprawiedliwiać całą tę transformację pod dyktando interesów zdolnych komunistów. Prof. Jadwiga Staniszkis nazywa to „generacją ‘84”. Młodzi, zdolni, jeżdżący na stypendia Fulbrighta i do Niemiec Zachodnich, chwytali języki, a jednocześnie byli skarleni moralnie. Akceptowali porządek stanu wojennego, nie chcieli zasadniczej zmiany w Polsce.

Pana zdaniem, dlatego że...

Albo się bali, albo byli uwikłani w działalność agenturalną i interesy środowiskowe. Przeniesienie tych wszystkich zjawisk sprawiło, że ludzie dawnego systemu lub ich dzieci, znów rozdawali karty. Proszę spojrzeć na gwiazdy mediów. To są dzieci ludzi z tamtej strony.

Rozmawiałam ostatnio z profesorem Anotnim Dudkiem i wspólnie doszliśmy do wniosku, że dla przeciętnego odbiorcy polityka jest nudna, tzn. surowe informacje na jej temat. Dopiero ciekawy przekaz, czyni ją interesującą. Czy pan uważa, że media dobrze wywiązują się z tego zadania?

Nie, nigdy tego nie robiły i niestety z każdym rokiem jest coraz gorzej, szczególnie ostatnio. Media nie objaśniają polityki społeczeństwu, tabloidyzują wszystko, co się da. Jest wyścig po newsa, który tak naprawdę prowadzi do jego kreacji.

Jak pan sądzi, dlaczego się to robi? U nas w polityce nic ciekawego się nie dzieje?

Zbyt duża konkurencja mediów. Cztery stacje informacyjne w kraju, który wcale nie jest najgłębszym rynkiem medialnym. Czasami najmniejszy bzdet jest wyświęcany do rangi newsa. I odwrotnie, ważne wydarzenia są pomijane.

Na przykład?

Sprawa komercyjnego spotu pewnego banku parodiującego Donalda Tuska. Reklama została wycofana na telefon z kancelarii premiera. Skandal. Nikt się tym nie zajął w sytuacji, gdy od dłuższego czasu chodzi spot z Markiem Kondratem, parodiujący prezydenta. Platforma działa w interesie głównych mediów w Polsce. Wielkie koncerny, z ostrożności procesowych darujmy sobie ich wymienianie, zbiły swą fortunę, czyli często pierwszy milion, w wyniku afer albo go po prostu ukradły. Nierzadko były posiadane przez ludzi dawnego aparatu. Pytanie: czy takie siły medialne będą popierały Kaczyńskiego, który chce sprawdzić, kto i skąd ma pieniądze? Oczywiście, że nie. No niestety, bo albo się dostosujesz do mody, co większość robi, a garstka ideowców z Kaczyńskim na czele się szarpie. A wraz z Kaczyńskim ja.

Cały swój czas i talenta oddaje pan na walkę z wiatrakami?

Na budowanie też przeznaczam czas, co jest bardzo często w kontrze. W Polsce zmiany w interesie ludzi wymagają zderzenia ze zdegenerowanymi instytucjami powołującymi się na demokratyczną legitymację.

Na przykład?

Trybunał Konstytucyjny. 300 zawodów w Polsce objęto ograniczeniami korporacyjnymi. Naszą ustawę otwierającą te zawody blokuje kanonizowany przez wszystkie media Trybunał Konstytucyjny, gdzie przeważają złośliwi ludzie, kumple adwokatów. My idziemy z nimi na zderzenie i przegrywamy. Wydali np. werdykt, że nasza ustawa otwierająca te zawody, jest w ¾ niekonstytucyjna. Jak bez lustracji przetrzepać tych hamulcowych wszelkich zmian, ulokowanych na intratnych stanowiskach? Nie ma na nich siły. Brak rozliczeń z przeszłością zabagnia modernizację Polski. Szkoda.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
Open publication - Free publishing - More cooltura
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:33)
~Lora Milan:  I Lora Milan, obiecuję podzielić się tym świadectwem na całym ś

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 11:28)
~Nina Darko:  Jestem bardzo zaskoczony cudownymi doświadczeniami i cudami dr Isiko

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 08:50)
~Ana Leandro:  Skuteczne zaklęcie miłosne, aby odzyskać swojego byłego kochanka:

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:28)
~Jelena Juraj:  Co mogę powiedzieć, jestem zastrzelony ze słów, gdyby nie d

Prawa rodzicielskie w Wielkiej Brytanii (godz. 10:46)
~Renata Tijana:  Czuję się dzisiaj tak radosna dzięki pomocy, jaką DR ISIKOLO udzi

KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.