
Piotr Dobroniak
ostatnia aktualizacja: 2010/07/26 07:46
Biorąc pod uwagę kolejne fale polskiej emigracji, należało się spodziewać również fali „emigracyjnej twórczości”.
Od jakiegoś czasu zaczęły pojawiać się coraz to nowe pozycje. Od denerwującego „Socjopaty w Londynie” Koziarskiego, poprzez odkrywcze „Przebiegum Życiae” Czerwińskiego, aż do najnowszej pozycji. Ta książka ma sznasę stać sie bestsellerem ponieważ...
Beata Martynek ma dwadzieścia sześć lat, dyplom ukończenia studiów w kieszeni i jak tysiące Polaków po otwarciu granic Wysp Brytyjskich w 2004 roku próbuje ułożyć sobie życie w Londynie. Mieszka w małym mieszkanku, które wynajmuje z dwoma współlokatorkami, zwariowaną Niemką i obsesyjnie skąpą Dunką. Od kilku miesięcy pracuje w jednej z najlepszych brytyjskich firm public relations Berry & Spelling, którą zatrudnił znany polski milioner nękany przez polskich polityków i prasę, desperacko potrzebujący polepszenia swojego medialnego wizerunku. Praca w pełnej intryg firmie, gdzie Beata jest jedyną cudzoziemką z Europy Środkowej, okazuje się bardziej skomplikowana, niż początkowo się wydawało. Nawet romans z przystojnym nowym nabytkiem firmy, Richardem, nie na długo poprawia Beacie humor. Bo czy związki polsko-angielskie mają w ogóle szansę na sukces?
Tak reklamuje książkę Ady Martynowskiej wydawca. Krótko mówiąc, to zgrabnie napisana historia, która wciąga od pierwszej kartki. Czytelnicy z Wielkiej Brytanii znajdą bliskie sobie opisy z otaczającej rzeczywistości. Poczują się w swoim świecie, przeczytają o swoich odczuciach i podobnych problemach. Nie sposób odnieść wrażenia, że ta historia dzieje się gdzieś obok nas, a jej główną bohaterkę można spotkać przemierzając tunele District Lane. Któż nie lubi czytać o nieswoich problemach i kłopotach.
Z drugiej strony są czytelnicy z kraju, którzy o życiu na emigracji słyszeli tylko w opowiadaniach swoich znajomych bądź rodziny. Jeżeli telewizyjni londyńczycy odnieśli sukces komercyjny, to dlaczego tak ma nie być z tą książką.
Krytycy często narzekają, że literatura emigracyjna stoi na bardzo niskim poziomie i raczej nie ma czego czytać. W początkowej fazie kolejnej fali emigracyjnej rzeczywiście tak mogło być. Tylko, że wtedy pojawiały się książki niedojrzałe. Zbyt mało czasu autorzy przebywali poza krajem, żeby ich książki były „pełne”.
Teraz w książkach „emigracyjnych” autorów pojawia się dystans do tego, co często sami przeżyli.
„Karpie, łabędzie i Big Ben” to książka „normalna”. Osadzona jedynie w brytyjskim czasie i miejscu. To książka o ludzkich charakterach, odmiennościach kulturowych, zmianach zachodzących w psychice człowieka, który wychowywał się w początkowym okresie swojego życia, w konserwatywnym kraju, nazywanym często „zakręconym słoikiem”. O człowieku, który dotyka wolności, której kiedyś nie miał, a teraz poznaje, że można inaczej. Człowieka, do którego dociera w pewnym momencie, że ideały „zagranicy” są złudne, ale tak intrygujące, że ten sam człowiek lepiej czuje się na emigracji, niż u siebie w rodzinnym mieście. To książka w której można znaleźć za każdym razem coś innego na swój temat. Polecamy.
UWAGA KONKURS
Aby wygrać książkę „Karpie, łabędzie i Big Ben” wystarczy podać kto jest autorem tej publikacji. Prawidłowe odpowiedzi należy przesyłać do 30.07.2010 na adres: konkurs@cooltura.co.uk










