prl cooltura
       
Poniedziałek, 16.09.2019 Jagienki, Kamili, Korneliusza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Jazz nad Tamizą
Jazz nad Tamizą

Piotr Dobroniak


ostatnia aktualizacja: 2009/12/05 18:00

Niestety często jest tak, że miejsca przysłaniają ludzi, którzy się w nich pokazują. Takim miejscem przez chwilę był Southbank Centre, w którym odbywały się niektóre koncerty Jazz London Festival. Jednak pojawiają się również tacy ludzie, którzy doskonale sobie z tym radzą – wszak nie miejsce uczyniło artystą tego człowieka, zrobiła to muzyka, którą komponuje.



Kolejny Jazz nad Odrą…. Przepraszam… Oczywiście nad Tamizą. Właśnie. Kolejny jazz nad czymś, z okazji czegoś, tradycyjnie, kiedyś tam. To nawet nie tradycja, to pospolite przyzwyczajenie. Kiedy myślimy – współczesny polski jazz – to myślimy Możdżer, Stańko, często Komeda (w sensie jazz „w ogóle“). To też już z przyzwyczajenia.

A ja mówię NIE. Mimo że wyżej wymienieni panowie, bez wątpienia wielkimi artystami są i w większości wystąpili na tegorocznym Festiwalu Jazzowym, to ja chciałbym zapoznać naszych czytelników z Pawłem Kaczmarczykiem. Od kilku lat nazywany „nadzieją polskiego jazzu“. Kiedy wybierałem się na koncert Pawła w Southbank Centre, zastanawiałem się ile jeszcze lat, trzeba być „nadzieją“ i o co właściwie chodzi? Ja wiem jedno. Ten facet ma już ugruntowaną pozycję. To ludzie decydują o tym, co się podoba. A ludzie na koncercie reagowali tak żywiołowo, jak sam artysta i jego Audiofeeling Band, kilkukrotnie przerywając występ owacją. Tak się dzieje, kiedy muzyk opowiada swoją muzyką historię, tym wspanialszą, że dla każdego inną, dla każdego jemu najbliższą. Oglądając Pawła i jego zespół, poczułem, usłyszałem i zobaczyłem muzykę… a po koncercie okazało się, że to zwyczajny chłopak z Polski.

Jesteś bardzo młody, mimo tego masz już pewną pozycję w branży.
Może to jest tak, że sprzyjał mi los i dotąd wykorzystywałem możliwości, żeby tworzyć, żeby ćwiczyć, żeby zajmować się tym, co w muzyce jazzowej jest najważniejsze. Ciężko jest też się znaleźć w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze, a mi się to do tej pory udawało. A to co jest znamienne – spotykałem na swojej drodze ludzi, którzy mi bardzo pomagali i wspierali. Ciężko też powiedzieć, że jestem młody. Teraz w takiej sztuce jak muzyka klasyczna czy muzyka improwizowana, wiek się nie liczy, tylko zaawansowanie na poziomie intelektualnym. Jeżeli przebywa się z osobami starszymi i bardziej doświadczonymi można nabrać pewnej ogłady.

Dostałeś się do jednej z najsłynniejszych wytwórni jazzowych (ACT – przyp. aut.), nie zazdroszczą ci tego koledzy? Wiesz, przyszedł pan do garderoby, nawet nie wiedziałeś z kim rozmawiałeś, patrzysz potem na wizytówkę i się okazuje, że to najwyższa półka…
 …nie wiedziałem z kim rozmawiałem, nie wiedziałem co to będzie, tak się jakoś złożyło. Czy mi zazdroszczą? Może znajdzie się ktoś, kto tak czuje, ja czuję bardziej, że mnie raczej wspierają. Poza tym jest tak mało polskich artystów, że ciężko jest cokolwiek zazdrościć, no chyba że chodzi o tą jednostkę. Bo tak naprawdę mamy tylko trzech polskich artystów jazzowych, którzy wyszli poza granice polski i są rozpoznawani przez zagraniczną publiczność. Z tej strony może być ta zazdrość, jednak jest to tylko trzech artystów na kilkunastu, którzy tworzą w Polsce jazz na bardzo wysokim, światowym poziomie, który jest bardzo rozpoznawalny i nacechowany słowiańskimi wpływami.

To jest już trzecia twoja płyta…
Trzecia płyta aczkolwiek pierwsza płyta tak naprawdę świadoma…

Skąd czerpałeś zatem inspiracje do tej pierwszej, świadomej płyty?
Bardzo się skoncentrowałem na tym, z jakimi muzykami chcę zagrać na tej płycie i chciałem napisać takie kompozycje, żeby stworzyć im pretekst do tego, żeby się otworzyć na muzykę. Nie chciałem, żeby musieli się tego uczyć, że to im będzie jakiś trud sprawiało. Nie chciałem pisać takich rzeczy, które są trudne w odbiorze, ale takie, jakie są łatwo przyswajalne, które zbliżają się do granicy prostototy (...). Chciałem, żeby wyłoniła się z tego wspólna energia z publicznością.

Obserwowałem cię na koncercie. Reagujesz żywiołowo. W twoim przypadku muzykę nie tylko słychać, nie tylko czuć, ale też widać.
Jakby nie było, koncert to jest taki element na który przychodzi się również po to, żeby pooglądąć. (...) Staram się nie ograniczać emocjonalnie. Ludzie chcą zobaczyć mnie, a nie kogoś, kto jest spięty i martwi się o to, czy dobrze nauczył się grać. Staram się nie przejmować zbytnio tym, że czasem coś zagram inaczej niż sobie to wcześniej zakładałem. Jestem tylko człowiekiem. Nie jestem maszyną. Staram się być naturalny i staram się „dopalać“ na koncercie swoich kolegów – każdy z nas ma inną psychikę. Jeżeli będziemy się spinać podczas tworzenia, to nasze dźwięki przestaną być szczere. Chcemy być spontaniczni.

Kiedy poczułeś, że jazz to jest to?
Był taki moment, że grałem dużo klasyki. Grałem wtedy z kapelą Cracoviensis w Filharmoni Krakowskiej, miałem 12 lat. Ja wtedy czułem power w klasyce. Jednak w momencie, kiedy znowu wracałem do ćwiczenia tych etiud i Bacha, czułem pewne skrępowanie. To nie znaczy, że jest muzyka gorsza i lepsza. Muzyka jest jedna. Jednak pewne rzeczy czujesz, a innych nie. Ja poczułem jazz i jego otwartość na ludzi. Chodzi o to, żeby to poczuć.

Byłeś niejednokrotnie wybierany nadzieją polskiego jazzu. Kilka razy z rzędu. Jesteś już ugruntowanym muzykiem jazzowym? Co oznacza właściwie ta „nadzieja“? Nadzieja na co?
To jest szansa. Jest wielu muzyków polskich, którzy są wspaniałymi artystami. Może są znani tutejszej Polonii czy Polakom, jednak są anonimowi dla wyrobionego, międzynarodowego słuchacza. Jest jedna zasadnicza rzecz ich płyty nie ukazują się za granicą i to jest bardzo złe, ponieważ są pozbawieni konfrontacji ze słuchaczami o bardzo wysublimowanych gustach.

Czyli jesteś nadzieją na to, że świat odkryje polski jazz.

Nie przesadzajmy. Nie pietyzujmy. Po prostu dostałem szansę, żeby moja muzyka trafiła do szerszego grona odbiorców.

Słuchając twojego koncertu, przypomniałem sobie film „Niewinni czarodzieje“…
 …pijesz do Komedy.

No tak.

Trudno nie odwoływać się do Komedy, ponieważ nasza muzyka jest mocno filmowa. Chcemy, żeby coś ilustrowała. Mieliśmy taką sytuację, że graliśmy muzykę na żywo do filmu niemego i to było piękne doświadczenie, ponieważ reagujesz na obraz, grasz free jazz i powoduje to zupełnie skrajne emocje wśród ludzi. Muzyka musi w jakiś sposób ilustrować emocje.



Zainteresowanych twórczością Pawła Kaczmarczyka odsyłamy na jego stronę internetową:
www.pawelkaczmarczyk.com.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
wrzesień
pnwtśrczptsond
1
2345678
9101112131415
16
171819202122
23242526272829
30
październik
pnwtśrczptsond
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
dzisiaj w Londynie
koncerty:
imprezy:
spektakle:
wystawy:
 • Zobacz wszystkie wystawy
inne:
KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.