prl cooltura
       
Poniedziałek, 16.09.2019 Jagienki, Kamili, Korneliusza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Upiór zamieszkał w Nowym Jorku
Upiór zamieszkał w Nowym Jorku

Filip Cuprych


ostatnia aktualizacja: 2009/11/24 13:28

Ponad 100 mln widzów na całym świecie obejrzało bodaj najlepszy musical, jaki wyszedł spod pióra Lorda Andrew Lloyda-Webbera.



I przedstawienie, i film pod tym samym tytułem: „Upiór w Operze” kończą się tak samo – tajemniczym zniknięciem głównego bohatera. 24 lata później, geniusz z charakterystyczną maską na twarzy powróci na scenę.

„Upiór w Operze” wygenerował zysk w wysokości ponad 3,5 mld funtów. Nie licząc filmu, który triumfalnie przeszedł przez kina na całym świecie w 2004 roku. Po raz pierwszy „Upiora...” wystawiono w londyńskim Her Majesty’s Theatre 27 września 1986 roku. Do dziś, spektakl zagrano tu ponad 9,5 tys. razy. „Upiór...” jest także najdłużej granym musicalem na Broadwayu. Zdobył ponad 50 najważniejszych nagród teatralnych na świecie, a płyty ze ścieżką dźwiękową rozeszły się w ilości ponad 40 mln kopii. 15 marca ubiegłego roku „Upiór...” trafił także do Polski. Do dziś, w warszawskim teatrze Roma wystawiono go już 400 razy. Siłą rzeczy, Lloyd-Webber poniekąd musiał napisać ciąg dalszy opowieści o Upiorze. O ile Webber pierwotnie stworzył swoje dzieło na podstawie powieści Gastona Leroux’a, o tyle teraz zdecydował się skomponować musical od podstaw, łącznie z całą nową historią Erika, choć to imię nigdy nie padło ani ze scenicznej, ani z ekranowej webberowskiej wersji „Upiora...”. Do współpracy kompozytor zaprosił Glenna Slatera, który ma na swoim koncie teksty m.in. do utworów zawartych w „Małej Syrence” czy też „Zakonnicy w przebraniu”. Swoją pomoc przy pracy nad nowym musiacalem zaoferował też brytyjski scenarzysta, reżyser i pisarz Ben Elton. Przy takiej ekipie twórców, Webber poczuł się na tyle bezpieczny i pewny, że w końcu zdecydował się zasiąść przy fortepianie. Tym razem, sequel zatytułowany został „Love Never Dies”. Nowe dzieło Webbera będzie można oglądać w londyńskim Adelphi Theatre od marca przyszłego roku, ale już teraz fani tej niezwykłej opowieści walczą o bilety.

„Teatr zawsze będzie istniał”

Plany realizacji kolejnej historii Upiora pojawiły się w 1997 roku. Już wtedy wiadomo było, że kompozytor przeniesie akcję „Love Never Dies” z paryskiej Opera House na nowojorską Coney Island i osadzi ją w roku 1907. Webber wielokrotnie odkładał projekt na półkę, ponieważ cały czas wydawało mu się, że pomysłów nie da się przenieść na scenę żadnego z teatrów. Początkowo chciano, aby „Love Never Dies” miała swoją premierę jesienią bieżącego roku w trzech miastach równocześnie: w Londynie, w Nowym Jorku i w Szanghaju. Jednak szybko uznano, że wymagałoby to zbyt wielu zabiegów technicznych. W ten sposób, swoją międzynarodową podróż Upiór rozpocznie znów w Londynie. W listopadzie przyszłego roku trafi do Stanów Zjednoczonych, a za dwa lata do Australii. O frekwencję Webber jest spokojny. – Każdy musi sobie zdawać sprawę z tego, że teatr nigdy nie zginie, ponieważ to źródło żywej rozrywki. Cokolwiek nie stanie się z Internetem, komputerami czy też z telewizją, teatr zawsze będzie istniał, bo ludzie zawsze będą chcieli wyjść z domów i doświadczyć czegoś wielkiego poza własnymi czterema ścianami – mówi Webber, ogłoszony przez magazyn „The Stage” najpotężniejszą i najbardziej wpływową postacią brytyjskiej sceny.

Przebić „Upiora w Operze”
Nowa opowieść o losach Upiora przenosi widza do roku 1906. Nie jest to jednak kontynuacja jego przygód. Każdy, kto oglądał film pamięta ostatnią scenę, w której okazuje się, że wybranka bohatera nie żyje. Webber postanowił więc pokazać, co działo się z poszczególnymi postaciami po wielkim pożarze Opery Populaire, wznieconym przez rozwścieczonego Upiora. A zatem, 10 lat po tajemniczym zniknięciu, główny bohater przenosi się do Brooklynu wraz z Madame Giry (choreograf z paryskiej opery i przyjaciółka Upiora z paryskiej opery) i jej córką Meg. Webber nie zdradza zbyt wiele detali, ale nie pozwala widzowi zapomnieć o wielkim uczuciu, jakim Upiór darzył młodą, utalentowaną pieśniarkię Christine Daae. Głównemu bohaterowi opowieści udaje się ściągnąć swoją ukochaną do Nowego Jorku. Nie wie ona jednak, że za jej sukcesem w Ameryce stoi ktoś, kogo obawiała się najbardziej. Nieświadoma, zjawia się na Coney Island wraz z mężem, odwiecznym wrogiem Upiora, hrabią Rauolem de Chagny i ich synem Gustavem. – Nie chcę zdradzać za dużo, bo nowa opowieść pełna jest intryg i zwrotów. Nie chciałbym niczego zniszczyć. Już dawno dotarło do mnie, że oryginał zakończył się niejakim zawieszeniem. „Upiór w Operze” aż prosił się o jakiś ciąg dalszy. Ostatecznie, zdecydowaliśmy się opowiedzieć losy także tych bohaterów, których pamiętamy z pierwszej cześci – mówi Andrew Lloyd-Webber. Dodaje przy okazji, że premiera „Love Never Dies” to dla niego wielki kłębek stresu, bo wie, że „Love never dies” musi być musicalem znacznie lepszym od „Upiora...”. Tego oczekuje od niego światowy teatr, który dobrze wie, że kontynuacje są zazwyczaj ryzykowne i kończą się klapą. Tego oczekuje od niego także publiczność, która niekoniecznie musi zawsze przyklaskiwać produkcjom mistrza. Tym bardziej, że od przyszłego roku obie produkcje będą wystawiane symultanicznie w dwóch odrębnych teatrach londyńskiego West Endu. Wielu krytyków podkreśla, że Webber musi być wyjątkowo pewny swego pomysłu, jako że nikt nie podjąłby się kontynuacji czegoś, co do dzisiaj święci triumfy na całym świecie i najzwyczajniej jeszcze się nie znudziło.

Przygotowania do premiery nie obeszły się jednak bez pecha. 61-letni Webber trafił do szpitala. Wykryto u niego raka prostaty. Wiadomo, że do końca roku kompozytor przechodzić będzie zabiegi i rehabilitację. Rocznie choroba zabija około 10 tys. mężczyzn w Wielkiej Brytanii. Wszyscy współpracownicy Webbera odradzili mu jakikolwiek wysiłek, a próby zostały wstrzymane do stycznia przyszłego roku. Wydawać by się mogło, że wiele może na mistrza poczekać. Cała oprawa przestawienia jest już gotowa. Obsadzone są główne role, nagrana jest ścieżka dźwiękowa, pojawiają się już pierwsze zwiastuny i co najważniejsze, ogłoszono datę premiery i ruszyła już sprzedaż biletów. Widzom pozostaje czekać do marca, a twórcom przedstawienia mieć nadzieję, że wszystko przebiegać będzie zgodnie z planami i założeniami. Przy takiej produkcji i z takim jej twórcą nikt nie może sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Zwłaszcza kiedy ceny biletów sięgają 70 funtów, a koszt przeniesienia jej na scenę sięgnął 10 mln.

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
wrzesień
pnwtśrczptsond
1
2345678
9101112131415
16
171819202122
23242526272829
30
październik
pnwtśrczptsond
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
dzisiaj w Londynie
koncerty:
imprezy:
spektakle:
wystawy:
 • Zobacz wszystkie wystawy
inne:
KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.