prl cooltura
       
Wtorek, 17.09.2019 Franciszka, Lamberty, Narcyza
| Startuj z nami | Dodaj do ulubionych
Bardziej pop niż musical
Bardziej pop niż musical

Martyna Drzewiecka


ostatnia aktualizacja: 2013/02/15 13:18

Target dla „Viva Forever!” to podobno osoby płci żeńskiej w wieku 20-30 lat, które pamietają „Spice Girls manię” i miały okazję w niej uczestniczyć, a jednocześnie są również odbiorcami dzisiejszych programów telewizyjnych poszukujących talentów, takich jak X Factor. Przekaz musicalu, w moim odczuciu, skierowany jest bardziej do nastoletnich fanek wyżej wymienionych programów, którym pop z lat 90. serwuje się jakby przy okazji.

Główne zastrzeżenia to: chaos (scena ze „Spice Up Your Life”), brak akcentów oraz pochłonięcie przesłania przez konwencję (program „Starmaker”, jury z piekła rodem, rywalizacja uczestników w świetle fleszy). I choć twórcy show bronili się, jak mogli (pseudointeligentne teksty, nie zawsze w udany sposób wplecione w raczej mało, ogółem, inteligentne dialogi), przed stworzeniem kiczowatej papki, pogubili się we własnych pomysłach, nie do końca udanych. Akcja jest niespójna, a postaci rozmyte i wyblakłe – chociaż dołożono wszelkich starań, aby dobrze je okrasić śpiewem oraz tańcem. Zdecydowanie największym plusem show jest obsada – idealnie dobrana, z ogromnym zapasem energii i dobrze zgrana. Tym bardziej szkoda wielu utalentowanych ludzi, gdy starają się jak najlepiej zagrać powierzone im role przy tak słabej reżyserii i braku pomysłów, co z kolei jest największym minusem produkcji. Na szczególną uwagę zasługuje żywiołowa, bardzo oryginalna, niesamowicie utalentowana Siobhan Athwal (Luce), której z całego serca życzę sukcesów i wielkiej kariery na West Endzie.

Niepotrzebnie spodziewałam się wydarzenia teatralnego z przesłaniem, bo show takowego nie posiada. Aczkolwiek profesjonalizmu i dążenia do wypełnienia misji – stworzenia kasowej, a przy tym „lekkiej, łatwej i przyjemnej” produkcji – twórcom „Viva Forever!” odmówić nie można.

Stworzenie dobrego pop-musicalu jest jak najbardziej możliwe, czego dowodem jest chociażby niezwyke udana adaptacja „Legally Blonde”, historii z niegdyś kiczowatego filmu, która dopiero na scenie, w połączeniu z postaciami z krwi i kości oraz muzyką i tańcem, zyskała na wartości. Powstała wtedy zabawna i ciepła historia z przesłaniem. Musicalowi „Viva Forever!” oprócz spójności brakuje właśnie przesłania. Jest tu trochę o przyjaźni, trochę o rodzinie, szczypta (zaledwie) wątku miłosnego... i już.
Powiem tyle: po wyjściu z Piccadilly Theatre poczułam, że zdecydowanie wolę musicale takie, jak   „Wicked”, „Les Miserables” czy choćby „Chicago”. A jednocześnie czułam ten słynny, nadużywany ostatnio w materiałach promocyjnych musicali „feel good vibe”, w głowie szumiały mi chwytliwe, popowe melodie, a nogi same rwały się do tańca, gdy z uśmiechem brnęłam na mrozie do stacji metra. A o to chyba chodziło?

„Viva Forever!”
Piccadilly Theatre, London W1D 7DY

• Widzisz błąd na stronie? Wyślij informację do redakcji.
• Zapisz się do naszego newslettera - najświeższe wiadomości codziennie na Twój e-mail
• Wyślij do znajomego
CLWK
blacklemon
Team One
Capital
Kotrak
wrzesień
pnwtśrczptsond
1
2345678
9101112131415
16
17
1819202122
23242526272829
30
październik
pnwtśrczptsond
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
dzisiaj w Londynie
koncerty:
imprezy:
spektakle:
wystawy:
 • Zobacz wszystkie wystawy
inne:
KomunikatyO portaluLudzie portalupl Reklamauk AdvertisingNasz patronatKonkursyNapisz do nasWyślij materiałPartnerzyrss
Copyright 2008 elondyn.co.uk.
Support: It's Done under Epoznan.pl licence. All rights reserved.